Jak "piąta władza" tropiła Elizę Michalik

27.02.2007 00:00
Czy śledztwo blogerów może zrujnować karierę znanej dziennikarce? Od kilku dni blogi i fora żyją historią publicystki Elizy Michalik, którą internauci oskarżyli o nagminne kopiowanie fragmentów cudzych tekstów i podawanie ich jako własnych. Czy w Polsce rodzi się piąta władza? Władza, która będzie kontrolować, i być może eliminować, niekontrolowanych dotąd dziennikarzy.
Jak podaje Wikipedia, Eliza Michalik (ur. 1976) to dziennikarka i publicystka, której teksty drukują m.in. "Wprost" i "Życie Warszawy". Wcześniej współpracowała z "Ozonem", Radiem Kolor, "Gazetą Polską", a do niedawna z "Gościem Niedzielnym". Michalik komentowała polską rzeczywistość polityczną i gospodarczą m.in. w telewizjach TVN24 i TVP3, a także w radiu TOK FM. Prowadziła też bloga w serwisie Salon24, który skupia znanych publicystów i ok. tysiąca "zwykłych" blogerów. To właśnie oni zaczęli porównywać znalezione w internecie i gazetach teksty Michalik, wskazywać ich podobieństwo do felietonów m.in. prof. Leszka Balcerowicza czy nieżyjącego już amerykańskiego ekonomisty Miltona Friedmana, i to właśnie ich Eliza Michalik oskarża o pomówienia i zrujnowanie jej kariery.

Internauci śledczy

- Choć to nie ja odkryłem, że Eliza Michalik dopuszcza się plagiatu - i to nie tylko w swoich tekstach, ale przede wszystkim we wpisach na własnym blogu - to byłem tym, który zebrał wszystko do kupy - opowiada Gniewomir Świechowski z Krakowa, student filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, który w serwisie Salon24 prowadzi bloga A my nie chcemy stąd uciekać i na którym skrzętnie publikuje wyniki internetowego śledztwa ws. dziennikarki, poparte licznymi przykładami wykorzystania przez Michalik cudzych tekstów. Dołącza do nich również fragmenty ustawy o prawie autorskim. - Ludzie zaczęli mi przysyłać wyszperane przez siebie materiały, które pokazywały, że Eliza Michalik kopiuje i podaje jako własne teksty nie tylko innych dziennikarzy, ale także polityków, ekonomistów - twierdzi Świechowski. - Wszystkie przykłady plagiatów sprawdzałem, nawet jeśli musiałem korzystać z płatnych archiwów gazet. Zaledwie jednego nie mogłem zweryfikować.

Pierwszy na trop plagiatu wpadł internauta o nicku "reszta z bani", także bloger z Salonu24. Odkrył, że trzy z pięciu akapitów wpisu na blogu dziennikarki pt. "PP, czyli kuźnia totalitaryzmu", zostały skopiowane z cudzych tekstów. (Obecnie nie można tego sprawdzić, ponieważ blog Elizy Michalik został skasowany - red.) I "reszta z bani" - jak twierdzi Gniewomir Świechowski - umieścił pod tekstem Michalik obszerny komentarz. Dołączyli do niego inni blogerzy. - Pani Michalik nie ustosunkowała się do tego, kasowała nasze posty - opowiada Gniewomir Świechowski. - W końcu dała głos, jednak nie przyznała się do plagiatów, groziła natomiast anonimowym internautom sądem.

Upadek Elizy Michalik

Tego internautom było za wiele. Do "śledztwa" włączyło się wiele osób. Sprawa rozeszła się po internecie z prędkością światła. Zaczęli ją komentować inni blogerzy, nie tylko w serwisie Salon24. Prawnik Olgierd Rudak napisał na swoim blogu: "Okazuje się zatem, że rzeczona dziennikarka od jakiegoś czasu funkcjonowała w ten sposób, że tworzyła kolejne teksty metodą copy/paste, czyli uwalniała treść cudzych artykułów z okowów autorskich praw osobistych aby opublikować pod własnym nazwiskiem. Tu nie trzeba być prawnikiem, żeby stwierdzić, że takie zachowanie jest karygodne."

Historię Elizy Michalik opisał też dziennikarz "Gazety Wyborczej" Wojciech Orliński na swoim blogu tytułując wpis "Upadek Elizy Michalik". Można na nim przeczytać m.in.: "Jej gwiazda zleciała z hukiem jakiś tydzień temu, gdy bywalcy jej bloga zauważyli, że jej blogowy wpis o Straszliwym Terrorze Politycznej Poprawności (który zdążyliśmy już w Usenecie obśmiać jako przykład wybitnej durnoty, argumentację budowano tam bowiem m.in. na błędnym rozumieniu angielskiego tekstu) jest plagiatem."

Elizawatch

Internauci poszli dalej. Powstał blog Elizawatch, który w całości jest poświęcony tropieniu tekstów dziennikarki i sprawdzaniu, czy dopuściła się plagiatu. Anonimowi internauci piszą tam: "W blogu publikujemy efekty wielodniowego dziennikarskiego śledztwa grupy internautów komentujących w Salonie24".

Jedna z zakładek bloga Elizawatch zatytułowana "Eliza Michalik i..." to lista dziennikarzy, ekonomistów (są tam wymienieni m.in. prof. Zyta Gilowska, prof. Leszek Balcerowicz, Milton Friedman, amerykański monetarysta i laureat Nagrody Nobla z ekonomii), których teksty wykorzystywała dziennikarka. Z przykładami oraz podaniem źródła.

Blog Michalik znika z Salon24

23 lutego na stronie Salonu24 jego twórca Igor Janke umieścił następujący wpis: "Po długich przemyśleniach odbyłem rozmowę z Elizą Michalik i oboje uznaliśmy, że zakończymy naszą współpracę w Salonie24. Bardzo dziękuję Elizie za jej teksty w Salonie, które zawsze wywoływały żywą dyskusję. Elizo, wszystkiego dobrego." Dlaczego? Igor Janke nie chce wyjawić powodów skasowania bloga Michalik: - Nie chcę ani oceniać Elizy Michalik, ani komentować. Wszystko, co miałem w tej prawie do powiedzenia, napisałem na stronie Salonu.

Na stronie Salonu24 pod informacją o zakończeniu współpracy z dziennikarką internauci umieścili 312 komentarzy. "Galaktyczny Edek" napisał: "(...)Tego typu zachowania należy eliminować z całą surowością. Nie powinno być równych i równiejszych, bo inaczej "ludzie pomieszają się ze świniami i nie będzie wiadomo, kto jest kto". Jakub Lubelski skomentował: "W podziękowaniu za podjęcie trudnej decyzji. Nie miałem okazji przeczytać wyjaśnień Pani Elizy Michalik, ale przyznam, że kiedy przeglądałem kopiowane przez nią fragmenty artykułów - byłem wstrząśnięty."

Eliza Michalik: Czuję się jak Józef K. z "Procesu" Kafki

W poniedziałkowym "Życiu Warszawy" Eliza Michalik odpowiada na zarzuty "Rzeczpospolitej", która w sobotnim wydaniu publikuje tekst opisujący śledztwo przeprowadzone przez internautów. Eliza Michalik pisze: "To znak czasu: stara dobra praktyka oddawania spornych spraw do sądu powoli odchodzi w niepamięć. Dziś może się przydarzyć, że proces, zamiast sędziów, przeprowadzi jakaś grupka kilkunastu anonimowych internautów i potem ta sama grupka wykona też wyrok. I bez względu na ich kwalifikacje (użytkownik sieci może być przecież równie dobrze szanowanym prawnikiem, profesorem ekonomii, sprzątaczką, ślusarzem, jak i wielokrotnym mordercą) - ich opinie na każdy temat - łącznie z orzekaniem o tym, czy ktoś popełnił przestępstwo, są, przynajmniej w sieci, wiążące i jedynie uprawnione, a w świetle przepisów prawa obronienie się przed internetowym oszczerstwem jest po prostu niemożliwe."

- Nie przyznaję się do plagiatu - powiedziała portalowi Gazeta.pl Eliza Michalik. - Nie twierdzę, że jestem aniołem. Popełniłam błąd. Na tysiące zapisanych przeze mnie stron dwa czy trzy razy zasugerowałam się czyjąś wypowiedzią, z pośpiechu umieściłam czyjąś wypowiedź bez podania źródła. Można mi zarzucić niedochowanie rzetelności, staranności, ale nie plagiat. Jednak za ten błąd przyjdzie mi zapłacić jak za zbrodnię.

- "Gość Niedzielny", w którym publikowałam teksty, podziękował mi za współpracę Przez te absurdalne zarzuty straciłam jedno ze źródeł utrzymania - skarży się dziennikarka. Twierdzi, że nie ma szans się bronić przed atakami użytkowników sieci. - Czuję się jak Józef K. z "Procesu" Kafki. My, dziennikarze, jesteśmy czwartą władzą, ale działamy w jakichś ramach prawnych. A internauci - rodząca się piąta władza - nie mają żadnych ograniczeń. Internauci całkowicie bezkarnie mogą pogrążyć każdego, kogo zechcą w sposób bezlitosny - mówi. Jej zdaniem, przytaczane przez internautów przykłady kopiowania przez nią fragmentów cudzych tekstów, to w większości cytaty z ogólnie dostępnych raportów ekonomicznych.

Zapytana, dlaczego Salon24 skończył z nią współpracę, odpowiada: - Oboje uznaliśmy, że nie ma sensu moje dalsze pisanie, bo i tak pod każdym moim tekstem internauci będą umieszczać komentarze dotyczące tej sprawy.

"Doszło do naruszenia zasad prawa prasowego"

Ewa Nowińska, profesor prawa, dyrektor Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że umieszczanie we własnym tekście cudzych opinii to nie tylko naruszenie zasad etycznych, ale przede wszystkim naruszenie zasad prawa prasowego i autorskiego: - Opinia jest dziełem w rozumienia prawa autorskiego, jeśli jest dłuższą wypowiedzią, a nie ogranicza się do krótkiej odpowiedzi na pytanie, np. "tak", "nie", "nie udzielam komentarzy". Jeśli przytacza się większe części wypowiedzi bądź całą wypowiedź to zwykle mamy do czynienia z prawem cytatu, które jest regulowane ustawą o prawie autorskim.

Prawo cytatu polega na tym, że można bez zgody autora przytaczać drobne fragmenty w całości albo części większych utworów. Mówimy wtedy o dozwolonym użytku w zakresie cytatu. Jest on jednak ograniczony dwoma ustawowymi warunkami. Artykuł 34 ustawy o prawie autorskim mówi, że można korzystać z dozwolonego użytku pod warunkiem, że wymienimy imię i nazwisko autora tego cytatu oraz wskażemy źródło, z którego on pochodzi.

Druga zasada jest taka - mówi o niej 35 artykuł tej ustawy - że nie można naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. Możemy powiedzieć, że doszło do przejęcia cudzej wypowiedzi. Poza tym doszło do naruszenia zasad prawa prasowego, które zobowiązuje dziennikarzy do szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu materiałów do artykułu.

Dojrzała blogosfera

Jak potoczy się dalsza kariera dziennikarska i publicystyczna Elizy Michalik, nie wiadomo. Autor znanego bloga poświęconego mediom, dziennikarstwu i internetowi Krzysztof Urbanowicz z podziwem wyraża się o polskich blogerach. - Polska blogosfera dojrzała na tyle, że jest w stanie znaleźć plagiat i nieuczciwość, ale także doprowadzić do wyeliminowania kogoś, kto się tego plagiatu dopuszcza. Interesujące jest to, że osobę, która przez wiele lat funkcjonowała w wielu gazetach, dopiero wytropili blogerzy. Jeszcze rok temu ta blogosfera nie miała znaczenia. Teraz pokazuje, że trzeba się z nią liczyć.

- Najbardziej w całej tej sprawie zdziwiło mnie to, że historia Michalik połączyła internautów wszystkich opcji politycznych. Wśród krytyków dziennikarki znaleźli się ludzie z prawa, lewa, liberałowie, wyznawcy różnych dziwnych poglądów - mówi Gniewomir Świechowski.

Co dalej z Elizą Michalik?

Szansę Elizie Michalik postanowił dać redaktor naczelny "Życia Warszawy" Andrzej Załucki. - Choć nie będę ukrywał, że zaraz po tym, jak się dowiedziałem o sprawie, chciałem natychmiast skończyć współpracę z panią Elizą. - mówi nam.

Po kilku dniach zmienił zdanie. - Eliza zrozumiała swój błąd. Wiem, że opinie, które wygłaszała w telewizji są jej własne, że potrafi sama pisać i myśleć. Nie można tak młodej osoby całkowicie przekreślać.

Skomentuj:
Jak "piąta władza" tropiła Elizę Michalik
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje