BitTorrent: ściągaj i płać

BitTorrent przez ostatnie lata był jednym z głównych wrogów wytwórni filmowych. Wczoraj przedzierzgnął się w internetową wypożyczalnię filmów, ale już z błogosławieństwem Hollywood
BitTorrent to jeden z najbardziej znanych serwisów opartych na tzw. technologii P2P (peer-to-peer). Przez ostatnie kilka lat był zmorą menedżerów wytwórni filmowych - umożliwiał bowiem internautom łatwe i szybkie dzielenie się plikami (głównie filmami i muzyką). I to za darmo. Na efekty nie trzeba było długo czekać: nielegalna - w większości przypadków - wymiana plików kwitła w najlepsze, a z BitTorrenta korzystało na całym świecie ponad 100 mln osób. Branża filmowa wydała takim serwisom wojnę - wygrała z Groksterem, serwisem KaZaA i kilkoma innymi.

Właściciele BitTorrenta postanowili udowodnić, że choć zdają sobie sprawę, do jakich celów internauci wykorzystują ich technologię, to interesuje ich legalny biznes. W maju ub.r. szefom spółki udało się przekonać do siebie wytwórnię Warner Bros. To był punkt przełomowy - szybko podpisano umowy z 20th Century Fox, Paramount, Lions Gate i MGM. Po kilkumiesięcznych testach wczoraj ruszył serwis BitTorrent Entertainment Network. Można w nim wypożyczyć film lub kupić program telewizyjny. Na początek można wybierać spośród ok. 5 tys. pozycji - filmowi fani znajdą tu takie tytuły jak "Mission Impossible III" czy "Powrót Supermana". Wypożyczenie nowych tytułów kosztuje 3,99 dol., nieco starszych - 2,99.

Jednak pliku z filmem nie da się obejrzeć po 24 godzinach od pierwszego uruchomienia (są zabezpieczone technologią DRM Microsoftu) - był to jeden z warunków postawionych przez studia filmowe. Co więcej, można je obejrzeć, tylko korzystając z programu Windows Media Player. Za programy telewizyjne i muzyczne teledyski, które można ściągnąć na dysk i przechowywać bez ograniczeń, trzeba zapłacić niecałe dwa dolary.

Szefowie BitTorrenta liczą na to, że przyciągną aż jedną trzecią z ponad 135 mln osób, które ściągnęły ich oprogramowanie na swój komputer. Jak? Po pierwsze, BitTorrent ma już wyrobioną markę wśród internautów, po drugie, pozwala na znacznie szybsze ściągnięcie pliku z filmem niż konkurencyjne serwisy. A to dlatego, że każdy plik jest podzielony na małe kawałeczki, które użytkownik serwisu pobiera nie tylko bezpośrednio z serwerów BitTorrenta, ale też od internautów, którzy ten akurat plik mają na dysku. - Zwykle, kiedy wiele osób chce w tym samym momencie ściągnąć ten sam plik, łącza mogą się przytkać i ściąganie może trwać nawet do 12 godzin - przekonuje Ashwin Navin, szef BitTorrenta cytowany przez branżowy serwis News.com. Jak szybko upora się z tym BitTorrent? - W zależności od prędkości łącza, jakim dysponuje użytkownik, szybciej niż dostawa pizzy - przekonuje Navin.