Violetta Szostak: - Mam tremę przed tą rozmową...
Paweł Huelle: - Dlaczego Pani ma tremę, to ja powinienem mieć, to mnie zabiją...
To za książkę może?
- Aż tak źle nie jest.
Najgorsze, co mogłoby się przydarzyć takiej książce pisanej - jak ją odbieram - z gniewną, szyderczą pasją, to gdyby przyjęto ją letnio.
- Zgadza się, tak.
- To "Ostatniej wieczerzy" nie grozi, książka budzi emocje i bardzo rozbieżne oceny. Ja też mam z nią kłopot, dlatego mówię o "tremie"...
- Ja się z tego bardzo cieszę. Bo jeżeli jednych książka doprowadza do furii, a inni mówią, że jest tajemnicza i jest w niej coś, co ich pociąga, czego nie rozumieją, wracają do niej jeszcze raz, coś nowego im się objawia - to lepszej sytuacji dla piszącego nie może być.
Najżywsze emocje budzi to, jak obszedł się Pan z sobie współczesnymi, sięgając po plotkę, pamflet, satyrę... Czarnym charakterem powieści jest ksiądz Monsignore, w którym rozpoznajemy znanego nam prałata z Gdańska, bohaterowie powieści zaś spaceruję Aleją Kaczyńskich... Jednych cieszy ta dotykająca do żywego współczesność - inni krytykują, że to chwyty nazbyt publicystyczne, tanie, nawet poniżej pasa.
- Napisałem powieść współczesną. Może także dlatego, że krytycy ciągle mówili, że w powieściach uprawiam eskapizm, pomyślałem: no to ja teraz wam zaprezentuję powieść współczesną par excellence...
A odniesienia do żyjących postaci? To chwyt, z którego w różnym stopniu korzystało wielu pisarzy przede mną. Można by podać przykład "Wesela" Wyspiańskiego - co nie znaczy, że mierzę się z Wyspiańskim!
Książka napisana jest dość ostro, bo uważam, że znajdujemy się w momencie kryzysu, związanego z postnowoczesnością. Straciliśmy cel, centrum, wypadliśmy z kolein, a nowych nie potrafimy stworzyć. Nie ja wymyśliłem tę diagnozę, ale jestem uczestnikiem tego kryzysu, dopada mnie on, więc nerwowo reaguję i stawiam pytania. Moja książka jest dość pesymistyczna, nie daję recept na przezwyciężenie tego stanu. Myślę, że trzeba go sobie uświadomić, bo duża część z nas w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że jesteśmy w takiej trudnej, dziwnej sytuacji.
Biegnąca wieloma wątkami fabuła skupia się wokół obrazu "Ostatnia Wieczerza'', której współczesną wersję chce namalować artysta Mateusz, do pozowania w roli apostołów zaprasza on znajomych. W rzeczywistości malarzem był profesor gdańskiej ASP Maciej Świeszewski, a Pan był jednym z pozujących.
- Tak i uznałem wtedy, że to jest świetny pretekst do napisania powieści współczesnej. Wybrać kilku bohaterów, którzy zmierzają na sesję do malarza, pokazać ich z różnymi bilansami życiowymi, ale też postawić zwierciadło naszej religijności, bo jeśli ktoś ma pozować do "Ostatniej Wieczerzy", to nie sposób, żeby nie pomyślał, jak ten "obraz" wygląda w jego życiu.
To zwierciadło pokazuje bardzo nieprzyjemne rzeczy. Pozujemy do świętych obrazów, tylko gdzieś zgubił się nam Jezus.
- Nie jest z nami cudnie. Jesteśmy ultrakatolickim krajem, religia jest wszędzie obecna w postaci symboli, ale czy za tym idzie pogłębienie duchowości? Złożyło się tak, że skrytykowałem księdza Jankowskiego i zostałem natychmiast określony przez jego środowisko jako Żyd, w sądzie poturbowano mnie, opluto, a tłum wył "Treblinka! Do gazu!". Więc pytam z jakim chrześcijaństwem mamy do czynienia?
Chłoszcze Pan też bezlitośnie artystów awangardowych.
- To nie jest tak, że jestem wrogiem sztuki awangardowej, nowoczesności, to jest gęba, którą mi się przyprawia. Mówię tylko, że ogromna część tej sztuki goni dziś w piętkę, powtarza to, co awangardy stworzyły w latach 20., 30. To jest impotencja, nuda, to nie jest żadna nowoczesność...
Lepsza jest sztuka, którą uprawia Mateusz? On jest w lepszej sytuacji? Nie goni w piętkę?
- Mateusz bardzo ryzykuje. Podejmuje próbę Don Kichota: chce namalować przedstawiający obraz, o tematyce religijnej, nawiązujący do dawnych mistrzów...
Co z tego nawiązania wynika?
- Narrator też o to pyta i też ma do tego dwuznaczny stosunek. Mnie najbardziej zdenerwowało to, z jaką furią awangardowe środowiska zaatakowały obraz Świeszewskiego, odebrały mu prawo głosu. Nie lubię awangardyków właśnie za tę pozę rewolucyjno-dyktatorską: tylko jeden rodzaj sztuki jest ważny, bo nowoczesny, a resztę należy zniszczyć, wyszydzić. To ja wtedy zaczynam pytać: zaraz, zaraz, czym jest ta nowoczesność?
A nie wahał się Pan, gdy malarz poprosił Pana, by pozować mu jako apostoł?
- Śmiałem się, że na pewno będę Judaszem. Pomyślałem, że w historii też do religijnych obrazów pozowali malarzom ich znajomi, nie święci.
*Paweł Huelle, ur. w 1957 r. pisarz, autor m.in. powieści "Weiser Dawidek", "Hans Castorp w Sopocie" oraz wydanej w tym roku "Ostatniej Wieczerzy".