Miasto już nie chce cmentarza dla zwierząt

Joanna Bosakowska
2007-02-15 , aktualizacja: 15.02.2007 00:00
A A A Drukuj
Władze Poznania liczą na to, że znajdzie się prywatny przedsiębiorca, który urządzi cmentarz dla zwierząt za własne pieniądze. I to gdzieś pod miastem.
Mija już dziesięć lat, odkąd zaczęto mówić w Poznaniu o urządzeniu cmentarza dla zwierząt (grzebowiska - jak mówią na to urzędnicy). To w 1997 r. pojawiły się przepisy, które nakazywały gminom urządzenie takich miejsc. Od tego czasu pojawiały się różne pomysły na cmentarz ("Gazeta" pisała o nich co roku). Miasto wyznaczyło nawet teren na pochówek czworonogów - przy ul. Wrzesińskiej na Miłostowie. Potem ogłosiło konkurs na prowadzenie cmentarza - miała się tym zająć prywatna firma. - Nie było jednak chętnych na tego typu działalność - twierdzi Maciej Dźwig z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Urzędu Miasta. - W międzyczasie zmieniły się przepisy. Dziś gminy muszą jedynie umożliwić mieszkańcom unieszkodliwienie padłych zwierząt i my to robimy. Prezydent wstrzymał więc działania dotyczące urządzenia grzebowiska przy Wrzesińskiej - zaznacza Dźwig.

Zwłoki pupila można dostarczyć do schroniska przy ul. Bukowskiej, które ma podpisaną umowę z firmą utylizacyjną. Kremacja psa kosztuje 25 zł, kota 10 zł. Podobne usługi (i też płatne) prowadzą kliniki weterynaryjne. - Spalenie razem z odpadami szpitalnymi? Nie wszystkim może się to podobać. Cmentarz dla zwierząt to według mnie jedyna legalna i godna opcja pożegnania się ze zwierzęciem - mówi Krzysztof Iwaszko, który kilka lat temu stracił królika i sam stanął przed problemem, gdzie go pochować.

Zakopywanie zwierząt w ogródkach, czy lasach jest niezgodne z przepisami sanitarnymi. Wielu z nas woli jednak złamać prawo niż zostawić zwłoki czworonożnego towarzysza u weterynarza czy zawieźć do schroniska. Na forach internetowych można przeczytać takie opinie:"Skoro można pamiętać ludzi, to dlaczego nie możemy dać szansy i zwierzętom? Cmentarz dla zwierząt to nasze wspomnienia po ukochanych zwierzątkach, które także należały do rodziny".

Podobne zdanie ma poznański radny Antoni Szczuciński (właściciel 9-letniego psa), który zaproponował, by na urządzenie grzebowiska przy ul. Wrzesińskiej miasto przeznaczyło jednak 75 tys. zł. - Takie cmentarze są w wielu krajach, więc dlaczego nie mamy wyjść naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców? Tym bardziej że koszt urządzenia grzebowiska nie jest duży - tłumaczy radny. Maciej Dźwig nie zgadza się z nim: - Nie wiem, skąd radny wziął tę sumę. Na terenie przy Wrzesińskiej trzeba zadbać o infrastrukturę, wykopać studnię głębinową, wyznaczyć kwatery. Po co mieszać w to środki publiczne, jeśli nie ma takiej potrzeby? - uważa. I tłumaczy, że najlepiej by było, gdyby znalazł się przedsiębiorca, który by zorganizował cmentarz dla zwierząt na własnym terenie, najlepiej pod miastem. - Myślę, że prędzej czy później ktoś taki się znajdzie - mówi Maciej Dźwig.

Rzeczywiście, w kilku miastach Polski działają już takie komercyjne cmentarze dla zwierząt. Krzysztof Iwaszko niedawno założył taki w miejscowości Rzędziany koło Białegostoku. Pochowanie zwierzęcia kosztuje 140 zł. - To i tak mniej niż na innych polskich cmentarzach dla zwierząt, gdzie płaci się 200-300 zł - mówi Iwaszko. Na najstarszym polskim cmentarzu dla zwierząt w Koniku Nowym pod Warszawą jest już pochowanych kilka tysięcy pupili. Ich właściciele stawiają im nagrobki, palą znicze, odwiedzają groby. Podobne cmentarze funkcjonują m. in. w Szymanowie pod Wrocławiem, W Rybniku i pod Bydgoszczą.

Podziel się