Marek Mazur - chwilowy prezes LOT-u?

Marek Mazur wygrał wczoraj konkurs na nowego prezesa Lot-u. Ale minister skarbu wyników konkursu nie uznaje.
Mazur został prezesem LOT-u wczoraj ok. godz. 14. Wygrał konkurs, rada nadzorcza firmy wybrała go spośród kilku kandydatów. Pięć godzin później Ministerstwo Skarbu oświadczyło, że wyników konkursu nie akceptuje. "Ministerstwo rozważa zwołanie walnego zgromadzenia akcjonariuszy z porządkiem obrad obejmującym odwołanie prezesa PLL LOT" - czytamy w oświadczeniu wydanym wieczorem przez resort Wojciecha Jasińskiego.

Na walnym resort ma większość (do skarbu państwa należy 67 proc. udziałów w LOT). Natomiast w radzie nadzorczej, która wybrała Mazura, większość mają przedstawiciele załogi i syndyka Swiss Air (przed bankructwem ta szwajcarska linia była udziałowcem LOT-u).

Dlaczego ministerstwo nie chce Mazura? W oświadczeniu czytamy, że mogło dojść "do złamania zasad przeprowadzania konkursu i prawa", ponieważ "rada nadzorcza zaakceptowała do drugiej tury konkursu trzech kandydatów: Tomasza Dembskiego, Donalda Chodaka i Jarosława Lazurkę. Marek Mazur, który został nowym prezesem PLL LOT, nie był na tej liście. Ministerstwo zwróci się w najbliższym czasie o zbadanie wpływu osób trzecich na wybór prezesa. Sytuacja, w której zorganizowane grupy na terenie PLL LOT działają nieformalnie, jest niedopuszczalna i budzi niepokój ministerstwa".

O jakie "zorganizowane grupy" chodzi? Ministerstwo wczoraj milczało.

LOT nie miał prezesa od połowy listopada ubiegłego roku. Tymczasem firma ma kłopoty. Traci pasażerów (w zeszłym roku przewiozła 100 tys. osób mniej), traci udział w rynku na rzecz tanich linii.

Rada nadzorcza wybrała Mazura po dwóch dniach obrad. Broni swojej decyzji, twierdząc, że wybór odbył się zgodnie z prawem.

W konkursie przepadł Tomasz Dembski, który od listopada był p.o. prezesa. To właśnie jego od początku forsowało ministerstwo w konkursie. Mimo że przez trzy miesiąca bycia p.o. Dembski popadł w konflikt ze związkami zawodowymi LOT-u. Kazał nawet skonfiskować związkowe komputery, twierdząc, że działacze ujawniają tajemnice firmy. W poniedziałek związkowcy zawiesili na bramie przed główną siedzibą LOT-u baner przypominający bilet lotniczy. -To bilet na Białoruś dla Tomasza Dembskiego, w jedną stronę -oświadczyli. Ale wiceminister skarbu Ireneusz Dąbrowski gotowy był bronić Dembskiego nawet kosztem posądzeń o bezprawne chwyty. Pod koniec stycznia zasugerował konkurentowi Dembskiego do fotela prezesa LOT-u Jarosławowi Lazurce, by się z konkursu wycofał. Dąbrowski miał mu powiedzieć, że nawet jeśli wygra konkurs, nie będzie mógł podejmować strategicznych decyzji, bo nie ma poparcia resortu.

Wczoraj mimo przegranej ministerstwo podtrzymało poparcie dla Dembskiego. Podziękowało mu "za odwagę wpodejmowaniu trudnych decyzji" ipozostawiło w radzie nadzorczej LOT-u.

Nowy prezes LOT-u Marek Mazur, choć ma licencję pilota, nie pracował do tej pory w lotnictwie. Ma 52 lata, jest absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS, gdzie się doktoryzował. Zna siedem języków, w tym japoński. Zasiadał w radzie nadzorczej banków PBK iBGK oraz Huty Stalowa Wola. Wlatach 1991-93 był doradcą wicepremiera ds. reformy finansów publicznych. -Był szefem departamentu analiz w resorcie finansów. To dobry makroekonomista, ze świetnym wyczuciem zmian koniunktury gospodarczej -wspomina Jerzy Osiatyński, minister finansów wrządzie Hanny Suchockiej. Pamięta go też Marek Borowski, który zastąpił Osiatyńskiego na ministerialnym fotelu: -Był specjalistą w takich sytuacjach, które wymagały szybkiego pozyskania źródeł finansowania. Politycznie nigdy się nie określał. Na pewno jest to osoba kompetentna - opowiada Borowski. W latach 2003-05 Mazur był zastępcą prezesa NFZ ds. finansowych.

-Najważniejsze jest szybkie opracowanie strategii działania LOT-u na następne lata -mówił nowy prezes LOT-u tuż po wyborze. -Uważam, że trzeba odłożyć prywatyzację do przyszłego roku, by nie sprzedawać firmy za niewielką wartość. Powinniśmy uruchomić nowe trasy, m.in. do Pekinu, Kazachstanu, Korei, USA, Indii. Razem z EuroLOT-em i Centralwings powinniśmy tworzyć prężną grupę.

Marek Mazur przyznaje się też do ciemnego momentu w swoim życiu. W połowie lat 90. został zatrzymany przez policję, kiedy jechał samochodem pod wpływem alkoholu. Nie chciał się poddać badaniu alkomatem i zwymyślał funkcjonariuszy, powołując się na swoje "wpływy". -To, co zrobiłem, było karygodne. Stanąłem przed kolegium, straciłem prawo jazdy i po dwóch latach ponownie musiałem zdać egzamin na prawo jazdy. Poniosłem zasłużoną karę - mówi dziś.