Resort zdrowia zalegalizuje internetowe apteki?

Dziś Sejm będzie się zastanawiał, czy pozwolić na handel lekami przez internet. Leki sprzedawane w sieci są nawet o 20 proc. tańsze.
Internetowa konkurencja dla tradycyjnych aptek pomogłaby zbić ceny w całym kraju. A zbijać jest co. Według grudniowego raportu UOKiK leki na receptę są w Polsce średnio o 5 proc. droższe niż w innych krajach Unii. W Czechach i na Słowacji jest taniej nawet o 20 proc.

Sposobem na tańsze leki może być internet - sprzedawcy mają duże obroty i nie muszą magazynować towaru. Leki w sieci można kupować m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii, Szwajcarii, Szwecji, a także USA, gdzie internetowe apteki zdobyły już jedną piątą rynku.

Nasze Ministerstwo Zdrowia chce zezwolić aptekom i punktom aptecznym na internetową sprzedaż leków, ale tylko bez recepty. Taki zapis urzędnicy resortu wprowadzili do nowelizacji prawa farmaceutycznego.

Pod koniec stycznia posłowie z komisji zdrowia ten fragment ustawy jednak wykreślili (jak twierdzi poseł sprawozdawca Małgorzata Stryjska z PiS - jednogłośnie). Rządowy Urząd Komitetu Integracji Europejskiej alarmował, że naruszy to prawo UE. Na wysyłkową sprzedaż leków bez recepty już w 2003 roku pozwolił Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Na ten wyrok (i prymat prawa unijnego nad krajowym) powołują się właściciele blisko 50 internetowych aptek, które działają w Polsce mimo obowiązującego w prawie formalnego zakazu wysyłkowej sprzedaży leków.

- Wyrok Trybunału można różnie interpretować. Wyszliśmy z założenia, że handel internetowy lekami w Europie to jeszcze eksperyment i nie ma co wychodzić przed szereg - mówi poseł sprawozdawca Małgorzata Stryjska.

Jest tajemnicą poliszynela, że posłów przekonał lobbing ze strony tradycyjnych aptekarzy. Sprzeciwiając się internetowemu handlowi, przez wszelkie przypadki odmieniali oni słowa "bezpieczeństwo pacjenta".

- Jesteśmy przeciwni sprzedaży leków przez internet. Ktoś może się włamać na stronę internetową apteki i odsyłać tych, którzy na nią wejdą, na inną witrynę, gdzie sprzedaje się leki niewiadomego pochodzenia. W internecie sprzedawane są środki psychotropowe i narkotyczne - straszy Maria Głowniak z Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Internetowi aptekarze ripostują, że ich tradycyjnym kolegom wcale nie chodzi o bezpieczeństwo, ale o pieniądze. Chociaż Polacy w ubiegłym roku kupili w aptekach leki za astronomiczną kwotę 17,8 mld zł, takie placówki mają się kiepsko. Jest ich już 12 tys. i co roku przybywa kilkaset kolejnych. Według samych aptekarzy przyzwoity zysk mieliby, gdyby aptek było ok. 7 tys.

Co na to wszystko posłowie? - Żadne decyzje ze strony klubów nie zostały jeszcze podjęte. Stanie się tak dopiero w środę - twierdzi szefowa komisji zdrowia Ewa Kopacz (PO).

Posłowie PO mają zamiar zgłosić poprawkę, która pozwoli na sprzedaż leków bez recepty przez sieć.

Atak na internetową sprzedaż leków to kolejny w ostatnim czasie ruch ze strony środowiska aptekarskiego. W Sejmie leży już projekt ustawy utrudniającej otwieranie nowych aptek.

Można by było je otworzyć tylko wtedy, gdy w miejscowości na jedną aptekę przypadnie ponad 4 tys. mieszkańców. Ewentualnie, jeśli najbliższa apteka jest oddalona o co najmniej 3 km.