Bitwa o tanie leki

Jutro w Sejmie będą się ważyć losy tanich aptek internetowych. Pod naciskiem lobby farmaceutycznego - i wbrew stanowisku rządowego UKIE - sejmowa komisja zdrowia wyrzuciła z rządowego projektu ustawy możliwość sprzedaży leków przez sieć.
Dla Artura Kurasińskiego, 32-letniego warszawskiego przedsiębiorcy internetowego, dzisiejsze obrady Sejmu nad nowelizacją prawa farmaceutycznego to debata o przyszłości jego biznesu, w który już zainwestował około 200 tys. zł. We współpracy z siecią sześciu aptek w Warszawie Kurasiński uruchamia internetową aptekę Apteo.pl. On robi witrynę internetową i całą obsługę informatyczną, apteki będą wydawać leki i wysyłać je do klientów.

- Taki lek sprowadza się na zamówienie i nie trzeba ponosić np. kosztów magazynowania, dlatego w internecie będzie sporo taniej niż w okienku aptecznym - mówi.

Zapis zezwalający na internetową sprzedaż leków bez recepty Ministerstwo Zdrowia umieściło w nowelizacji prawa farmaceutycznego (dziś formalnie jest to zakazane), ale pod koniec stycznia posłowie z komisji zdrowia ten fragment wykreślili. Nie jest tajemnicą, że posłów przekonał lobbing ze strony tradycyjnych aptekarzy, którzy sprzeciwiając się internetowemu handlowi, przez wszystkie przypadki odmieniali słowa: "bezpieczeństwo pacjenta".

- Jestem przerażony - mówi Kurasiński. - Inwestując w cały projekt, nie sądziłem, że posłowie opowiedzą się za przepisami, które klientowi odbierają możliwość wyboru, gdzie chce kupić lek, a przedsiębiorcy możliwość uczciwego zarabiania.

Aptek internetowych - mimo prawnego zakazu wysyłkowej sprzedaży leków - działa w kraju kilkadziesiąt. Wystartowały po wejściu Polski do UE. Powołują się na wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który stwierdził, że zakaz internetowej sprzedaży leków bez recepty jest niezgodny z traktatem unijnym. W poniedziałek ten pogląd podzielił Sąd Okręgowy w Katowicach - zawyrokował na korzyść mysłowickiej e-apteki Vitanea pozwanej przez Śląską Izbę Aptekarską.

Niektóre e-apteki już dziś znalazły sposób na obejście zakazu. W największej w kraju - DomZdrowia.pl - internauta, kupując lek, formalnie wystawia internetowe pełnomocnictwo dla kuriera, który w jego imieniu odbiera lek z punktu aptecznego. - Według naszych ekspertyz prawnych coś takiego nie jest już sprzedażą wysyłkową - mówi Mirosław Ostrowski, prezes DomZdrowia.pl. W ten sam sposób firma sprzedaje zresztą także leki na receptę (to akurat rzadkość na naszym rynku, zdecydowana większość e-aptek ogranicza się do farmaceutyków dostępnych bez recepty). W tym wypadku klient musi jednak dodatkowo wysłać oryginał recepty listem - dopiero gdy recepta dojdzie, aptekarz wydaje lek kurierowi.

Jak podaje Ostrowski, w ubiegłym roku DomZdrowia.pl sprzedał leki za 3 mln zł - to dwukrotnie więcej niż rok wcześniej (ponad 20 proc. to sprzedaż leków na receptę). Także w tym roku spółka liczy na dalszy wzrost sprzedaży o 100 proc.

Jak wskazują nasi rozmówcy, lobby tradycyjnych aptekarzy ma jednak szereg instrumentów nacisku. Wystarczą np. częste i długie kontrole z inspektoratów farmaceutycznych, by niepokornej e-aptece porządnie utrudnić życie.