Zagraj to jeszcze raz, Windows

Wydawałoby się, że opracowanie dźwięku, który słyszymy za każdym razem przy włączaniu komputera, to żadna filozofia. Ale nie w Microsofcie
Posłuchaj dźwięków z Windows Vista

- Chcemy fragmentu muzycznego, który jest inspirujący, uniwersalny, optymistyczny, futurystyczny, sentymentalny, emocjonalny, bla-bla-bla i długa lista przymiotników - wspominał Brian Eno. - Na końcu dopisano: ma to trwać trzy i jedną czwartą sekundy.

Eno to znana postać w światku muzycznym, jeden z prekursorów gatunku ambient (muzyka elektroniczna dość umownie traktująca klasyczne zasady kompozycyjne, kojarząca się z rozmytymi plamami dźwiękowymi). W wywiadzie udzielonym "San Francisco Chronicle" wspominał listę życzeń, jaką przedstawił mu Microsoft. Gigant z Redmond zgłosił się bowiem do muzyka z propozycją stworzenia dźwięków do systemu operacyjnego Windows 95. Nie bez powodu - w Redmond premiera nowego wówczas systemu była wielkim wydarzeniem i koncern zamierzał z niej zrobić prawdziwe show (to właśnie z okazji debiutu Windowsa 95 Rolling Stones po raz pierwszy zgodzili się na wykorzystanie swojego utworu w celach promocyjnych).

Eno przystał na propozycję: - Sama myśl, by stworzyć coś tak krótkiego, wydawała mi się zabawna. Jakby pracować nad bardzo maleńkim klejnotem. - mówił.

Premiera kolejnych wersji "okienek" - Windowsa 98 i Windowsa XP - odbyła się już bez takich fanfar. Ale pomysł na zaangażowanie muzyków powrócił wraz z Vistą. I chyba nie mogło być inaczej - Microsoft znów uruchomił ogromną machinę. Zobowiązywało też hasło kampanii: "Wow starts now" ("Łał" zaczyna się teraz).

Nad oprawą muzyczną czuwał Steve Ball, szef grupy Windows Audio Video Excellence - to on do studia nagraniowego w siedzibie Microsoftu ściągnął Roberta Frippa, gitarzystę i założyciela legendarnego zespołu King Crimson. Fripp w Redmond spędził dwie doby, nagrywając instrumentalne improwizacje do krótkiego rytmu. Ball, który z sesji nagraniowej gitarzysty miał wybrać raptem cztery sekundy, spędził nad tym półtora roku.

Już sam pomysł, by na stworzenie zestawu kilkusekundowych fragmentów poświęcić tyle czasu, ile muzykom zajmuje nagranie płyty, może się wydawać absurdalny.

- Kompletna strata czasu. Chyba Microsoft się nie spodziewa, że wydam pieniądze na system operacyjny tylko dla jakiegoś plim-plum, choćby nawet skomponował je sam Elvis - ironicznie komentował internauta na jednym z amerykańskich forów.

Ale punkt widzenia Microsoftu jest inny. Jeśli wierzyć prognozom firmy badawczej IDC, w tym roku te cztery długo szlifowane przez Balla sekundy przynajmniej raz dziennie będzie odsłuchiwało sto milionów osób - na tyle bowiem analitycy szacują sprzedaż Visty.

- To nie są zwykłe cztery sekundy. Wybranie odpowiedniego fragmentu miało dla nas kolosalne znaczenie - mówił Ball dziennikarzowi agencji AP. - Szukaliśmy dźwięku, który ludzie pokochają od pierwszego razu, ale też nie znudzi im się, gdy usłyszą go po raz dziesiąty, setny czy tysięczny. I w dodatku takiego, który nie będzie się narzucał użytkownikom Visty i nie będzie irytujący np. dla współpracowników - dodał.