Ballada o Januszku

Profesjonalny, sprawny, medialny. Dzięki PiS znalazł się na szczycie fali. I jak surfer nie może sobie pozwolić na wahanie, musi trzymać kurs. O nowym szefie MSWiA piszą
W rękach Kaczmarka były w ostatnich miesiącach losy najważniejszych dla PiS śledztw: w sprawie fałszerstwa teczki Jarosława Kaczyńskiego, billboardów Donalda Tuska rzekomo finansowanych przez PZU, domniemanego szantażu lustracyjnego Zyty Gilowskiej i afery wywołanej przez niemiecki dziennik "taz", który braci Kaczyńskich nazwał "kartoflami".

To Kaczmarek zaczął śledztwo dotyczące interesów syna Leszka Millera. Kontroluje też postępowanie, od którego mogą zależeć losy szefa PZU Jaromira Netzela obarczanego przez akcjonariuszy spółki Drob-kartel winą za jej upadek. Wreszcie intensywnie pilnuje śledztwa w sprawie afery "praca za seks" w Samoobronie.

Jak wrócić z zesłania dzięki mrówkom?

Rok 1987. Matka Kaczmarka przychodzi do I sekretarza KW PZPR w Gdańsku. Prosi, aby partia zlitowała się nad jej synem. Prymus, absolwent prawa, nie może znaleźć pracy w Trójmieście.

- Nie było egzaminów na aplikację, tylko rozmowa kwalifikacyjna. Zadano mi dwa pytania: czy chcę wstąpić do partii i czy wierzę w Boga - wspomina Kaczmarek. - Na pierwsze odpowiedziałem "nie", na drugie "tak". Kłopot miałem gotowy.

Sekretarz pracy nie załatwił. Kaczmarek został aplikantem w Elblągu. - Obowiązywała ustawa o szczególnej odpowiedzialności karnej zwana w skrócie "SZOK". Trafił mi się człowiek, który ukradł dwie butelki mleka. Przyznał się. Dostał więc kilka miesięcy, bo prawo było, jakie było, musiałem je stosować - opowiada.

Po trzech latach do akcji wkracza ojciec, Kazimierz Kaczmarek, inżynier pracujący w Baltonie. Ma dostęp do zachodnich towarów, wiele może. Spotyka się z prokuratorem wojewódzkim. Załatwia przeniesienie. Kazimierz daje przyszłemu szefowi Janusza zachodni specyfik na mrówki faraonki, które rozpleniły się w jego bloku.

"Żelazna Franka": Kaczmarkowi można ufać

Rok 1989. Janusz Kaczmarek zakłada w gdańskiej prokuraturze branżowe związki zawodowe. Poznaje ludzi dawnej opozycji. Awansuje. W wieku 30 lat jest już zastępcą prokuratora rejonowego w Gdańsku.

Rok 1992. Związany z "Solidarnością" Leszek Lackorzyński zostaje prokuratorem wojewódzkim. W Kaczmarku - "solidnym, spokojnym, niekonfliktowym" - widzi doskonałego szefa gdyńskiej prokuratury. Gdy Lackorzyński ubiega się o mandat senatora z listy "S", Kaczmarek zbiera podpisy pod kandydaturą. Sam też próbuje dostać się do Sejmu z listy Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform Lecha Wałęsy. Bez skutku.

- Na BBWR namówiła mnie prezydent Gdyni Franciszka Cegielska - wspomina.

Jej zawdzięcza przełom w karierze. W 2000 r. Lech Kaczyński jest ministrem sprawiedliwości. Szuka zaufanych ludzi. Ufa Cegielskiej, a ta poleca mu Kaczmarka. W kwietniu 2001 r. nasz bohater zostaje zastępcą prokuratora krajowego Zbigniewa Wassermanna.

- Pracowałem po kilkanaście godzin dziennie, raz w tygodniu znajdowałem czas na pływanie, ale i tak przytyłem - wspomina.

Arcybiskup chwali za Stellę Maris

Kaczmarek poszedł w górę, w momencie gdy AWS chylił się ku upadkowi, a Lech Kaczyński już myślał o budowie PiS. Organizował konferencje prasowe, na których opowiadał o rozbijaniu kolejnych mafii. Obok niego zawsze siedział Kaczmarek - meldował o konkretnych zatrzymaniach. Gdy Kaczyński traci stanowisko ministra, a kolejne wybory wygrywa SLD, prokurator ląduje w fotelu szefa gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej.

W Gdańsku w jego ręce trafia śledztwo dotyczące kościelnego wydawnictwa Stella Maris.

W aferę zamieszanych było kilkanaście znanych pomorskich firm, kilkudziesięciu biznesmenów, politycy SLD i kapelan abp. Tadeusza Gocłowskiego. Afera daje się we znaki głównie lewicy. Najważniejszym podejrzanym stał się baron SLD Jerzy Jędykiewicz.

Dziś abp Gocłowski wypowiada się o Kaczmarku w samych superlatywach: - Nie mam do niego pretensji za Stellę Maris.

Parcie na szkło

Jesienią 2005 r., gdy powstaje rząd PiS, minister sprawiedliwości powołuje Kaczmarka na stanowisko prokuratora krajowego. W pierwszych miesiącach próbuje zachować dystans do jawnie politycznych zachowań swojego pryncypała. Daje się zauważyć np. jego nieobecność na antenie Radia Maryja. Na każdym kroku akcentuje apolityczność prokuratury.

Zyskuje jednak dokładnie odwrotną opinię. Powód - niemal na każdej konferencji ministra Ziobro jest jego tłem i potakiwaczem. Nasi rozmówcy z ministerstwa przekonują, że był również intelektualnym oparciem, w dużym stopniu partnerem, w mniejszym podwładnym.

W niektórych fundamentalnych kwestiach się różnią - np. Kaczmarek chciał wprowadzenia kadencyjności funkcyjnych prokuratorów, co wzmocniłoby ich niezależność od politycznych zmian.

Z drugiej strony kompetencje Kaczmarka docenia nawet opozycja, np. Marek Biernacki (PO), były szef MSWiA.

Trzeba pamiętać, że nie wszystkie polityczne śledztwa są pod nadzorem Kaczmarka. Część rezerwował dla siebie Ziobro, np. ciąg dalszy sprawy inwigilacji prawicy, część nadzorował zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking.

Podwładni prokuratora twierdzą zgodnie, że jest pierwszym prokuratorem krajowym, który tak dobrze opanował media. - Jest stale na konferencji prasowej albo przed nią - narzekają.

Roman Nowosielski, gdański prawnik, członek Trybunału Stanu: - Lubi siebie na ekranie. Występując, stara się, by o pracy prokuratury było wiadomo jak najwięcej. Moim zdaniem nie jest to jednak autokreacja, tylko chęć poinformowania społeczeństwa.

Prof. Marian Filar: - To człowiek profesjonalnie przygotowany do zawodu, nawet z pewnymi ambicjami naukowymi. Jest zdyscyplinowanym urzędnikiem ekipy PiS. Dzięki niej znalazł się na szczycie fali. A kiedy surfer jest na szczycie, nie może sobie pozwolić na wahanie, bo to grozi bolesnym upadkiem. Musi trzymać kurs.

Kaczmarek nowej funkcji objąć nie chciał. Co przeważyło? "Premierowi się nie odmawia" - usłyszeliśmy w ministerstwie.

Skomentuj:
Ballada o Januszku
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX