Ryszard Kapuściński widzi świat globalnie

Ryszard Kapuściński widzi świat globalnie (w przeciwieństwie do nas, którzy patrzymy lokalnie). Kiedy przyjechał do Polski Francis Fukuyama, aby wytłumaczyć się, dlaczego nie nastąpił koniec historii, do debaty z nim poproszono Kapuścińskiego, bowiem on właśnie "składa w całość fragmenty prawd ogólnych, nie przywiązując wagi do prawd drobniejszych, chwiejnych" (jak napisano w "Voice Literary Supplement").
Kapuścińskiemu jesteśmy wdzięczni.

Inteligentom, którzy dziś książki tylko przeglądają, bo nie są w stanie ich czytać (czasu coraz mniej, bodźców coraz więcej, a charakter cywilizacji migotliwy), a więc tym znerwicowanym konsumentom kultury Kapuściński podpowiada, co jest ważne.

"Reporter powiada: - Jak tu u was ciemno i brudno!, a w odpowiedzi słyszy: -To nie nasz budynek. No więc nie - nie zgadza się Kapuściński - to jest nasz budynek. I ta zdewastowana Białoruś, i ten głodny Trzeci Świat, i ta obolała swymi problemami Afryka, i bogaty Zachód, miotający się z nadmiaru wszystkiego od ściany do ściany". To jest nasz budynek - przypomina. To, co w swym inteligenckim zblazowaniu uważamy za oczywiste, on odkrywa przed nami na nowo, z naiwnością dziecka. Kapuściński jest więc naszym sumieniem.

Ponieważ wie, jak jesteśmy powierzchowni, dostosował nawet swoje filozoficzne "Lapidarium" do naszych możliwości. Budowa książki pozwala na dozowanie sobie fragmentów, przeskakiwanie z tematu na temat. Ale też omijanie prawd niewygodnych, bez utraty wątku.

Chociaż... gdzie dziś w świecie istnieje jakiś jednorodny wątek? Gdzie jest jakaś, niczym nie zmącona, ciągłość? Gdzie jest spoiwo scalające ludzkość w jakimś wspólnym dążeniu? Nie ma albo go jeszcze nie widzimy. Jeśli się pojawi, Kapuściński powie nam o tym pierwszy.