Lekarz zostawił cewnik w żyle, bo się zdenerwował

48-letnia kobieta została skreślona z listy osób oczekujących na przeszczep wątroby, bo podczas badań wykryto w jej ciele pozostawiony przez lekarza 40-centymetrowy cewnik wrośnięty w przedsionek serca. Nikt nie chce się podjąć jego usunięcia, bo kobieta mogłaby nie przeżyć operacji.
Maria Nowak mieszka koło Kamienia Pomorskiego. Wiele lat pracowała w ośrodku dla narkomanów, dziś jest rencistką. Kilka lat temu lekarze wykryli u niej żółtaczkę typu C. Nikt nie wie, jak się zaraziła. Pewne jest, że nieuleczalna choroba niszczy jej wątrobę. Pojawiły się powikłania - żylaki przewodu pokarmowego. - Mam coraz częstsze krwotoki wewnętrzne - mówi Maria.

Jedynym ratunkiem jest przeszczep wątroby. Dwa lata temu Maria trafiła na listę oczekujących, miała być operowana w Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. W listopadzie 2005 r. została jednak zdyskwalifikowana przez zespół transplantacyjny z powodu zakrzepicy wywołanej przez 40-centymetrowy cewnik tkwiący w żyle głównej. Jego koniec wrósł już w przedsionek serca.

- Jak to usłyszałam, byłam w szoku. Nie wiedziałam, że lekarze zostawili w moim ciele sprzęt medyczny - mówi Maria.

Skąd wziął się cewnik? Rok wcześniej półprzytomna kobieta z krwotokiem przewodu pokarmowego trafiła do szpitala w Kamieniu Pomorskim. Tam przeprowadzono transfuzję. Lekarz wprowadził cewnik do żyły podobojczykowej pacjentki. - Zrobił to bez znieczulenia, krzyczałam z bólu. Lekarz zdenerwował się i wyszedł z sali, twierdząc, że nie chcę z nim współpracować - wspomina Maria. Transfuzję dokończyła pielęgniarka, która wkłuła się w żyłę w przedramieniu. Zapomniano jednak wyjąć cewnik, który z czasem przesunął się i dotarł do przedsionka serca.

Maria konsultowała się z kardiochirurgami. Wszyscy stwierdzili, że ma tylko 20 proc. szans na przeżycie operacji usunięcia cewnika. - Ten zabieg nie powstrzyma zakrzepicy i może spowodować zaburzenia krwiobiegu - orzekł prof. Jerzy Sadowski, szef kliniki chirurgii serca i transplantacji Colegium Medicum UJ. Kobiety nie można też leczyć przeciwzakrzepowo, bo ma chorą wątrobę.

Maria: - Zapominając o cewniku, lekarz wydał na mnie wyrok śmierci. Zabije mnie albo niewydolna wątroba, albo skrzep, który zablokuje przepływ krwi.

Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. - Niestety, nie możemy przesłuchać lekarza, który zakładał cewnik, bo zapadł się pod ziemię - mówi szef Prokuratury Rejonowej w Kamieniu Pomorskim Jarosław Przewoźny.

Sprawą Marii zainteresowała się jedna z katowickich kancelarii prawnych. Prawnicy od szpitala w Kamieniu Pomorskim domagają się 300 tys. zł odszkodowania.

Dwa miesiące temu sąd w Szczecinie zasądził na rzecz kobiety odszkodowanie. Jednak szanse Marii na to, że dostanie pieniądze, są niewielkie. Zadłużony szpital jest w likwidacji. Złożył też zażalenie na decyzję sądu.

- Pani Nowak nie wykazała w pozwie, że doszło do błędu lekarskiego, nie przedstawiła wydatków, jakie musiała z tego powodu ponieść. W tej sytuacji kwota, jakiej się domaga, jest wygórowana - mówi likwidator szpitala Katarzyna Kurkierewicz.

Po zażaleniu szpitala wkrótce przed sądem rozpocznie się postępowanie dowodowe. Sędziowie zapoznają się z dokumentacją lekarską, przesłuchają świadków i zapewne powołają biegłych.

Maria wolny czas spędza z wnuczką. Chce się nią nacieszyć na zapas. - Dochodzę do wniosku, że to wszystko moja wina, bo gdybym nie zachorowała, nie trafiłabym do tego szpitala - mówi rozgoryczona.

(Na prośbę bohaterki jej dane zostały zmienione)