Pięć lat Guantanamo

Obóz w Guantanamo, symbol amerykańskiej wojny z terroryzmem, obchodzi dziś piątą rocznicę istnienia. Mimo licznych protestów Amerykanie go nie zamkną, więc kilkuset podejrzewanych o terroryzm więźniów nie ma żadnej perspektywy wyjścia na wolność
Zaczęło się tak: 11 stycznia 2002 r. z wielkiego wojskowego samolotu wysadzono 20 ludzi. W workach na głowach, z kajdanami na rękach i nogach. Po wyjściu z samolotu większość z nich po raz pierwszy w życiu usłyszała fale oceanu rozbijające się o skały tuż przy pasie lotniska.

Najpierw promem, przez zatokę Guantanamo, potem wojskowymi ciężarówkami przewieziono ich w głąb wyspy, do miejsca zwanego Camp X-ray, w pobliżu drutów kolczastych odgradzających morską bazę USA od komunistycznej Kuby.

Zamknięto ich w stalowych klatkach pod gołym niebem, otoczonych zasiekami i wieżyczkami strażniczymi. Klatki były pordzewiałe, dawno nieużywane. Postawiono je w połowie lat 90., gdy prezydent Clinton zgodził się na utworzenie w Guantanamo tymczasowego obozu dla fali uchodźców z ogarniętego wojną domową Haiti.

Wśród uchodźców byli zwykli bandyci, którzy kradli i mordowali nawet w obozie w amerykańskiej bazie. Więzienny bryg w bazie był dla nich za mały, więc na odludziu zbudowano klatki.

Sama baza marynarki USA w zatoce Guantanamo powstała 100 lat temu na skrawku ziemi wydzierżawionym od Kuby. Po rewolucji komunistycznej jej status się nie zmienił, tylko Castro przestał przyjmować od Waszyngtonu opłaty za dzierżawę.

Metody przesłuchań

Dziś jest to miejsce, gdzie kilkaset osób podejrzewanych o terroryzm trzymanych jest nie tylko bez wyroku, lecz także bez formalnego postawienia im jakichkolwiek zarzutów. I bez perspektyw wyjścia kiedykolwiek na wolność.

W Guantanamo, szczególnie w pierwszym okresie, więźniowie byli przesłuchiwani z użyciem metod zakazanych konwencją genewską. Nie dochodziło tam najprawdopodobniej do tak brutalnych tortur jak w irackim Abu Ghraib czy tajnych więzieniach CIA w różnych krajach. Z ustaleń organizacji praw człowieka, a także odtajnionych w ubiegłym tygodniu raportów agentów FBI odwiedzających obóz, wynika jednak, że więźniów poniżano oraz dręczono fizycznie i psychicznie.

Były incydenty, gdy przykutych do krzesła więźniów pozostawiano bez ruchu wiele godzin, by brudzili się własnym moczem i kałem. Straszono ich wściekle ujadającymi psami, zostawiano w wyziębionych lub rozgrzanych do granic możliwości celach, ogłuszano agresywną muzyką czy rażono ostrym światłem.

Znane są też przypadki, gdy prowadzące przesłuchania kobiety w obcisłych koszulkach próbowały prowokować więźniów swoją seksualnością, a nawet brudzić ich czerwonym tuszem, mówiąc przy tym, że to krew menstruacyjna.

Ostatnio ujawniono, że więźniów owijano także w izraelskie flagi, a nawet że przebrany za katolickiego księdza żołnierz przeprowadzał symulowane "chrzty" muzułmańskich więźniów. Wszystko po to, by ich złamać i skłonić do współpracy.

Fala z Afganistanu

Jesienią 2001 r., po wkroczeniu wojsk USA do Afganistanu, w ich ręce zaczęły wpadać dziesiątki osób. Nie wiadomo było, kto jest ważnym terrorystą, funkcjonariuszem reżimu talibów, a kto zwykłym wieśniakiem. Zdecydowaną większość z nich złapały wojska Pakistanu i afgańskiego Sojuszu Północnego. Przekazywały ich Amerykanom za sowite nagrody.

Z dnia na dzień rosły zastępy schwytanych, których Amerykanie nie mieli gdzie trzymać. A bali się wypuszczać, by nie wyślizgnął im się ktoś znający np. szczegóły następnego ataku terrorystycznego na USA. To wtedy ktoś wpadł na pomysł, by przenieść ich na odgrodzoną od reszty świata Kubę.

Wojskowi prawnicy liczyli, że będą tam pod ręką amerykańskich agencji wywiadowczych, ale poza jurysdykcją amerykańskiego systemu sądowniczego.

Dziś w więzieniu siedzi ok. 450 więźniów z 35 krajów (w sumie przez obóz przeszło 750 osób), drugie tyle strażników oraz oficerów wywiadu prowadzących i analizujących przesłuchania, tłumaczy itd. We wrześniu ubiegłego roku do obozu przywieziono 14 najważniejszych członków al Kaidy, którzy wcześniej siedzieli w tajnych więzieniach CIA w innych krajach. Jest wśród nich słynny Chalid Szejk Mohammed, architekt zamachów 11 września.

W zamknięciu, ale z wygodami

W kwietniu 2002 r. więźniów przeniesiono do nowo zbudowanych, o wiele wygodniejszych baraków w Camp Delta. Nad samym oceanem, z dala od mogących podglądać Camp X-ray kubańskich lornetek.

Tu warunki są znacznie lepsze, choć w użyciu są te same ciężkie, połączone łańcuchami kajdany, którymi skuwa się więźniów za ręce i nogi i przykuwa do podłogi. W Guantanamo używa się kajdan słynnej brytyjskiej firmy Hiatt. Ta sama firma 200 lat temu była niemal monopolistą w dostawach kajdan do transportu murzyńskich niewolników do USA.

Więźniowie w Camp Delta otrzymują jedzenie halal, zgodne z muzułmańskimi standardami, o co dbają wyspecjalizowani kucharze. Jest też pełna opieka medyczna, np. dwóch więźniów przeszło w Guantanamo operacje serca.

Lekarze w obozie mają jednak przede wszystkim za zadanie ratować tych, którzy podjęli próby samobójcze (ok. 50 prób od początku obozu). Nie udało im się tylko raz - w czerwcu 2006 r. trzech więźniów równocześnie się powiesiło.

Są też strajki głodowe. W największym w 2005 r. udział wzięło ponad 100 więźniów. Więźniowie, którzy odmawiają przyjmowania pokarmów, są karmieni na siłę. Pentagon nie chce, by ktokolwiek w Guantanamo zmarł albo choćby demonstrował sprzeciw.

W obozowym szpitalu obezwładnionym więźniom wkładane są w przełyk rurki, którymi wpuszcza się pożywną papkę.

Więźniowie zostaną tu "na czas wojny"

Przeciw Guantanamo protestowały i protestują wielkie międzynarodowe organizacje, w tym ONZ, Amnesty International i Human Rights Watch, oraz rządy najbliższych sojuszników USA, w tym Wlk. Brytanii. Ostro przeciwko obozowi - i to podczas wizyty w Białym Domu - wypowiedziała się kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Tylko w Ameryce protesty są dużo słabsze. Demokraci w Kongresie są przeciwko "naruszeniom praw człowieka, ale już nie przeciw istnieniu obozu. A antywojenni aktywiści, tacy jak Cindy Sheehan, która dziś jako gość rządu kubańskiego ma protestować pod bramą Guantanamo od strony komunistycznej Kuby, są na marginesie amerykańskiej polityki.

W ostatnich latach z Guantanamo zwolniono ponad 200 osób, gdyż stwierdzono, że "nie stanowią żadnej wartości wywiadowczej". Większość była więc pewnie niewinnymi wieśniakami. Ale przynajmniej kilkunastu z nich w ciągu roku od wypuszczenia znów wpadło w ręce Amerykanów, często z bronią w ręku, prowadząc działalność terrorystyczną w Afganistanie i Pakistanie.

Z tych zwolnionych część przekazano rządom krajów, z których pochodzili. Wielu jednak - głównie Afgańczyków i Jemeńczyków - wyszło na wolność. W najbliższych miesiącach do swoich krajów zostanie odesłanych jeszcze może 100-200 więźniów.

Pozostali (200-300 osób) nie mają niemal żadnych perspektyw wyjścia na wolność. W ubiegłym roku Sąd Najwyższy USA stwierdził, że specjalne trybunały dla terrorystów w Guantanamo wymyślone przez prawników Białego Domu i Pentagonu nie spełniają standardów amerykańskiego systemu prawnego. Biały Dom system trochę poprawił (dodając więcej praw oskarżonym i ich obrońcom). Nie wiadomo jednak, czy za kilka miesięcy Sąd Najwyższy znów tego nie zakwestionuje.

I tak jednak przed trybunałami ma stanąć zaledwie 80 więźniów Guantanamo. Przeciw pozostałym nie ma wystarczających "dowodów procesowych". Prawa do ich przetrzymywania "na czas wojny" sąd najwyższy nie zakwestionował.

Wkrótce ostatni więźniowie zostaną przeniesieni z baraków Camp Delta do solidnych, kilkupiętrowych gmachów więziennych, których budowa właśnie dobiega końca.

Tam już nie będą słyszeć szumu fal.