Manufaktura Pałac Nakomiady

29.12.2006
Piotr Ciszek od ośmiu lat remontuje swój pałac w Nakomiadach. Chce, by wnętrza odzyskały dawny klimat, dlatego komnaty będą ogrzewać piece kaflowe. A że kafli, z których można by postawić piec jak z czasów Prus Wschodnich, dziś się nie uświadczy, przy pałacu ruszyła manufaktura...
W manufakturze przy dawnym pruskim pałacu pracuje sześć osób z Nakomiad i okolic. Między nimi plącze się trzymiesięczny czekoladowy jamnik Herman. Jego pan w małym pomieszczeniu przygotowuje gipsowe formy kafli i miniatur małych pieców do których można włożyć świeczkę albo postawić jako niebanalny bibelot. Nad jednym projektem pracuje często miesiąc i więcej. Właścicielka psa z dwoma koleżankami w innym pomieszczeniu, cienkimi jak włos pędzelkami maluje miniatury pieców, albo ozdabia normalnej wielkości kafle. Jeden mały piec maluje się godzinę-dwie. Czas pomalowania kafla uzależniony jest od tego, ile ma być na nim elementów. W największym pomieszczeniu, tam, gdzie Herman wygrzewa się przy piecu do wypalania ceramiki, pan Zygmunt odlewa piece i kafle (to trwa długie dni), a pan Ryszard czyści z nierówności wyjęte z form elementy. Wszyscy pracują po osiem godzin dziennie, mówią, że praca jest żmudna, ale ciekawa. I daje dużo radości.

Pałaców szukał na mapach w kępach drzew

Właściciel pałacu i manufaktury Piotr Ciszek mieszka w Warszawie, pracuje w branży informatycznej. W 1998 roku chciał kupić na Mazurach kamienną oborę. Gdy zaczął jeździć po wsiach, zobaczył, że stoją w nich piękne, ale popadające w ruinę pałace, w których po wojnie często rezydowali dyrektorzy PGR. - Popegeerowskie wsie wyglądały wtedy koszmarnie, bo połacie ziemi leżały odłogiem, rosło na nich zielsko w pas, a ludzie bez sensu snuli się po ulicach albo siedzieli przed blokami - wspomina Ciszek. Szybko go ujął urok wschodniopruskich pałaców. Zrezygnował z obory i postanowił kupić dwór albo pałac. - Chodziłem, pytałem, ale nikt nie miał spisu miejsc, w których takie budynki stoją - opowiada Ciszek

Zauważył, że pałace zawsze otoczone są parkami. Dlatego kupił wojskową mapę i namierzał kępy zieleni rosnącej przy wsiach. - Gdy przy nich zaznaczano jeszcze cmentarz, miałem prawie stuprocentową pewność, że w przypałacowym parku są groby jego mieszkańców - wspomina.

Po czterech miesiącach jeżdżenia po Mazurach Piotr Ciszek trafił do Nakomiad pod Kętrzynem. - Powiedziałem, że albo ten pałac, albo żaden inny.

Hrabia Eberhard nad życie kochał Mazury

Zbudowany na początku XVIII wieku pałac w Nakomiadach przed wojną należał do rodziny von Redeckerów. Zimą 1945 roku, jak większość wschodniopruskich hrabiów, uciekli do Niemiec. Oprócz pałacu w Nakomiadach, w sąsiedniej wsi Godzikowie, został jedyny w swoim rodzaju cmentarz von Redeckerów. Na szczycie małej, ale dość stromej górki spoczywa protoplasta rodu - Friedrich Redecker. Niżej są groby jego potomków, którzy nie leżą w linii prostej, ale kołem. Ostatni z von Redeckerów, zmarły w Niemczech Eberhard, zgodnie ze swoją wolą został tam pochowany w 2005 roku. Zamiast tradycyjnego pomnika ma mazurski głaz, na którym po niemiecku wykuto kilka słów o tym, że bardzo kochał te strony.

Przed śmiercią hrabia zdążył poznać Piotra Ciszka, opowiedzieć mu, jak zapamiętał pałac i jego otoczenie. Ciszek na cześć von Redeckera nazwał jego imieniem jedno z rosnących przy pałacu drzew. Mały Eberhard widział je z okna pokoju, w którym odrabiał lekcje. - Tabliczkę przytwierdzoną do tego drzewa pan Eberhard odsłaniał w dniu swoich 95. urodzin - mówi Piotr Ciszek. - Był z tego powodu szczęśliwy.

Bez pieców się nie da

Od 1998 roku nie ma tygodnia, by Piotr Ciszek nie przyjechał do Nakomiad. Remont pałacu sprawia mu wiele kłopotów, a jeszcze więcej frajdy. Do dziś zdążył już m.in. oczyścić z piachu i osuszyć ogromne pałacowe piwnice, w których odkrył m.in. dawną kanalizację i studnię, wyremontował jeden z pokoi i kuchnię, sień, oczyścił park, zrobił stylowy ogród.

Musiał zlikwidować zrujnowaną popegeerowską stację paliw i wykarczować tysiące chaszczy, wyrównać rabaty przed pałacem, zrekonstruować otaczający budynek ceglany mur. Remont większości pałacowych pomieszczeń dopiero go czeka. Chce nie tylko wymienić okna, naprawić ściany i podłogi, ale też zadbać o odpowiedni wystrój wnętrz. - Nie wyobrażam sobie pałacowych pokoi bez pieców kaflowych - mówi Ciszek. - Zacząłem szukać firmy, która robi takie cuda. Ale nie znalazłem. Dlatego postanowiłem wyremontować starą kuźnię i urządzić w niej manufakturę. Przed wojną przy pałacu też działała manufaktura, tyle że w innym miejscu i produkowano w niej cegły - opowiada.

Wyrobu pieców i kafli uczył się przez cztery lata. - Odkryłem m.in., że miejscowa woda ma skład chemiczny nienadający się do kładzenia szkliwa, dlatego używamy do tego wody mineralnej - przyznaje. Jest pewien, że kafle do pieców, które kiedyś staną w jego pałacu, powstaną w przypałacowej manufakturze.

Na razie ludzie wyrabiają w niej miniatury pięciu różnych pieców: * elbląskiego, który stał w bibliotece pałacu w Nakomiadach, * pieca klasycznego i gdańskiego, które stały w Domu Uphagena w Gdańsku, * pieca cylindrycznego z dworu w Stolnie, * pieca cylindrycznego z pałacu w Grazymach.

Dziennie w manufakturze powstaje 25-30 pieców. - To wierne kopie oryginałów, ludzie z manufaktury oglądali na żywo te piece, które stoją do dziś, m.in. w domu Uphagena - mówi Ciszek.

Od stycznia w manufakturze mają być wytwarzane dwa kolejne modele, powstają też kafle, z których będzie można postawić normalny piec (każdy na wewnętrznej stronie ma logo pałacu), prawie gotowe są gipsowe modele do odlewu dużych pieców . W manufakturze wyrabiane są też świeczniki i tabliczki do ogrodów. Na razie rękodzieło z Nakomiad można kupić w sklepach AlmiDecor.

** Korzystałam z książki „Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich” Małgorzaty i Mirosława Garnców, która powstała już po tym, jak Piotr Ciszek kupił pałac w Nakomiadach

Skomentuj:
Manufaktura Pałac Nakomiady
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje