Tomasz Kolbusz: chłopak ze Złotych Łanów, który rozbił motyką słońce

Ewa Furtak
2006-12-28 , aktualizacja: 28.12.2006 00:00
A A A Drukuj
- Był wielkim wizjonerem - tak bielszczanie wspominają jednego z najsławniejszych mieszkańców miasta Tomasza Kolbusza.
W czwartek w Krakowie pochowano Tomasza Kolbusza, współtwórcę portalu Onet.pl i wydawnictwa Pascal. Jednego z pionierów polskiego internetu żegnali także bielszczanie. Przyjaciele ze Szkoły Podstawowej nr 7, Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika, kumple grywający z nim w nogę na osiedlu Złote Łany, gdzie przez lata mieszkał, koledzy z pracy.

- Tomku, Bielsko jest z Ciebie dumne - tak na naszym gazetowym forum internetowym napisał Maciek, jeden z kolegów Kolbusza.

Wizjoner, geniusz, człowiek, który nigdy nie podejmował pochopnych decyzji - tak mówią o Kolbuszu znajomi z Bielska-Białej. Janusz Legoń, kierownik literacki bielskiego Teatru Polskiego, jest jego kolegą z czasów podstawówki. Chodzili do jednej klasy, rywalizowali referatami o uznanie u nauczycielki fizyki. - Ale to Tomek wygrywał zwykle naszą rywalizację, bo był prymusem, zwłaszcza z przedmiotów ścisłych - wspomina Legoń.

Był też zapalonym sportowcem. Grywał w piłkę nożną i koszykówkę, świetnie jeździł na nartach.

- Bardzo dobry uczeń, ale nie kujon. Człowiek, który wiódł prym, ale nie był tyranem. I marzyciel. Przede wszystkim marzyciel - tak opowiada o Kolbuszu inny szkolny kolega, reżyser, lektor i dziennikarz, Maciej Szklarz.

W czasach licealnych okazało się, że ma też talent artystyczny. Zaczął grać na gitarze, pisać wiersze. Z zespołem, w którym grywał, zdobył nawet nagrodę na przeglądzie muzyki szantowej. Postanowił, że zostanie lekarzem, zaczął studia w Akademii Medycznej. Na trzecim roku studiów zdecydował się wyjechać za granicę. Szklarz wspomina, że po skończeniu szkoły podstawowej długo nie widział się z Kolbuszem. - Spotkaliśmy się po latach, przypadkowo, na promie do Kopenhagi. Przegadaliśmy całą noc. Ja jechałem wtedy na swoje pierwsze zagraniczne saksy, a on jeździł po Europie i nie miał jakichś specjalnych planów. Opowiadał, że chciałby spotkać się z dziewczyną. Po kilku tygodniach zaczepiliśmy się ze znajomymi w Norwegii. Poznaliśmy tam bardzo sympatyczną dziewczynę, pracowała jako gosposia. Czekała na chłopaka, który po jakimś czasie dojechał. Okazało się, że to... Tomek - opowiada.

Po powrocie do Polski Kolbusz zdecydował się studiować inny kierunek. Zresztą wcale nie łatwiejszy niż medycyna - japonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Kolega Kolbusza z liceum, Piotr Wilam, wyjechał natomiast studiować matematykę do Oksfordu. Postanowili założyć firmę i sprzedawać słowniki języka angielskiego. Tak powstało wydawnictwo Pascal, które potem zajęło się tym, z czego słynie do dzisiaj - wydawaniem przewodników.

- Okazało się, że pomysł był strzałem w dziesiątkę, takich przewodników nie było wtedy na rynku - mówi Legoń. - Początkowo firma bazowała głównie na kręgu znajomych i kolegów - opowiada.

W połowie lat 90. na targach książki twórcy Pascala coraz częściej spotykali się z multimedialnymi wydawnictwami. Zaczęli się zastanawiać, czy dałoby się je wprowadzić na polski rynek. Zwrócili się z propozycją do Romana Kluski, a ten zaproponował założenie wspólnej firmy Optimus Pascal. Rok później powstał Onet. Kolbusz zaczął się pojawiać na listach najbogatszych Polaków. W 2004 roku zrezygnował z funkcji prezesa zarządu firmy i wycofał się z życia publicznego. Chciał mieć więcej wolnego czasu na realizację marzeń, podróżować. Wszyscy jego znajomi podkreślają: mimo tak ogromnego sukcesu w ogóle się nie zmienił.

- Zawsze był bardzo wrażliwym człowiekiem, tego nie zmienił ogromny, komercyjny sukces, jaki odniósł. Wydawało się, że porwał się z motyką na słońce. Tymczasem on tą motyką naprawdę porąbał je na kawałki - mówi Szklarz.

Podziel się