Śląsk jednym wielkim miastem

Siedemnaście miast ma stworzyć aglomerację śląską. Jak zapowiadają politycy PiS-u, uczestnictwo w niej będzie obowiązkowe. - Nie robimy tego przeciwko prezydentom - zastrzega jednak Krzysztof Mikuła, katowicki poseł tej partii.
Hasło do tworzenia aglomeracji śląskiej, w skład której weszłoby 17 miast - od Gliwic aż po Jaworzno - rzucił publicznie wicepremier i szef MSWiA Ludwik Dorn (PiS) podczas swojej listopadowej wizyty w Katowicach. Zapowiedział wtedy rozpoczęcie prac nad ustawą, która umożliwi połączenie miast w jeden związek. Przynależność do niego będzie obowiązkowa.

Jednym z twórców projektu tej ustawy będzie wojewoda Tomasz Pietrzykowski, z wykształcenia prawnik. Jego najbliższym współpracownikiem ma zostać również prawnik, poseł z Katowic - Krzysztof Mikuła (PiS).

- Nikomu nie będziemy niczego narzucać. Wszystko odbędzie się przy współpracy samorządów, a miasta nie utracą też swojej autonomii - zapewnia Mikuła.

Przekonuje, że aglomeracja to szansa dla śląskich miast. Wspólnie będzie można lepiej zarządzać np. wodociągami czy kanalizacją i zabiegać o unijne dotacje na inwestycje w regionie. - Chodzi też o to, by inwestycje były sensownie lokowane. Po co każde miasto ma budować oczyszczalnię ścieków, skoro jedna może obsłużyć kilka miast. Bez sensu, by każdy prezydent tworzył u siebie np. centrum targowe - mówi Mikuła i jako kolejny przykład podaje Drogową Trasę Średnicową.

- Teraz zajmuje się nią marszałek województwa, choć ta droga to przecież sprawa tylko centrum województwa, a nie Rybnika czy Podbeskidzia. Od takich rzeczy powinna być właśnie aglomeracja - mówi Mikuła.

Jego zdaniem musi się także skończyć konkurowanie między sobą poszczególnych miast. Za to cała aglomeracja powinna zmierzyć się z Warszawą czy Trójmiastem.

- Mieliśmy już przykład porażki, gdy działa się w pojedynkę. Chorzów i znajdujący się w nim Stadion Śląski aspirowały, by rozgrywać tu mecze EURO 2012. W efekcie porównano Chorzów z Krakowem czy Poznaniem. Inaczej by to wyglądało, gdy to była oferta aglomeracji - przekonuje poseł.

Nie ma jeszcze pewności, kto kierowałby aglomeracją: czy po kolei prezydenci miast, czy też może wspólny zarząd bądź wybierany przez przedstawicieli gmin przewodniczący.

- Jego pozycja w związku, który będzie obowiązkowy, może być za słaba - ostrzega jednak Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic, którego wojewoda już zaprosił do prac nad nową ustawą. Frankiewicz uważa, że władze aglomeracji w pierwszej kolejności powinny przejąć od miast zarządzanie komunikacją i planowanie przestrzenne łącznie z opracowaniem wspólnej strategii rozwoju. - Wolę stopniowe przekazywanie kompetencji aglomeracji i tylko za zgodą gmin - mówi Frankiewicz.

Zwolennikiem jednego wielkiego miasta jest również Piotr Uszok, prezydent Katowic. - Jeżeli chcemy się promować i ma być to skuteczne, to musimy występować jako całość, a nie pojedynczo - mówi.

Nie obawia się również tego, że zmniejszy się jego władza. - Będzie to dotyczyć nie tylko mnie, ale wszystkich prezydentów. To normalne - uważa. Nie ma też nic przeciwko temu, by aglomeracja nosiła nazwę "Katowice".

- Podobnie jest w przypadku kanadyjskiego Vancouver, przy czym miasto samo w sobie nie jest wielkie. Nazwę jednak będą musieli zaakceptować wszyscy - dodaje.

Wojewoda Tomasz Pietrzykowski wolałby nazwę Aglomeracja Śląska. Poseł Mikuła zapowiada, że projekt ustawy powinien być gotowy wiosną.