Rodzice: Dyrektor podstawówki segreguje uczniów

Są klasy dzieci prawników, lekarzy, biznesmenów, w których nie można stawiać jedynek. I są klasy, do których chodzą dzieci z "bidula" i ze wsi - mówią nauczyciele i rodzice uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 6 w Świebodzinie(woj. lubuskie)
Na spotkanie z "Gazetą" przychodzą nauczyciele i rodzice. Zastrzegają, że chcą pozostać anonimowi. Pierwsi boją się, że stracą pracę, drudzy, że skarga odbije się na ich dzieciach. - Dyrektor dyskryminuje uczniów. Tworzy ekstra klasy z prymusami i dziećmi wpływowych osób. Gorszych uczniów zamyka w specjalnych klasach. Niektórzy z nich mają problemy z alfabetem. Kiszą się we własnym sosie, nie mają skąd czerpać wzorów. A tymczasem dzieci z najlepszych klas mają serwowane dodatkowe zajęcia, występują w konkursach, są śmietanką szkoły. Gorsze nie mają nawet zajęć wyrównawczych - mają przejść i zniknąć. Jakby ich w szkole w ogóle nigdy nie było - opowiadają nauczyciele.

Klasy dla wybrańców

Córka pani Alicji (imię zostało zmienione) znalazła się w tym roku w pierwszej klasie. Kiedy dziecko było jeszcze w przedszkolu, matka usłyszała od znajomej, że musi się pospieszyć, bo zaczęły się już nieoficjalne zapisy do klas w świebodzińskiej "szóstce".

- Nie uwierzyłam. Przecież kuratorium zapewniało, że będzie bezwzględnie walczyć z segregacją uczniów - opowiada pani Alicja, która zapisała dziecko do szkoły, zaznaczając, że zależy jej na tym, aby córka znalazła się w jednej klasie z dzieckiem koleżanki. - Zdarza się, że pracuję do późna, więc gdyby dzieci chodziły do jednej klasy, wracałyby razem - tłumaczy.

Kiedy okazało się, że dzieci są w dwóch różnych klasach, pani Alicja postanowiła interweniować u dyrektora. - Usłyszałam: nie, bo nie. Dopiero nauczycielki wyjaśniły mi, że klasy są ustawione przez dyrektora według klucza - mówi pani Alicja.

Jaki to klucz? W każdym poziomie są tworzone klasy "ekstra" i te, które skupiają kiepskich, najczęściej także biednych uczniów.

- Uczniowie grupowani są według zamożności rodziców lub po prostu ze względu na nazwisko. Można to łatwo zweryfikować - nauczycielki pokazują dzienniki. Wskazują, czym zajmują się rodzice uczniów - Klasa V "e" - proszę spojrzeć, rodzice uczniów to prawnicy, lekarze, dyrektorzy banku, dentyści, właściciele prężnych firm budowlanych.

Nauczycielki dla kontrastu podają składy klas "f". - Połowa to dzieci ubogie z popegeerowskich wsi, drugie pół to dzieci z orzeczeniami z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Mają dysleksję, dysortografię, kłopoty w nauce. Osiągają o 25 proc. gorsze wyniki od klas elitarnych - opowiadają nauczycielki.

Część pedagogów, widząc taką segregację, zwróciła uwagę dyrektorowi. Ten - jak twierdzą - ich spostrzeżenia zupełnie zignorował.

Nauczyciele napisali skargę

Nauczyciele napisali skargę do kuratorium. Ale kontrola tej instytucji, a właściwie jej terenowej agendy w Międzyrzeczu, nie wykazała uchybień. Kuratorium postanowiło też zbadać relacje wszystkich pracowników z dyrektorem. Ankieta, którą wypełniło 47 nauczycieli, wypadła blado. Na 10 możliwych punktów dyrektor dostał 2,97 pkt za stosunki panujące w szkole, kontakty z dyrektorem zostały ocenione na 3,85, a zasady przydzielania awansów na 3,34.

- Wyniki, jakie uzyskał dyrektor, są wyjątkowo słabe. To powód do tego, by zastanowić się, czy osoba kierująca szkołą powinna dalej pełnić tę funkcję - opowiada Bożena Pierzgalska, szefowa zielonogórskiej "Solidarności" - Segregacja natomiast to pierwszy krok do tego, by w placówce doszło do dramatu. W szkole nikt nie może czuć się gorszy - dodaje Pierzgalska.

Nauczyciele twierdzą, że są klasy, w których nie wolno im stawiać jedynek. - Tak jest na przykład w klasie 4a., tam uczniowie po prostu muszą zdać do kolejnej klasy - wspomina nauczycielka. Podziały widoczne są też wśród nauczycieli. Ci, którzy sprzyjają dyrektorowi, zostają ponoć wychowawcami elitarnych klas. Ci, którzy z nim wojują - dostają najgorsze klasy.

Dyrektor szkoły: to wyborcza nagonka

Józef Mikołajczyk z wykształcenia jest wuefistą. Dyrektorem SP nr 6 jest od początku jej istnienia - blisko 20 lat. Osiem lat temu był radnym i członkiem zarządu miasta. W tegorocznych wyborach samorządowych znów ubiegał się o stołek radnego z listy Forum Samorządowego. Uzyskał 75 głosów. To za mało, żeby zostać rajcą. Mikołajczyk twierdzi, że w szkole nie ma podziałów. A zgłaszane w kuratorium skargi to element nagonki na jego osobę. - Jedna z nauczycielek też startowała w wyborach. Czuła, że jej zagrażam, chciała mnie zdyskredytować w oczach nauczycieli, rodziców. Nigdy wcześniej nie było na moją pracę żadnej skargi, teraz poszła lawina. Jestem strzępkiem nerwów, miałem już dwa zawały, schudłem w miesiąc dziesięć kilo. Mam już dość pracy w szkole, to mój ostatni rok. Idę na emeryturę - zapowiada dyrektor. Kiedy przedstawiamy mu składy najlepszych i najgorszych klas, zaczyna się w końcu tłumaczyć - To czysty przypadek, dzieci dobieramy losowo. Nie układam list uczniów, robią to moje zastępczynie. Pierwsze słyszę o zapisach do elitarnych klas. To nonsens. Kuratorium nie wskazało żadnych uchybień - opowiada.

Nie wskazało, ale też nie uważa, jakoby w "szóstce" dobrze się działo.

- Po pierwsze, dyrektor nie może zabronić nauczycielom stawiania jedynek - mówi Roman Sondej, lubuski kurator oświaty. - Po drugie, nie powinno dojść do tak dużych dysproporcji pomiędzy statusem majątkowym rodziców uczniów albo wynikami w nauce uczniów poszczególnych klas. Segregacja uczniów jest niedopuszczalna i będziemy ostro z nią walczyć. Przeprowadzimy jeszcze jedną kontrolę, ale tym razem przez wizytatora spoza terenu - dodaje kurator