Czy likwidować stanowisko naczelnego architekta Warszawy?

Michał Wojtczuk
2006-11-28 , aktualizacja: 28.11.2006 00:00
A A A Drukuj
Nowa prezydent stolicy chce zlikwidować funkcję naczelnego architekta Warszawy. Urbaniści obawiają się, że odpowiedzialność za rozwój miasta zostanie rozmyta.

Fot. Tomasz Wawer / AG
Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiada, że zlikwiduje stanowisko naczelnego architekta. Argumentuje, że osoba, która pełni tą funkcję, dysponuje zbyt dużą władzą. Przekonuje, że najlepiej będzie zastąpić go "sprawnym zespołem".

Kompetencje naczelnego architekta rzeczywiście są ogromne. Do jego zadań należy opracowywanie głównych zasad i celów polityki rozwoju przestrzennego miasta, decyzje, jak np. ta o przeznaczeniu terenów Żoliborza Przemysłowego pod zabudowę mieszkaniową. To on nadzoruje wydawanie pozwoleń na budowę wszystkich obiektów większych, niż 10 tys. m kw. - Michał Borowski, obecny naczelny architekt, niejednokrotnie deklarował na przykład, że gdyby to on decydował, nigdy nie wydałby zgody na budowę centrum handlowego Złote Tarasy obok Dworca Centralnego. Ma też wpływ na politykę komunikacyjną miasta. Borowski na przykład zmienił przebieg drugiej linii metra w okolicy Stadionu Dziesięciolecia. Czy należy "poćwiartować" jego stanowisko?

- W Warszawie powinien być naczelny architekt i powinien mieć szerokie uprawnienia, tak, by uczestniczył w rządzeniu miastem, a nie był chłopcem na posyłki dla polityków. Ciało zbiorowe oznacza całkowite rozmycie odpowiedzialności - mówi twardo Krzysztof Domaradzki, architekt, były wiceprezes Towarzystwa Urbanistów Polskich. Wspomina, że w latach 1994-2003, gdy w stolicy nie było naczelnego architekta, niemożliwe było np. ustalenie, jaka jest polityka miasta wobec Pola Mokotowskiego. - A dzięki temu, że Warszawa w minionej kadencji miała naczelnego architekta, wiadomo było, z kim rozmawiać i do kogo ewentualnie mieć pretensje.

- Ład przestrzenny w mieście powinna koordynować jedna osoba, jedna osoba powinna też egzekwować przestrzeganie przepisów prawa miejscowego. Rozproszenie jej kompetencji prowadzi do braku współpracy pomiędzy poszczególnymi służbami oraz urzędnikami z różnych części miasta - ostrzega prof. Maciej Krysiak, dziekan Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, zastrzegając, że z ostateczną oceną pomysłu Hanny Gronkiewicz-Waltz trzeba zaczekać na konkrety.

- Z tego, co mi wiadomo, pani prezydent zamierza wzorować się na rozwiązaniach wprowadzonych w naszym mieście. Kilkakrotnie rozmawiała o tym z prezydentem Adamowiczem - mówi Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska odpowiedzialny za politykę przestrzenną. W Gdańsku nie ma naczelnego architekta. Rozwój miasta planuje tam sześć zespołów, każdy dla każdej dzielnicy. Wraz z miejską pracownią planowania przestrzennego są częścią biura rozwoju miasta, które podlega wiceprezydentowi. Podlega mu też inny wydział wydający pozwolenia na budowę. - W ubiegłej kadencji opracowaliśmy plany dla 30 proc. miasta, dziś ok. 54 proc. Gdańska ma już plany. Na kontakty z inwestorami nie narzekam, o rozmyciu kompetencji nie ma mowy - zapewnia Bielawski.

Podziel się