Kilkuset miłośników kultury Indian zjechało w sobotę z całej Polski do stolicy Śląska na jesienny pow-wow.
FOT.MARTA BŁAŻEJOWSKA/AG GWL KATO MB DIGI
Kilkuset miłośników kultury Indian zjechało w sobotę do Katowic
Pawła Jaworskiego ze Wschowa w Lubuskiem fascynuje w kulturze Indian ich kontakt z naturą. - Szanują każdą istotę. Jeśli polują, to po to, by mieć co jeść. Nigdy tylko dla przyjemności zdobycia czegoś, bo Indianie w przeciwieństwie do nas nie są zachłanni. Nie dają się owładnąć rzeczom, z każdym chętnie podzielą się tym, co mają. Są dumni i niezależni - wylicza jednym tchem. Jest po trzydziestce, a Indianie fascynują go od 15 lat. Swoją pasją zaraził synów: Przemka i Kamila.
Paweł nigdy nie był w Ameryce i wątpi nawet, że tam kiedykolwiek pojedzie. - Chciałbym zobaczyć bezkresne prerie, ale nie znam języka. Próbowałem, nauka mi nie wychodzi - mówi.
Paweł bierze z tradycji Indian, co tylko może. Nie rezygnuje jednak ze swojej. Pozostał chrześcijaninem. Niektórzy chcą stać się Indianami. Na przykład Bartek, który od 15 lat żyje ze swoją indiańską żoną wśród jednego z plemion w stanie Montana w USA. Do Katowic przyjechał z Indianami z plemienia Czarnych Stóp.
Pow-wow, czyli zjazd plemienia lub kilku plemion, to zbiorowe tańce i wzajemne obdarowywanie się. Zjazd odbył się w katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego, ale tym razem zaczął się inaczej - od śpiewu i modlitwy. Czarne Stopy też chciały uczcić górników, którzy zginęli w kopalni Halemba.