Polacy ruszyli na podbój Chin

Wyjeżdża tam dziesięć razy więcej Polaków niż w 2000 r.


Sześć lat temu chińska ambasada w naszym kraju wydała zaledwie 2 tys. wiz do Chin. W tym roku do połowy września wystawiła ich 15 tys., a do końca grudnia próg 20 tys. zostanie najpewniej przekroczony.

- Tylko na październikowe targi dóbr eksportowych do Kantonu wybrało się kilka tysięcy osób z Polski - ocenia Marcin Wielondek, tłumacz i konsultant biznesowy.

Na początku lat 90. do Chin jeździli głównie drobni handlarze szukający towaru do własnych sklepów i na bazary. Z czasem stopniowo wyparli ich hurtownicy i biznesmeni obracający większymi pieniędzmi.

- Czasy, kiedy właściciel sklepu w Polsce mógł się dorobić na imporcie z Chin, odchodzą w przeszłość. Dziś sprowadzić trzeba minimum dwa kontenery towaru miesięcznie - ocenia Jarek Zawadzki, absolwent sinologii, który w Shenzhen prowadzi jednoosobową firmę Mały Mur oferującą tłumaczenia i pośrednictwo. Chociaż poprzeczka dla polskich importerów idzie w górę, bo muszą redukować koszty, sprowadzając coraz więcej towaru, Zawadzki nie narzeka na brak pracy. Nim przeszedł na swoje, był przedstawicielem firmy sprowadzającej części do armatury łazienkowej. Teraz zarabia więcej, bo do Shenzhen - specjalnej strefy ekonomicznej nazywanej "fabryką świata" - przyjeżdża wielu polskich importerów. To oni sprawiają, że wartość towarów sprowadzanych z Państwa Środka szybko rośnie i odpowiada już za 40 proc. polskiego deficytu w handlu zagranicznym.

Według Renaty Inokomis, założycielki polonijnego klubu w Pekinie, takich osób, mieszkających w Chinach na stałe, jest już co najmniej 50. Ale nawet dziesięć razy tylu Polaków przebywa tam na rocznych lub kilkuletnich kontraktach. - Są przysyłani jako specjaliści i menedżerowie przez międzynarodowe koncerny - tłumaczy Inokomis, która osiedliła się w Pekinie 15 lat temu, a obecnie pracuje w amerykańskiej firmie konsultingowej.

Basia Stillmark, która od pięciu lat mieszka w Szanghaju, uważa, że obecna fala przyjazdów Polaków to powtórka z najazdu Niemców, Francuzów i Brytyjczyków, którzy już wcześniej odkryli Państwo Środka. Jej zdaniem w Polsce brakuje nie tylko informacji o Chinach, ale także materiałów, które pomogłyby przybyszom znad Wisły poruszać się po egzotycznym kraju. - Chociaż sinologia w Polsce działa od pół wieku, dotąd nie ma słownika chińsko-polskiego - dziwi się Basia.

Powoli rośnie moda na wycieczki do Chin. Chociaż na razie wizy turystyczne stanowią połowę wydawanych, to zdaniem Marcina Wielondka większość "turystów" przybywa na biznesowy rekonesans. Rozwój turystyki hamuje jednak brak bezpośredniego połączenia lotniczego z Polski. Lot zapowiada, że uruchomi je do końca przyszłego roku. Najciekawszą grupą śmiałków w Chinach są nauczyciele angielskiego. Polacy korzystają z chińskiego boomu na naukę tego języka, a także ze stereotypu, że każdy biały człowiek - poza Rosjanami - włada płynną angielszczyzną.

Jan Żdżarski przepracował w ten sposób rok w Chongqingu, czteromilionowej metropolii nad rzeką Jangcy,. - Europejski paszport i płynny angielski wystarczą, żeby dostać posadę nauczyciela - opowiada. Po powrocie fotografował dla "Super Expressu" polityków w Sejmie. - W końcu uznałem jednak, że Chiny są dużo ciekawsze - wyznaje. W wakacje wziął ślub i namówił żonę na przenosiny do Pekinu. 1

Skomentuj:
Polacy ruszyli na podbój Chin
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje