Jest koniunktura, więc kina idą na giełdę

Największy w Europie Środkowo-Wschodniej operator kin wielosalowych, tzw. multipleksów wchodzi na warszawską giełdę. Właściciel sieci Cinema City i IMAX chce wykorzystać świetną koniunkturę branży kinowej
Rodzina Greidingerów otworzyła swoje pierwsze kino w Izraelu w 1929 roku. Teraz kontrolowana przez nich firma ma 466 sal kinowych w 58 multipleksach, m.in. w Izraelu, Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Bułgarii. Jest największą firmą w tej branży w Europie Środkowo-Wschodniej. - Polska jest dla nas najważniejszym rynkiem. Mamy tu 18 multipleksów, a do końca 2008 roku chcemy otworzyć 10 kolejnych, osiągając połowę rynku. Oprócz tego jeszcze 15 obiektów w innych krajach - zapowiada prezes spółki Moshe J. Greidinger. Jego zdaniem inwestycje firmy pochłoną przez dwa lata ok. 88 mln euro. Bardzo obiecujący jest także rynek rumuński, gdzie 22 mln obywateli może korzystać z ledwie dwóch multipleksów.

Część pieniędzy na inwestycje pochodzić ma ze sprzedaży akcji na warszawskiej giełdzie. Cinema City International opublikowała we wtorek prospekt emisyjny i na początku grudnia zamierza przyjmować zapisy. Oferta obejmuje 10 mln akcji nowej emisji oraz 5,66 mln akcji sprzedawanych przez dotychczasowych akcjonariuszy - byłoby to prawie 31 proc. akcji spółki.

To drugie podejście Cinema City do warszawskiej giełdy - spółka zrezygnowała w grudniu 2004 roku po słabym zainteresowaniu inwestorów. Nieoficjalnie wiadomo, że wówczas chciała pozyskać około 40 mln euro, teraz w grę wchodzi większa kwota.

Po I półroczu 2006 przychody Cinema City wyniosły 75,5 mln euro, o 48 proc. więcej niż przed rokiem. Zysk netto wyniósł 7,8 mln euro (wzrost o 75 proc.). Poza sprzedażą biletów kinowych spółka czerpie przychody z takich źródeł jak dystrybucja filmów, reklama kinowa oraz inwestycje w nieruchomości. - To dobry moment na debiut. Polski rynek kinowy rośnie, wyceny spółek medialnych też. Jest zapotrzebowanie na nowe pomysły inwestycyjne - mówi analityk KBC Securities Grzegorz Lityński.

Wciąż chodzimy do kina trzy raz rzadziej niż mieszkańcy Europy Zachodniej. Ponad 40 proc. Polaków mieszka w miejscowościach, w których kina nie ma. Zdaniem analityków minusem branży jest nieprzewidywalność wyników finansowych. Wystarczy, że zabraknie filmowych hitów i wyniki mogą się pogorszyć.

Mijający rok może być rekordowy pod względem wpływów z biletów kinowych w Polsce. Napędziły je takie filmy jak ?Jan Paweł II?, ?Kod Leonarda da Vinci?, ?Piraci z Karaibów 2?, czy dwie polskie komedie romantyczne ?Ja wam pokażę? i ?Tylko mnie kochaj?. Bardzo dobry był weekend otwarcia nowego Bonda ?Cassino Royale? ze 140 tys. widzów.

Według nieoficjalnych informacji w 2005 roku polskie kina wielosalowe odwiedziło 17 mln osób, zostawiając w kasach 255 mln zł za bilety. Tylko w ciągu trzech kwartałów tego roku było to 19,6 mln widzów i 296 mln zł przychodów.

Zagrożeniem dla kin - oprócz rozplenionego piractwa, czy oferty wypożyczalni DVD - może być wprowadzanie przez operatorów telekomunikacyjnych i telewizji kablowej takich usług, jak wideo na żądanie, czy telewizja wysokiej rozdzielczości. - Nie boimy się takiej konkurencji. Kino to sposób spędzania czasu poza domem, gdzie wspólnie ogląda się nowy film na dużym ekranie. Kiedy pojawiła się telewizja, też wieszczono kinom zagładę, a mają się coraz lepiej - mówi Moshe J. Greidinger.

Na giełdę wybiera się też Max Film, operator dawnych państwowych kin (głównie na Mazowszu) i nowej sieci multipleksów Nove Kino. - Planujemy wejście na giełdę między końcem przyszłego roku a połową 2008. Czekamy na zgodę zarządu województwa mazowieckiego na kupno sieci Kinoplex. Wtedy mielibyśmy kilkanaście procent rynku kinowego w Polsce i wejście na giełdę miałoby sens - powiedział nam Jacek Rusiecki, wiceprezes operatora. Byłaby to pierwsza samorządowa spółka na parkiecie. Do giełdowych planów przyznaje się też sieć kin Helios.

W Polsce działa siedem firm prowadzących multipleksy, na które przypada blisko trzy czwarte całego rynku. Najgroźniejszym konkurentem Cinema City jest Multikino (8 obiektów), należące do ITI, właściciela telewizji TVN.

Ponieważ w wielkich miastach roi się już od multipleksów, do zdobycia pozostały już tylko mniejsze miejscowości, gdzie wejście jednego gracza blokuje pozostałych. Zwraca się dopiero inwestycja w multipleks przypadający na około 100 tys. mieszkańców. Walka może być ostra, kiedy nikt nie chce ustąpić. Np. w Białymstoku (290 tys. mieszkańców) cztery firmy rozpoczynają budowę multipleksów. - Miejsca aż tyle tam nie ma - przyznaje przedstawiciel jednego z operatorów.