Wyniki wyborów w USA to kara dla prezydenta George'a Busha i Republikanów

Amerykanie byli gotowi poprzeć każdego, byle niekojarzonego z prezydentem George'em Bushem i wojną w Iraku Republikanów
To wojna i związana z nią rekordowo niska popularność prezydenta Busha w połączeniu z typowymi dla rządzącej od lat partii arogancją i uwikłaniem w korupcyjne skandale przyniosły Republikanom największą porażkę wyborczą do kilkunastu lat.

Za Billa Clintona najważniejszą receptą polityków w Ameryce na sukces wyborczy stał się słynny prezydencki slogan "Gospodarka, głupcze!". W tym roku, gdy gospodarka jest w świetnej kondycji, wyborcy pokazali Republikanom drzwi, niemal krzycząc: "Irak, głupcze!".

Sen. Lincoln Chafee to nietypowy republikanin. Reprezentując w Senacie stan Rhode Island, głosował przeciw wojnie w Iraku, w wyborach prezydenckich nie poparł George'a Busha.

Michael Steele to jeszcze bardziej nietypowy republikanin. Murzyn, który próbował wygrać wybory do Senatu w bardzo demokratycznym stanie Maryland. Prezentując się jako młody, dynamiczny polityk nowej fali, przeprowadził błyskotliwą kampanię. Wielu ekspertów uważało go wręcz za najlepszego kandydata republikańskiego w całym kraju! Za rywala miał pozbawionego jakiejkolwiek charyzmy wieloletniego kongresmana, którego bez trudu pognębił w telewizyjnych debatach.

Obaj Chafee i Steele przegrali wybory. Ich niezależność, kompetencje, dobra kampania nie miały znaczenia. Liczyło się, że należą do Partii Republikańskiej, do partii Busha.

Z ankiet wypełnianych przez wyborców w Rhode Island wynikało, że aż 62 proc. z nich uważa Lincolna Chafee za dobrego senatora. Ale mimo że go lubią i wybierali go od kilkunastu lat, tym razem zagłosowali przeciw niemu, by Republikanów pozbawić większości w Kongresie. Rozczarowanie wyborców polityką George'a Busha było tak duże, że w wielu rejonach kraju, jak sobie żartowano, Demokraci mogliby wystawić rzymskim wzorem nawet konia, a i tak by wygrał wybory. - Wiatr z przeciwka był w tym roku zbyt silny - mówił po porażce zrezygnowany kolejny republikanin Jim Talent z Missouri.

- Wyborcy cięli równo. Nie zważali na sprawy lokalne, na stan swoich portfeli, nie patrzyli zbytnio na kompetencje kandydatów. Gdy kogoś kojarzyli z prezydentem Bushem albo z wojną w Iraku, automatycznie go odrzucali. To było wielkie negatywne referendum na temat prezydentury Busha i popierającego jego politykę republikańskiego Kongresu - komentuje Thomas Mann, politolog z Brookings Institution w Waszyngtonie.

Republikanie nie tracą nadziei na odzyskanie inicjatywy w 2008 r. Najbliższe wybory prezydenckie zapowiadają się na najciekawsze od wielu lat.

- To nie jest koniec konserwatyzmu, lecz po prostu wyraz niechęci do prezydenta - komentowała doradca Republikanów Amy Holmes. - Wyborcy, którzy poprzednio popierali Partię Republikańską, nie zniknęli ani nie zmienili nagle swojego światopoglądu. Widać to choćby po wynikach referendów w sprawach małżeństw homoseksualnych. Mieli jednak dosyć Busha i jego ludzi. Wielu nowych demokratów wygrywało, bo pokazali mocno konserwatywne poglądy. W następnych wyborach, gdy okaże się, że Demokraci nie mają planu dla Iraku, na wygranie wojny z terroryzmem, że chcą podnieść podatki, wyborcy wrócą do Partii Republikańskiej.

Inne rozstrzygnięcia wtorkowych wyborów:

- Miejsce w Senacie w stanie Nowy Jork łatwo obroniła Hillary Clinton, która otrzymała 67 proc. głosów (o kilkanaście więcej niż w 2000 r., gdy wywalczyła pierwszą kadencję). Clinton będzie się teraz szykować do kampanii prezydenckiej w 2008 r.

- Miejsce w Senacie stracił Rick Santorum z Pensylwanii, numer 3 w hierarchii izby, znany m.in. z tego, że przeprowadził przez Senat poprawkę znoszącą wizy do USA dla Polaków. Santorum wiązany z Bushem przegrał różnicą aż 18 proc. głosów. W stanie Connecticut miejsce w Izbie Reprezentantów straciła republikanka Nancy Johnson, która dwa lata temu także złożyła projekt ustawy o zniesieniu wiz dla Polaków.

- Wyborcy w Missouri poparli poprawkę do stanowej konstytucji zezwalającą na finansowanie badań nad komórkami macierzystymi z funduszy publicznych. Sprzeciwia się temu prezydent Bush.

- W ośmiu stanach wyborcy wprowadzili poprawki do stanowych konstytucji zakazujące małżeństw homoseksualnych. Zwolennicy praw gejów liczyli, że przynajmniej w jednym z nich - Wisconsin - mogą liczyć na sukces, ale bezskutecznie.

- Wyborcy w stanie Dakota Płd. odrzucili ostre prawo ograniczające dostęp do aborcji. Przeciwnicy prawa do aborcji przeprowadzili tę ustawę przez stanowy kongres. Liczyli, że trafi ona do Sądu Najwyższego w Waszyngtonie, który zajmując się nią i być może popierając, mógłby w ten sposób ograniczyć prawo do aborcji w całym kraju. Odrzucenie ustawy w referendum obaliło tę inicjatywę.

- Arnold Schwarzenegger przez kolejne cztery lata będzie gubernatorem Kalifornii. Popularny aktor i członek Partii Republikańskiej jeszcze rok temu ponosił w lewicowej Kalifornii polityczną porażkę za porażką. Ale zmienił kurs, doprowadzając do kompromisów z Demokratami, przeprowadził kilka ważnych ustaw, dystansował się od administracji Busha i znów oczarował mieszkańców Kalifornii.

- Demokraci mają także sześciu nowych gubernatorów stanów. W stanie Michigan wyścig po fotel senatora przegrał republikanin Dick DeVos, syn miliardera, założyciela koncernu Amway Richa DeVosa.