Najlepsze filmiki z Boratem - wideoWystęp Borata w kowbojskim barze w Tuscon - wideoBorat Sagdiyev - zdjęciaCohen urodził się 13 października 1971 r. w Staines w Wielkiej Brytanii, w średnio zamożnej rodzinie żydowskiej. Uczył się w Saint Columba's College, niezależnej katolickiej szkole w St. Albans, a także w prywatnej Haberdashers' Aske's Boys' School w Elstree. Po maturze rozpoczął studia historyczne na Christ's College w Cambridge. Jednak nie dane mu było zająć się badaniem przeszłości, bo jeszcze w czasach studenckich odkrył w sobie zamiłowanie do aktorstwa. Sacha udzielał się w teatrze uniwersyteckim, zagrał w "Cyrano De Bergeracu" i "Skrzypku na dachu".
W 1994 r. stacja Channel 4 zorganizowała konkurs na nowe twarze do programu rozrywkowego. Cohen długo się nie zastanawiał. Nakręcił film, w którym wcielił się w postać Kristo, reportera z Albanii. Swoje dzieło utrwalił na kasecie i wysłał do stacji. To był strzał w dziesiątkę. Dostał angaż do programu "The Eleven O'Clock Show", w którym stając się parodią wyluzowanego rapera, jakby żywcem wyciągniętego z getta, miał reprezentować młode pokolenie. Rok później Sacha miał już własny program: "Da Ali G Show".
Raper kontra możni tego świataDo "Da Ali G Show" Cohen, ucharakteryzowany na rapera-gangstera, zapraszał bogatych i sławnych ludzi. Najchętniej gościł tych pozbawionych humoru czy wręcz nadętych. Udając idiotę i nieudacznika, dla którego nie ma żadnego tabu, zadając bezmyślne pytania, Sacha potrafił uśpić czujność zaproszonych. Przekonani, że mają przed sobą kompletnego półgłówka, goście, w niejako nieświadomy sposób, dostosowywali się do jego poziomu, wystawiając się przy tym na śmieszność.
Właśnie o to Cohenowi chodziło. Kpina i szyderstwo, pozorna bezmyślność były doskonałą bronią, niemiłosiernie obnażającą prawdziwą naturę nieświadomych niczego bufonów.
"Da Ali G Show" zyskał w Anglii ogromną popularność. Jednak im program cieszył się większą sławą, tym częściej zapraszani goście uważali na to, co robią i mówią. Wiedząc, że program jest satyrą, nie chcieli stawać się obiektem drwin. Cohen zapragnął podbić nowe lądy - wyruszyć do Ameryki. Tam nie był jeszcze znany. Wiedział, że będzie miał pole do popisu.
Za Oceanem zaaklimatyzował się szybko. Zadebiutował na antenie HBO w 2003 r. i błyskawicznie podbił serca tamtejszej publiczności. Kiedy w 2004 r. stacja zdecydowała się wyemitować drugą serię, Cohen był już bogaty i sławny, jednak nie spowodowało to zmian w jego niekonwencjonalnym zachowaniu - wciąż był człowiekiem pozbawionym jakichkolwiek zahamowań.
Dziwoląg z KazachstanuSacha nie zamierzał poprzestać na Alim G. W jego programach zaczęły się pojawiać reportaże przeprowadzone przez
Borata Sagdiyeva, dziennikarza telewizyjnego z Kazachstanu. Borat stał się drugą gwiazdą programu "Da Ali G Show" dla Channel 4. Pomysł skeczy jest prosty: Borat jeździ z kamerą, zagaduje i prosi o pomoc przypadkowe osoby, nie rezygnując przy tym z nietypowego i momentami skandalicznego zachowania niewydarzonego reportera z Azji. Fałszywe kazaskie pochodzenie bohatera służy wyłącznie zmyleniu rozmówców. Większość informacji, które ten pseudo-dziennikarz przytacza, jest nieprawdziwa. W jego opowieściach Kazachstan to kraj Trzeciego Świata, pełen biedaków, prostytutek i ludzi prymitywnych. Kompletny brak wiedzy na temat tego państwa wśród mieszkańców zachodu daje Boratowi wolną rękę w działaniach. Ludzie, z którymi się spotyka, wyjątkowo uważają na słowa, nie chcąc być posądzonymi o nietolerancję czy niewiedzę. Próbując dostosować się do swojego egzotycznego rozmówcy, często zapominają o zdrowym rozsądku, narażając się przy tym na śmieszność. Podobnie jak goście Aliego G. nie zdają sobie sprawy z tego, że są obiektem żartu.
Cohen wcielając się w postać Borata ma świadomość, że może sobie pozwolić na wiele. Konwencja programu oraz charakter odtwarzanej postaci dają mu szerokie pole do manewru. Wśród wielu jego dziwacznych reportaży znalazły się i takie, które spotkały się z brakiem zrozumienia u odbiorców i oburzeniem.
"Wrzuć Żyda do studni"W trakcie lunchu, na który został zaproszony przez sędziwych członków Komitetu Republikanów w Arizonie, udawany Kazach wygłosił
przemowę. Po wstępnych podziękowaniach za zaproszenie, Sagdiyev wyraził głębokie zdziwienie faktem, że pośród zgromadzonych zasiadają kobiety. - W naszym kraju to nie do pomyślenia - powiedział. - U nas pośród polityków zasiadają jedynie prostytutki. Ty mi na taką nie wyglądasz - dodał, zwracając się do emerytowanej członkini Komitetu.
Podczas występu w kowbojskim barze w Tuscon, Borat zaintonował
pieśń o tym, że największymi problemami Kazachstanu są transport i Żydzi.
- Wrzuć Żyda do studni, wtedy mój kraj będzie wolny - śpiewał rozochocony Borat widząc, że publika wraz z nim nuci i oklaskuje kolejne zwrotki.
Wielu widzów uznało żart Cohena za wyjątkowo niesmaczny, a aktywiści z amerykańskiej Ligi Przeciw Zniesławieniu wysłali do komika pismo potępiające ten wybryk.
Sachy specjalnie to nie zraziło. Na początku 2005 r., udając amerykańskiego patriotę, namówił organizatorów rodeo w Roanoke w stanie Virginia, by przed rozpoczęciem zawodów pozwolili mu odśpiewać hymn Stanów Zjednoczonych. Cierpliwość 4 tys. widzów skończyła się w momencie, gdy w część tekstu hymnu zostały wplecione słowa: "niech George W. Bush wypije krew każdego mężczyzny, każdej kobiety i każdego dziecka w Iraku". Niepoprawnego dziennikarza organizatorzy musieli błyskawicznie ewakuować, by uchronić go przed linczem.
Największym wybrykiem komika jest jednak skandal dyplomatyczny, którego dopuścił się na
MTV Europe Music Awards w Lizbonie w listopadzie ub.r. Borat, któremu przypadł zaszczyt prowadzenia gali, przedstawił swoich rodaków z Kazachstanu jako pijaków, rasistów i dzikusów. Dodał, że Kazachowie dla zabawy strzelają do psów, a wino produkują ze sfermentowanego końskiego moczu. Tego było już za wiele. Reakcja
kazachskiego MSZ była natychmiastowa. Ministerstwo zapowiedziało skierowanie sprawy na drogę sądową zarzucając komikowi poniżanie Kazachstanu.
Sacha zareagował w znanym sobie stylu. Nakręcił
filmik, w którym Borat oświadcza, że nie utrzymuje żadnych kontaktów z Sachą Baronem Cohenem i zgadza się, że "tego Żyda" trzeba pozwać. Przyznaje w nim również, że "od 2003 r. Kazachstan jest równie cywilizowany jak każdy inny kraj w świecie. Kobiety mogą podróżować wewnątrz autobusu, a wiek dziewcząt, za które można się zabierać, podniesiono do ośmiu".
Gwiazda dużego ekranuPlan Cohena o podbiciu Ameryki spełnił się. Jego zwieńczeniem jest pełnometrażowy film wchodzący właśnie na ekrany kin USA,
"Borat: Cultural Learnings of America for Make Benefit Glorious Nation of Kazakhstan". W filmie tym, Borat zafascynowany widzianą w telewizji Pamelą Anderson, postanawia ją poślubić. W tym celu wyrusza do słonecznej Kalifornii przemierzając przy okazji pokaźną część Stanów Zjednoczonych. Po drodze spotyka wielu interesujących ludzi, z których z wrodzoną sobie fantazją robi durniów. Podczas podróży dziennikarz z Kazachstanu nie przebiera w słowach nazywając czarnoskórych "asfaltami", strojąc sobie żarty z feministek czy zachęcając do rozstrzeliwania gejów.
Czy Cohenowi łatwo jest wcielać się w postać tak bardzo kontrowersyjnej osoby? Czy nie czuje strachu doprowadzając do sytuacji, które mogą wywołać wściekłość, a nawet agresję u jego rozmówców? Dan Manzer, producent amerykańskiego "Da Ali G Show" zapewnia, że strach jest pojęciem obcym Cohenowi. - Im bardziej stresująca sytuacja, tym lepszy jest Sacha - powiedział Manzer w wywiadzie dla strony internetowej www.boratonline.co.uk. - Czasami, gdy jedziemy samochodem na wywiad, wydaje się cichy i jakby wygaszony. W momencie, gdy wciela się w Borata i rozpoczyna rozmowę, mam wrażenie, że jest w swoim świecie. W takich chwilach on chyba naprawdę myśli, że nim jest.