Skandal w Krakowie: krytyk spoliczkował pisarza

PRZEGLĄD PRASY. Rękoczynami zakończył się konflikt znanego reżysera i pisarza Antoniego Libery z krytykiem literackim Michałem Pawłem Markowskim - donosi dzisiejszy "Dziennik".
- Gdyby to było w innych czasach, tobym pana wyzwał na pojedynek i zabił - tak, według "Dziennika", miał powiedzieć Markowski do Libery.

Spór obu panów zaczął się od debaty na łamach "Dziennika", w której obok pisarza i krytyka uczestniczyła też Anna Burzyńska, kierownik literacki krakowskiego teatru im. Juliusza Słowackiego, prywatnie żona Markowskiego.

Przed odjazdem pociągu do Krakowa Libera zabawiał Burzyńską czytając jej swoje poezje. Po powrocie do domu kobieta opowiedziała wszystko mężowi, który bez skrupułów wyszydził Liberę w felietonie na łamach "Tygodnika Powszechnego". Sprowokowany reżyser nie pozostał dłużny i, jak pisze "Dziennik", "dał odczuć Burzyńskiej swoje niezadowolenie". Wtedy nie wytrzymał Markowski i zapowiedział krwawą zemstę.

Gdy nieświadomy niczego Libera uczestniczył w zebraniu zespołu z dyrekcją teatru im. Słowackiego, na salę nagle wtargnął Markowski. Gwałtowna wymiana zdań między panami zakończyła się dramatycznie. Krytyk podszedł do reżysera i z całej siły uderzył go w twarz, po czym oddalił się, pozostawiając za sobą wstrząśniętych aktorów i mdlejącą małżonkę - podaje "Dziennik".

Markowskiego w obronę wziął ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego". - Według Kodeksu Boziewicza mąż jest pierwszym, który powinien bronić honoru żony. Jako dobry chrześcijanin, głoszę raczej, by nadstawić drugi policzek, ale nie każdy felietonista "Tygodnika" musi być dobrym chrześciajninem... - powiedział 'Dziennikowi".