Lesiak milczy w sądzie o lojalce Kaczyńskiego

Barański: "do fałszerstwa doszło w UOP"
Jestem wewnętrznie pewny, że za rzekomą lojalką Jarosława Kaczyńskiego stoi Jan Lesiak i jego zespół w UOP, choć nie wierzę, by on to wykonał samodzielnie, a nie na polecenie - zeznawał wczoraj przed sądem Marek Barański, dziś naczelny "Trybuny".

Barański zeznawał jawnie w procesie płk. Lesiaka oskarżonego o bezprawne działania wobec partii politycznych w latach 1991-97, czyli o tzw. inwigilację prawicy. Rzekomą "lojalkę" Jarosława Kaczyńskiego, czyli zobowiązanie z 17 grudnia 1981 r., że "będzie przestrzegał przepisów stanu wojennego" Barański opublikował w tygodniku "Nie" w czerwcu 1993 r. Wówczas był przekonany, że to kopia prawdziwego oświadczenia Kaczyńskiego.

Kaczyński wytoczył Barańskiemu proces i go wygrał (sąd skazał dziennikarza na grzywnę). Sprawa rozstrzygnięta została już po ujawnieniu szafy Lesiaka w 1997 r. Już wtedy, a także wczoraj Barański powtarzał, że padł ofiarą prowokacji służb.

- Zadałem pytania, na czyje polecenie i kto sfabrykował "lojalkę" i czy wiedział o tym Andrzej Milczanowski [ówczesny szef MSW]. Te pytania są do dziś aktualne - mówił wczoraj Barański.

Kserokopie rzekomej deklaracji lojalności, a także kopie podpisów Jarosław Kaczyńskiego oraz funkcjonariuszy SB znalazły się w szafie Lesiaka, który był w UOP naczelnikiem zespołu inspekcyjno-operacyjnego, wcześniej zaś oficerem SB.

Sam Lesiak publicznie twierdził, że jego ludzie wyjaśniali tylko, od kogo "Nie" dostało "lojalkę" i czy jest prawdziwa. Tak też jest to zapisane w obciążającym Lesiaka dokumencie z jego szafy pt. "Notatka dotycząca zrealizowanych przedsięwzięć operacyjnych w stosunku do niektórych radykalnych ugrupowań politycznych" z sierpnia 1993 r.

Z odtajnionych akt sprawy wiadomo, że ktoś kupno kopii rzekomej "lojalki" oferował też w 1993 r. sekretarce zarządu wojewódzkiego Porozumienia Centrum w Warszawie.

W czerwcu tego roku Jarosław Kaczyński ujawnił swoją teczkę z IPN. Poinformował wówczas, że służby specjalne inwigilujące prawicę w latach 90. dołożyły do niej spreparowaną lojalkę, i zainicjował nowe śledztwo w tej sprawie.

Kilka dni temu "Super Express" poinformował, że śledczy ustalili już dwóch funkcjonariuszy UOP odpowiedzialnych za to fałszerstwo. Prokuratura tego nie potwierdziła.

Barański ani w śledztwie, ani wczoraj nie był w stanie podać, kto przyniósł mu fałszywkę. Ale - zeznawał - "za czasów AWS usłyszałem w kuluarach Sejmu nazwisko Lesiak w kontekście lojalki i całej akcji". Dalej, powołując się na rozmówców z ówczesnej sejmowej komisji ds. służb specjalnych, Barański mówił, że "do fałszerstwa doszło w UOP".

- Sejmowa komisja ds. służb mogła uzyskać istotne informacje na temat przebiegu tej operacji, w tym autorstwa lojalki. Gdyby zwolnić Zbigniewa Siemiątkowskiego z tajemnicy państwowej [minister koordynator ds. służb, który w 1997 r. ujawnił istnienie szafy Lesiaka], to on już wie, kto ją wykonał i za co odpowiada Lesiak - mówił Barański.

Siemiątkowski będzie świadkiem w tym procesie.

Wczoraj Lesiak zeznaniom Barańskiego przed sądem nie zaprzeczył.

Inwigilacja prawicy inaczej

Przed naczelnym "Trybuny" zeznawał b. działacz PC i Ruchu dla Rzeczypospolitej Paweł O. (nie zgodził się na ujawnienie nazwiska). Przedstawił się jako "antykomunista od dziecka". Sąd odczytał też jego zeznania w śledztwie w 1998 r.

Opowiadał głównie o tym, jakimi ludźmi z agenturalną - jego zdaniem - przeszłością otaczał się lider RdR Romuald Szeremietiew. Powołując się na rozmowę z oficerem UOP, która miała miejsce podczas popijawy w siedzibie RdR w 1995 r., wymienił czterech znaczących polityków PiS i europosła Samoobrony wskazanych przez funkcjonariusza jako agentów.

- Doszedłem do wniosku, że jestem sterowany i mój przewodniczący partii też jest sterowany - zeznawał Paweł O. Gdy domagał się usunięcia jednego z działaczy, o którym miał informacje, że współpracuje z WSI, lider partii miał mu powiedzieć: "Co ci to przeszkadza, chcesz być posłem czy senatorem?".

W końcu odszedł z partii. Sąd kilka razy dopytywał się, co wie o "inspiracjach z zewnątrz", które miały rozbić RdR. - Po upadku komuny w każdym kole PC czy RdR było po tysiąc osób. Ale rozsiewano plotki, o jednym mówili Żyd, o innym - że ubek, o innym, że był w PZPR, i liczba członków topniała - wspominał Paweł O.

- Jak to się stało, że został pan świadkiem w tej sprawie? - zapytał wreszcie pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych. - Z polecenia Jarosława Kaczyńskiego - odparł świadek.

Przed nim zeznawał, ale w utajnionej części procesu, Leszek E., jeden z b. funkcjonariuszy UOP, którzy pracowali w komisji spisującej zawartość szafy Lesiaka.

Jeszcze 80 świadków

Następne przesłuchania 9 listopada. Obrońca Jana Lesiaka Przemysław Iwan nie zgodził się na skreślenie żadnego z ponad 80 świadków przesłuchanych w śledztwie (prokurator chciał zredukować ich liczbę). - Czy uda się ich przesłuchać do marca 2007 r., gdy sprawa ulegnie przedawnieniu? - W tym tempie - nie sadzę - odpowiedział adwokat.

Skomentuj:
Lesiak milczy w sądzie o lojalce Kaczyńskiego
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX