Antychryst w naszych głowach

Jesteśmy świadkami walki o ludzką wyobraźnię. W szranki stają przeciwstawne sobie obrazy Boga i świata - magiczny i biblijny. Który zwycięży? O bestsellerowym cyklu thrillerów apokaliptycznych "Powieść o czasach ostatecznych" pisze dominikanin Tadeusz Bartoś
Co pozostanie w pamięci człowieka na dłużej, a co tylko na chwilę? Oto pole wielkiej konfrontacji naszych czasów. Spory wokół filmu "Kod da Vinci" to wymowny przykład tego zmagania. Źródłem przekonań są obrazy, które przechowuje ludzka pamięć. Zwycięzcą jest ten, kto utrzyma nad nimi kontrolę.

W popkulturze obrazów nieistotne są kanony wiedzy historycznej i krytyczne myślenie. Kreowany w "Kodzie da Vinci" wątek romansu Jezusa nie znajduje potwierdzenia historycznego. Jednak miliony ujrzały na własne oczy historię, w której Jezus kochał po ludzku piękną Magdalenę, i utrwalą w sobie ten wizerunek. Wyobrażenia narzucają się nieodparcie, dominują nad abstrakcyjną wiedzą. Stąd prosta zasada: chcąc zmienić myślenie ludzi, trzeba w ich głowach wymienić obrazy.

"Powieść o czasach ostatecznych" Tima LaHaye'a oraz Jerry'ego B. Jenkinsa próbuje to robić. 12 tomów cyklu sprzedawanych na całym świecie w gigantycznych nakładach (w sumie ok. 200 mln egzemplarzy) kształtuje rozumienie religii u olbrzymiej rzeszy czytelników. Ale sposób, w jaki odczytywana jest tam Biblia, wyraża bardzo specyficzną wizję chrześcijaństwa.

Nowy Babilon

Seria ta jest swego rodzaju fabularyzacją Apokalipsy. Opowiada sensacyjny przebieg ostatniego etapu dziejów świata, aż do powtórnego przyjścia Chrystusa Zwycięzcy. To historia kataklizmów i wojen, ostatecznego starcia szatana z wybrańcami Jezusa.

Apokalipsa rozpoczyna się od nagłego i tajemniczego zniknięcia milionów ludzi na całym świecie, co jest początkiem gigantycznej katastrofy na ziemi, morzu i w powietrzu. Zablokowany zostaje system komunikacyjny świata. CNN zarejestrowało nawet, jak tuż przed porodem znika dziecko z brzucha matki. Sprawiedliwi zostali "pochwyceni" i przeniesieni do Królestwa Bożego - takie jest religijne wyjaśnienie.

Na świat przychodzi Antychryst. To Nicolai Jetty Carpathia, prezydent Rumunii, a później sekretarz generalny Narodów Zjednoczonych. Pod jego przewodnictwem wszystkie kraje świata zostają połączone w jeden polityczny organizm, którego stolica - Nowy Babilon - to miasto od podstaw zbudowane na pustyniach Iraku. Wprowadzono jednolity pieniądz, wszystkie media zostały zintegrowane w Globalną Sieć Wspólnoty, a religie połączone w jedną wiarę. Carpathia zostaje ogłoszony władcą Globalnej Wspólnoty, a później także uznany za boga. Armie rozwiązano.

Pokój jednak nie trwa długo. Carpathia nie toleruje sprzeciwu wobec nowo ustanowionej religii. A w podziemiu działa opozycja - ludzie, którzy gromadzą się przy jednym z kościołów w Chicago. Świeżo nawróceni na wiarę chrześcijańską wystawieni zostają na prześladowania, bo Carpathię uznają za Antychrysta.

Śmierć religijnych symboli

Autorzy tego apokaliptycznego thrillera budują obraz Dni Ostatecznych, podczas których realizują się dosłownie tajemnicze zapisy ksiąg prorockich Biblii. Biblię rozumieją jako zapis przyszłości, który spełnia się szczegółowo, na przekór mającym się z pyszna niedowiarkom.

I tak opisane w Księdze Ezechiela zrzucenie ognia na Izrael spełnia się literalnie w rosyjskim ataku atomowym i cudownym ocaleniu Jerozolimy. Starcie zastępów szatańskich z Królestwem Jezusa - w postaci wojny światowej. Przypieczętowane zostaje rozbicie ludzkości na dwa kręgi - przynależnych do światła i dzieci ciemności. Walka dobra ze złem kończy się w ostatnim tomie wojną totalną, w której armie świata poddane szatanowi zbierają się, by unicestwić wyznawców Chrystusa. Wtedy też pojawia się znak Chrystusa na niebie, przybywa On z aniołami, by odwrócić bieg historii i dopełnić jej w Sądzie Ostatecznym.

Taki dosłowny sposób interpretacji Biblii wyklucza wrażliwość na jej znaczenie symboliczno-duchowe. Symbole, które mają odsyłać do religijnego spotkania człowieka z Bogiem, zaczynają oznaczać grę polityczną mocarstw, z których jedne pełnią funkcję anielską, a inne diabelską. Pełen symboli zapis biblijny staje się dosłowną instrukcją boskiego działania. Świat religii - światem prognoz geopolitycznych, pragmatycznego przewidywania, kronikarskiego zapisu. Bóg staje się na powrót Bogiem wojny. A ludzie z wojny czynią rzecz boską.

Gnoza zamiast wiary

Wizja religijności, jaka emanuje z "Powieści o czasach ostatecznych", ma za fundament przekonanie, iż przyszłość poddaje się naszej kontroli. Boski zamysł staje się jasny i przejrzysty. Zapomniane zostają słowa psalmu: "Myśli moje nie są myślami waszymi, a drogi moje waszymi drogami".

Tutaj myśli Boga są nam znane. Takie zabijanie religijnej wyobraźni przez dosłowność czyni człowieka trybikiem w boskim zamyśle. A wiara spełnień natychmiastowych chlubi się brakiem dystansu i sceptycyzmu wobec niezwykłych wydarzeń, bo właśnie nimi się żywi.

W klasycznym ujęciu teologicznym wiara jest - jak mówił św. Paweł - kroczeniem w ciemnościach. Nie jest wiedzą, odnosi się bowiem do tego, co niewidzialne. Nie szuka oparcia w cudownych dowodach, skoro jest trwaniem w nadziei wobec obietnicy. W tych powieściach natomiast wiara funkcjonuje jak ludzka wiedza. Pismo Święte jest tam jak dobra wróżka opisująca scenariusz końca świata. Nie ma miejsca dla transcendencji. To nie Bóg jest suwerenem, ale eksperci rozumiejący logikę biblijnych spełnień. Historia toczy się zgodnie z ludzkim zamysłem. Bóg jest nam posłuszny. W pewnym sensie jest to ogólna definicja fundamentalizmu - człowiek w ten sposób czyni sam siebie bogiem.

Kwakrzy i Apokalipsa

Tak ukształtowana wyobraźnia religijna przypomina pewne odłamy chrześcijaństwa. Wiele podobieństw znajdziemy choćby w tzw. Pierwszym Religijnym Przebudzeniu kwakrów z amerykańskiego Northampton w 1734 r. Kwakrzy (od ang. quake - trząść się) zostali nazwani w ten sposób, ponieważ początkowo gwałtownie wyrażali swą religijność: dygotali i krzyczeli, co "prowokowało psy do ujadania, a bydło do dzikiego pędu". Purytanie wprowadzili metody nawracania o traumatycznym charakterze: nawróceni przeżywali "męczarnie poczucia winy, strachu i paraliżujących wątpliwości", zanim pogrążyli się z błogością w ramionach Boga. Ludzie porzucali pracę i całe dnie spędzali na czytaniu Biblii. Podczas kazań mdleli, płakali, wpadali w otchłań win, by później wybuchać radością zbawienia. Kościoły trzęsły się "od krzyków tych, którzy wyobrażali sobie, że dostępują zbawienia, i od jęków nieszczęśliwców, przekonanych, że zostali potępieni" (za "W imię Boga" Karen Armstrong).

Uczestnicy tamtego przebudzenia byli przekonani, że biorą udział w przełomie o charakterze apokaliptycznym. A kiedy w 1755 r. trzęsienie ziemi nawiedziło równocześnie różne regiony świata, umocniła się w nich wiara, iż zbliżają się czasy ostateczne. Wyjaśnienie nieszczęść znajdowali w myśleniu mitologicznym - w walce z siłami zła. Stworzyli swego rodzaju religię nienawiści, w której rolę szatana odgrywały Francja i Kościół rzymskokatolicki. Uznali, że ostateczny pokój musi poprzedzić zniesienie papiestwa. Nowy świat powstanie, gdy ziemię oczyści się krwią.

Chrześcijanie szukają magii

Taki do dziś w jakiejś mierze jest duch Ameryki. Potrzeba mu religii, która by spajała społeczność, dawała jej kierunek, rytm, równy oddech, prostą myśl i obraz. Stan duszy wierzącego z książek LaHaye'a i Jenkinsa, owa szczególna atmosfera religijnego przejęcia, nie są zatem czymś nowym. Zapisane są u źródeł amerykańskiej pobożności.

Nie byłoby potrzeby pastwić się nad tymi powieściami, które przecież są przede wszystkim produktem komercyjnym, gdyby nie to, że sposób myślenia religijnego w nich zapisany jest bliski wielu chrześcijanom. Dziś być może najwięcej szczegółowych podobieństw znajdziemy u tzw. new-born Christians, ugrupowania religijnego, z którym związany jest m.in. prezydent Bush. Są oni przekonani, że finałowa konfrontacja dobra ze złem jest blisko, Antychryst już jest na ziemi. To szczególna ideologia walki Chrystusa z szatanem rozumianej dosłownie jako militarna konfrontacja. Dziś w propagandzie politycznej taki sposób myślenia robi zawrotną karierę: Ameryka mówi o "osi zła", Iran mówi o wielkim szatanie - Ameryce i małym szatanie - Izraelu. Religijny język okazuje się potężnym nośnikiem nienawiści.

Także w katolicyzmie znajdziemy silne irracjonalne elementy, m.in. w ruchach odnowy charyzmatycznej, gdzie "proroctwa", drgawki i omdlenia mają być świadectwem obecności Ducha Świętego. To sposób myślenia zabobonnego, który na powrót stara się nadać światu sens magiczny, przebierając się w kostium chrześcijańskiego słownictwa.

Chrześcijaństwo jest szukaniem Boga, dążeniem do Niego bez poznawania Jego istoty. Teologia mówi o cząstkowym uczestnictwie, upodobnieniu do Boga, łasce. W religijności zaś, której wyrazem jest historia spełnień dosłownych, algorytm przyszłości pozwala skosztować władzy, zwłaszcza że kontroli podlega tu Bóg, do którego człowiek ma teraz "administracyjny", proceduralny dostęp. To swoisty zamach stanu na świat transcendentny. Powraca myślenie magiczne, którego istotą jest zdobywanie kontroli nad boskimi siłami.

Chrześcijaństwo i pośrednio judaizm stanowiły w historii najistotniejsze siły uwalniające ludzką wyobraźnię od myślenia magicznego. Doktryna stworzenia świata przez Boga oznaczała oddzielenie Boga od świata. Idea ta stała się potężną siłą sekularyzującą, odczarowującą postrzeganie rzeczywistości. Pomiędzy Bogiem a stworzeniem zaistniała ontologiczna przepaść - człowiek odkrył swoją skończoność i ograniczenia.

W tym kontekście wyraźniej jeszcze widać, w jaki sposób "Powieść o czasach ostatecznych" jest próbą rekonstrukcji magicznego i gnostycznego postrzegania rzeczywistości.

Powieść o czasach ostatecznych

Tim LaHaye, Jerry B. Jenkins, przeł. Peter Chojnacki, Zbigniew Kościuk

Vocatio, Warszawa