Polska straciła 300 mln zł na immunoglobulinie

Tylko w ciągu pięciu lat Polska straciła prawie 300 milionów złotych, właściwie za darmo oddając bardzo cenny lek uzyskiwany z naszej krwi - immunoglobulinę. Tak wynika z poufnego raportu sporządzonego w Ministerstwie Zdrowia, do którego udało nam się dotrzeć. Przy obrazie, który wyłania się z tego raportu, głośna afera z budową Laboratorium Frakcjonowania Osocza w Mielcu, to naprawdę nic wielkiego. W sumie mogliśmy stracić nawet miliard złotych.
Komentarz Klaudiusza Slezaka Zobacz video

Chodzi o wykorzystanie potencjału naszej krwi. Jak przekonywał mnie Jarosław Pinkas - wiceminister zdrowia - mamy jedną z najlepszych krwi na świecie. Dlatego bardzo istotne preparaty, które można z niej uzyskać - także są bardzo wysokiej jakości. Chodzi między innymi o osocze i immunoglobulinę - używane między innymi w leczeniu hemofilii.

- Jeśli pacjent nie dostanie leku, to może umrzeć - twierdzi prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii i jednocześnie szef kliniki hematologii, onkologii i chorób wewnętrznych w szpitalu Warszawskiej Akademii Medycznej przy Banacha. Tyle że, jak dodaje prof. Jędrzejczak, często w szpitalach brakuje immunoglobuliny, choć ci, którzy za to odpowiadają, twierdzą, że jest zupełnie inaczej.

Instytut Hematologii i Transfuzjologii - państwo w państwie

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Za zaopatrzenie naszego kraju w osocze i immunoglobulinę odpowiada Instytut Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie. Teoretycznie jest to jednostka podległa ministrowi zdrowia, ale przez wiele lat, powstało swoiste państwo w państwie, którego nikt nie kontroluje - tak wynika z nieoficjalnych rozmów z przedstawicielami resortu zdrowia. Tenże instytut skupia wokół siebie wiele uznanych autorytetów w tej dziedzinie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że właściwie wszystkich, pracują którzy w Polsce, bo nikt poza Instytutem tym się nie zajmuje.

To właśnie IHiT i jego przedstawiciele, byli kilka lat temu bardzo krytyczni wobec pomysłu wybudowania w Polsce Laboratorium Frakcjonowania Osocza. Pomysł rzeczywiście nie wypalił i inwestycja z różnych względów nie doszła do skutku. - Tu także, można by doszukiwać się wpływu lobby związanego z Instytutem - przekonuje Leszek Misiak, dziennikarz, który od wielu lat zajmuje się tą sprawą. Kontrakt na wybudowanie LFO w Mielcu opiewał na 32 miliony dolarów, z czego niewłaściwie zużytych miało być kilkanaście. Sprawa o której mówimy - dodaje Misiak - mogła nas od 1993 roku kosztować około miliarda złotych. Skala jest nieporównywalna.

Być może, afera jaką rozpętano wokół LFO w Mielcu miała być jedynie pretekstem do utrzymania status quo w tej materii. Instytutowi mogło zależeć, żeby w Polsce nie powstała fabryka osocza. Dlaczego? - Nic w tej sprawie nie mogę powiedzieć. Dowodów szuka Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego - mówi wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas

Oddawaliśmy immunoglobulinę za darmo

Z zupełnie niezrozumiałych powodów - immunoglobina z polskiej krwi od 2001 roku, aż do roku 2005, była oddawana zupełnie za darmo szwajcarskiej firmie, która frakcjonowała dla nas osocze. - To tak jakbyśmy z rud żelaza odzyskiwali złoto, ale zostawiali hucie platynę - mówi wiceminister Pinkas. Dlaczego? Bo to właśnie immunoglobulina jest najcenniejszym preparatem, jaki da się wydobyć z naszej krwi.

Dr Magdalena Łętowska, która w instytucie odpowiedzialna jest za dostawy osocza i immunoglobuliny, tłumaczyła niedawno na łamach Rzeczpospolitej, że w zamian za oddanie immunoglobuliny, dostaliśmy u szwajcarskiej frakcjonatora duże zniżki.

- Dziwnie to brzmi, kiedy później słucha się chorych pacjentów, którzy twierdzą, że w szpitalach brakuje dla nich leków - uważa Joanna Solska, dziennikarka tygodnika Polityka. Jej zdaniem Instytut do swoich interesów wykorzystuje chorych pacjentów. "Oni nie mogą wierzyć nikomu innemu jak tylko lekarzom, a ci pochodzą z Instytutu Hematologii. Dlatego w mediach często widzimy ludzi, którzy mówią, że przez głupich urzędników oni nie mogą dostać leku i umrą" - dodaje Solska.

I właśnie w takich momentach uruchamiał się Instytut Hematologii - w bardzo szybkim tempie organizował przetarg, który zazwyczaj wygrywała jedna firma. To właśnie ta firma (amerykański koncern Baxter) czerpie największe zyski z tego, że Polska nie ma własnego ośrodka frakcjonowania osocza. Co więcej, to także ta sama firma, która jest właścicielem szwajcarskiego frakcjonatora.

Trzeba także dodać, że zbudowanie i działanie ośrodka frakcjonowania osocza zaleca Polsce Światowa Organizacja Zdrowia i Rada Europy - twierdząc, że każdy większy kraj, powinien taki ośrodek mieć.

Zła legenda LFO z Mielcu

- Jeśli popatrzeć na świat, to tylko Polska i Kanada nie spełniają tych norm - uważa prof. Wiesław Jędrzejczak. Jego zdaniem obecna sytuacja grozi tym, że firmy produkujące osocze i immunoglobulinę mogą nas szantażować i żądać cen z kosmosu. Wtedy właściwie nie ma jak się bronić - bo przecież nikt nie powie, że pacjenci mogą umrzeć. Trzeba będzie zapłacić tyle ile zażąda dostawca.

Jak udało mi się nieoficjalnie dowiedzieć, wszystko wskazuje na to, że Ministerstwo Zdrowia będzie zabiegało o to, żeby w Polsce powstał ośrodek frakcjonowania osocza. Jego wybudowanie jest kilkakrotnie tańsze niż kupowanie osocza i immunoglobiny u zachodnich dostawców, którzy co chwila podnoszą ceny. Problemem jest to, że od 1996 roku, wszyscy, którzy mogą taką decyzję podjąć chowają głowę w piasek. Zła legenda LFO w Mielcu odstrasza każdego, kto chciałby się sprawą zająć.

Warto dodać, że w 1999 roku Sejm uchwalił ustawę o publicznej służbie krwi. Zakłada ona między innymi powołanie do życia Krajowej Rady Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, która nadzorowałaby rynek krwi w Polce. Kolejnych 7 ministrów nie realizowało ustawowego zapisu. Dlaczego? To pewnie pozostanie tajemnicą. Teraz ta rada ma powstać i jak udało mi się dowiedzieć, jednym z jej członków będzie prof. Wiesław Jędrzejczak - od lat główny propagator wybudowania w Polsce ośrodka frakcjonowania osocza.

Mimo usilnych prób nie udało mi się skontaktować z Panią dr Magdaleną Łętowską z Instytutu Hematologii i Transfuzjologii. To ona ma być odpowiedzialna za dostawy osocza i immunoglobiny do Polski.