Marek Kotlinowski pomógł naciągaczowi

Marek Kotlinowski, wicemarszałek Sejmu i kandydat LPR na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, płacąc 700 tys. zł, pomógł krakowskiemu naciągaczowi odzyskać zastawioną kamienicę. Hochsztapler potrzebował tej nieruchomości, by spłacić lichwiarzy
Od dwóch tygodni próbowaliśmy umówić się z Markiem Kotlinowskim na spotkanie. Gdy usłyszał, o czym chcemy rozmawiać, odmówił: - Nie ma sensu się spotykać. Nie mogę rozmawiać o tych sprawach.

W listopadzie Sejm będzie głosował nad powołaniem Kotlinowskiego do Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli poseł LPR zostanie jednym z 15 sędziów, ma zapewniony immunitet i 12 tys. zł pensji przez najbliższe dziewięć lat.

- Sędzia Trybunału musi mieć absolutnie krystaliczną przeszłość zarówno w sferze życia zawodowego, jak i prywatnego - mówi nam prof. Marek Safjan, prezes TK.

Pirackie płyty, pomidory i rozklekotany polonez

W sierpniu 1999 r. w krakowskim oddziale banku PBK Kotlinowski - jako osoba fizyczna - zapłacił 700 tys. zł za zdjęcie hipoteki z kamienicy w centrum Krakowa (ul. Kopernika 8). Kamienica należała do Ryszarda Warykiewicza - zadłużonego biznesmena od lat poszukiwanego przez wierzycieli z Polski i z Rumunii. Dzięki ściągnięciu hipoteki Warykiewicz mógł oddać kamienicę lichwiarzom, którym był winien 800 tys.

Skąd Kotlinowski, wtedy skromny adwokat, wziął 700 tys. zł w gotówce? Cały jego osobisty majątek (jak wynika ze złożonego później w Sejmie oświadczenia majątkowego) był mniejszy od tej kwoty.

Wicemarszałek nie chce z nami o tym rozmawiać.

Warykiewicz też nie odpowie. Nawet rodzina nie wie, gdzie przebywa.

Ukrywający się przed wierzycielami biznesmen to były muzyk, który karierę zaczynał od handlu tureckimi ciuchami. Według współpracowników w latach 1990-95 sprzedawał w Rumunii pirackie płyty gwiazd rocka, stamtąd importował koncentrat pomidorowy. Już wtedy u jego boku pojawił się Marek Kotlinowski.

Dawny kontrahent Warykiewicza, który woził dla niego koncentrat, wspomina: - Rysiu przedstawiał Kotlinowskiego jako swego prawnika. Pan Marek przygotowywał mu kontrakty, opiniował umowy, negocjował z klientami. Jeździli razem takim rozklekotanym polonezem.

Kotlinowski odmawia rozmowy o związkach z Warykiewiczem.

W 1995 r. firmie Warykiewicz s.c. skończyły się w Rumunii wakacje podatkowe dla zagranicznych inwestorów. Jeden z pracowników firmy: - Na pożegnanie Rysiu wziął od Rumunów pomidory za kilkaset tysięcy dolarów, a pieniędzy nigdy nie oddał. Nie rozliczył się też z rumuńskim fiskusem.

Rumuni zdołali zamknąć w areszcie podwładnego i wspólnika Warykiewicza - emerytowanego prokuratora Lucjana F. Sam Warykiewicz, zawiadując interesami z Krakowa, był dla rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości nieosiągalny. Nadal z Kotlinowskim u boku spokojnie handlował przecierem - teraz kupował go od krakowskiej spółki Trans Promotions, która importowała pomidory z Węgier.

Doradca, prawnik, prawa ręka

Romuald Agrasiński, były prezes Trans Promotions: - Rysiu wykręcił mnie na prawie pół miliona złotych. Moja firma zbankrutowała, wspólnik nie wytrzymał stresu i zmarł. Dałem sprawę do prokuratury, ale Rysiu spłacił nam jakieś marne grosze i umorzyli, bo "wykazywał dobre chęci". Wygrałem jednak proces cywilny. Mam nakaz zapłaty na ponad 400 tys. zł. Tylko Rysiu jest niewypłacalny.

- Jaką funkcję pełnił w firmie Warykiewicz s.c. mecenas Kotlinowski? - pytamy.

Agrasiński: - Zawsze tam był. Doradca, prawnik, prawa ręka.

Krakowski hotelarz Wacław Stechnij opowiada inną historię: - Sześć, siedem lat temu Kotlinowski zabiegał o spotkanie. Przyjechał z Warykiewiczem. Mówili, że chcą kupić mój motel i działkę za 20 mln dol. Kasa miała być już zdeponowana w austriackim banku. Pokazali rzekomy dowód - jakieś kwity po niemiecku. Słuchałem z zażenowaniem, bo widziałem przez okno ich sypiącego się poloneza. Wyrzuciłem obu za drzwi.

I słusznie. Pod koniec lat 90. Warykiewicz nie miał milionów dolarów na koncie, tylko milionowe długi, a jedynym jego majątkiem była zastawiona w banku kamienica przy Kopernika 8. Ale i po nią już dobijali się wierzyciele. Wśród nich właściciel kantoru przy ul. Floriańskiej Adam T., który chciał przejąć nieruchomość Warykiewicza za długi.

Kotlinowski czyści hipotekę, lichwiarze biorą kamienicę

Z dwóch niezależnych źródeł dowiedzieliśmy się, że to właśnie Adam T. wyłożył 700 tys. zł, które mec. Kotlinowski zaniósł do banku.

Kiedy pieniądze zostały wpłacone, kamienicę przejął Adam T. wspólnie z Renatą S. - narzeczoną niejakiego "Sabry", gangstera poszukiwanego listem gończym, który ma na koncie m.in. śmiertelne pobicie i przestępstwa gospodarcze.

Adam T. i Renata S. sprzedali nieruchomość za 2 mln euro brytyjskiej firmie handlującej domami Maylane Polska.

Adam T. nie chciał rozmawiać z "Gazetą". Gdy odwiedziliśmy go w kantorze, powiedział nam: - Adama T. nie ma.

- A pan to kto? - pytamy.

- Nie powiem.

Renata S., elegancka młoda dama, nie odmówiła rozmowy: - Kupiliśmy z panem Adamem kamienicę, odsprzedaliśmy ją z zyskiem. To wszystko.

Krakowscy prokuratorzy od kilku miesięcy prowadzą śledztwo. Badają transakcje przeprowadzone według schematu: lichwiarze pożyczają kamienicznikom pieniądze na lichwiarski procent, a później - za rosnące lawinowo długi - przejmują nieruchomości. Na razie nikt w tej sprawie nie ma zarzutów.

Rozmawialiśmy z policjantem, który rozpracowuje tę sprawę:

- Kamienica Warykiewicza została przejęta według tego schematu co kilkanaście pozostałych. Warykiewicz pożyczył pieniądze w kantorze przy Floriańskiej. Nie miał z czego oddać. Lichwiarze chcieli wziąć mu kamienicę, ale nie przewidzieli, że jest już na niej hipoteka. Dlatego najpewniej wyłożyli 700 tys. zł, żeby hipotekę wyczyścić. Warykiewicz nie mógł zanieść pieniędzy do banku, bo był zadłużony po uszy. Wystawił więc kogoś, kto spłacił dług.

Krakowska policja na wniosek Warykiewicza badała też przejęcie jego kamienicy przez lichwiarzy. Śledztwo umorzono, bo nie stwierdzono przestępstwa.