Odbywająca podróż po krajach Azji i Rosji sekretarz stanu USA pani Condoleezza Rice ostrzegła w czwartek Koreę Płn, że w przypadku przeprowadzenia przez nią drugiej próby jądrowej kraj ten może spodziewać się daleko idących konsekwencji.
Fot. ITSUO INOUYE AP
Amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice i japoński minister spraw zagranicznych Taro Aso podczas wspólnej konferencji prasowej. Tokio, 18.10.2006
Jak podały w nocy z środy na czwartek czasu polskiego media japońskie, przebywająca w Tokio szefowa dyplomacji amerykańskiej ostrzegła, że Phenian musi liczyć się w takim wypadku m.in. z dalszymi sankcjami. Pani Rice zapowiedziała dalsze kroki wobec KRLD na spotkaniu z dziennikarzami w Tokio, które jest pierwszym etapem jej podróży.
Kilka godzin wcześniej w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji ABC News prezydent USA George W.Bush ostrzegł władze w Phenianie przed ewentualnymi zamiarami sprzedaży broni atomowej za granicę, na przykład Iranowi lub Al-Kaidzie. W takim wypadku USA "udaremnią transfer", a Korea Płn "zostanie pociągnięta do odpowiedzialności" - zapowiedział Bush.
W czwartek Waszyngton i Tokio uzgodniły rolę, jaką pełnić będą wojskowi obu krajów przy przeszukiwaniu północnokoreańskich statków, zgodnie z postanowieniami niedawnej rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, wprowadzającej sankcje wobec KRLD w związku z przeprowadzeniem 9 października pierwszej, podziemnej próby atomowej.
Podczas pobytu w Japonii pani Rice potwierdziła pełne zaangażowanie USA w obronę Japonii, która jest najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w regionie i zarazem miejscem stacjonowania oddziałów amerykańskich w sile 50 tys. żołnierzy.
Z Tokio pani Rice udała się dzisiaj do stolicy Korei Południowej Seulu. Jej podróż ma m.in. na celu przekonanie sąsiadów Korei Północnej do pełnego i konsekwentnego wcielenia w życie rezolucji Rady Bezpieczenstwa ONZ i zawartych w niej sankcji wobec KRLD.
Najtrudniejszym punktem podróży Rice będzie Pekin. Chiny zaopatrują Koreę Północną w ropę i żywność oraz udzielają jej pomocy finansowej i to od nich zależy przetrwanie komunistycznego reżimu Kim Dzong Ila.
Chiny tracą cierpliwość
W sobotę Chiny głosowały za rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ o sankcjach, która zakazuje m.in. przewozu do Korei Północnej broni rakietowej i nuklearnej i składników do jej produkcji. Interpretują ją jednak na swój sposób, żeby nie musieć kontrolować północnokoreańskich statków. Skoro rezolucja mówi, że rządy winny "współdziałać" przy stosowaniu sankcji - dowodzi Pekin - to kontrole na statkach nie są obligatoryjne. Ambasador Chin przy ONZ tłumaczy, że sprzeciw dotyczy zatrzymywania statków na pełnym morzu. Pekin obawia się, że przy okazji dojdzie do incydentów i starć z Koreańczykami. Rice chce przekonać Chińczyków do pełnego stosowania sankcji. Ale i Chiny tracą cierpliwość. W niedzielę zaczęły kontrolować ciężarówki jadące do Korei Północnej, choć według obecnych na granicy dziennikarzy kontrola jest pobieżna. Wczoraj oficjalny "Dziennik Ludowy" napisał w analizie, że "przeprowadzając test jądrowy Korea stanęła na wyznaczonej przez Chiny czerwonej linii". Autor spekuluje, że Pekin może jej odciąć ropę i żywność.
Wysłannik rządu chińskiego w Phenianie
Specjalny wysłannik rządu chińskiego, który udał się do Phenianu, przekaże władzom Korei Północnej "zdecydowane posłanie" Pekinu, ostrzegając władze tego kraju przed dokonaniem kolejnej próby atomowej i tym samym potęgowaniem napięć w regionie - zapowiedziano w czwartek w Seulu. Na czele delegacji chińskiej, przebywającej w Korei Północnej stoi b.minister spraw zagranicznych Tang Jiaxuan (Thang Dzia-siuan).