O czym Mel Gibson powinien pamiętać

Co powinno się znaleźć w filmie o odsieczy wiedeńskiej? Specjalnie dla portalu gazeta.pl nie wszystkim znane wydarzenia roku 1683 przypomina Wojciech Orliński z Gazety Wyborczej
Jest jeden temat dotyczący odsieczy wiedeńskiej, który Polska powinna przypomnieć światu. To wątek Franciszka Kulczyckiego, szpiega, dzięki któremu odsiecz w ogóle miała sens. Szpieg, który uratował chrześcijańską Europę doskonale znał turecki język i kulturę - przez wiele lat pracował jako tłumacz dla austriackiej Wschodniej Kompanii Handlowej (jako jedna z wczesnych protokorporacji, sama Kompania jest bardzo ciekawym tematem).

Kulczycki znał język na tyle dobrze, by swobodnie udawać Turka i poruszać się pomiędzy wojskami Kary Mustafy. Dzięki niemu obrońcy Wiednia dowiedzieli się, że mogą spodziewać się odsieczy - bez tego Sobieski zastałby już miasto poddane Turkom.

Na tym nie koniec. Po odsieczy Kulczycki dostał od władz miejskich sporą nagrodę finansową, a od króla Sobieskiego dostał skonfiskowane w tureckim obozie zapasy kawy. Dzięki temu otworzył pierwszą kawiarnię w Wiedniu (i jedną z pierwszych w chrześcijańskim świecie), przypisuje mu się też epokowy wynalazek doprawiania kawy mlekiem.

Wśród właścicieli wiedeńskich kawiarni bardzo długo panował kult "herr Kolschitzky'ego" (do dzisiaj też do jego tradycji przyznaje się słynna firma kawiarska Julius Meinl). Uważam za absurdalne to, że mówiąc o naszej historii tak dużo uwagi przypisujemy nieudanym powstaniom, przegranym wojnom i niekompetentnym dowódcom, a tak mało autentycznym bohaterom, którym się dla odmiany coś udało (i to zarówno na polu bitwy jak i w prywatnych interesach).

Nie wiem czy Mel Gibson wpadnie na pomysł uwzględnienia tej historii w swoim filmie, ale powinniśmy zrobić wszystko by go do tego namówić. Z marketingowego punktu widzenia, Kulczycki to postać, która spodoba się wszystkim. Prawica powinna go kochać jako obrońcę chrześcijaństwa a lewica powinna go polubić jako kogoś, kto zamiast odstawiać Orianę Fallaci potrafił kulturę nieprzyjaciela dogłębnie poznać i zrozumieć.

Dla nas jako Polaków z takiego filmu płynęłaby też korzyść w postaci globalnego public relations - świat nie będzie się interesował naszymi cmentarzami i muzeami martyrologii, bo nikt nie lubi ofiar. Ale każdy lubi kawę.



  • Czytaj też blog Wojtka Orlińskiego "Eksursje w dyskursie"