Seksualny skandal w Waszyngtonie

Wpływowy republikański kongresman z Florydy Mark Foley podał się do dymisji po ujawnieniu treści perwersyjnych e-maili, które wysyłał do 16-letnich gońców pracujących w Kongresie. Afera to wielki cios dla Republikanów tuż przed wyborami
Nie ma to jak skandal seksualny na Kapitolu na pięć tygodni przed kluczowymi wyborami do Kongresu. W takim momencie najdrobniejsza sprawa może mieć poważne konsekwencje polityczne. A co dopiero pełna obscenicznych dialogów afera z udziałem wpływowego republikańskiego kongresmana, na co dzień przewodniczącego podkomisji ds. zaginionych i wykorzystywanych dzieci, oraz kilku 16-letnich gońców zatrudnionych w Kongresie.

W ujawnionych przez media e-mailach, a także internetowych wiadomościach tekstowych z lat 2002-05 Foley otwarcie rozmawia z nastolatkami o seksie, masturbacji, ich organach płciowych. Wyraża zachwyt nad ich ciałem i dopytuje się, czy są podnieceni. Oburzeni koledzy Foleya nazywają te dialogi "perwersyjnymi".

Sprawą zajmuje się teraz FBI, gdyż molestowanie seksualne nieletnich to przestępstwo federalne. 52-letni Foley, zasiadający w Izbie Reprezentantów od 1994 r., poinformował w poniedziałek, że podda się leczeniu w klinice alkoholowej.

Nastolatki, z którymi się kontaktował Foley, to zatrudnieni w Kongresie gońcy. Co roku kilkudziesięciu uczniów szkół średnich zostaje przyjętych na stypendium w Waszyngtonie. Pomagają urzędnikom Kongresu, dostarczając listy i wiadomości. Kongres utworzył ten program jeszcze w XIX wieku, traktując go jako środek edukacji obywatelskiej.

Floryda, skąd wywodzi się Foley, to stan szczególnie wyczulony na seksualne wykorzystywanie nieletnich. W ostatnich latach miało tam miejsce kilka głośnych morderstw na tle seksualnym. Stan wprowadził ostre przepisy przeciw pedofilom, w tym obowiązkowe wyroki dożywocia za zbrodnie przeciw nieletnim. Foley karierę polityczną wpisywał w ten klimat - w Kongresie ostro walczył o zaostrzenie kar za molestowanie seksualne dzieci.

Foley był pewny wyboru na kolejną kadencję w zbliżających się wyborach. Teraz liderzy Partii Republikańskiej muszą szybko znaleźć kogoś na jego miejsce. Jednak i tak w listopadzie wściekli wyborcy w okręgu Foleya zapewne postawią na demokratę.

To dodatkowo komplikuje sytuację Republikanów w Kongresie, którzy w wyborach będą walczyć na śmierć i życie o utrzymanie większości w Izbie Reprezentantów i Senacie. Przed skandalem Foleya nikt nie sądził, że Republikanie mogą stracić jedno z miejsc akurat w jego silnie republikańskim okręgu.

Afera Foleya może też mieć szerszy zasięg. Jeden z republikańskich kongresmanów twierdzi bowiem, że już rok temu informował przewodniczącego Izby Reprezentantów Dennisa Hasterta o podejrzanym e-mailu wysłanym przez Foleya do jednego z gońców. Hastert twierdzi, że nie pamięta takiej rozmowy.

Współpracownicy Hasterta, którzy widzieli wówczas ten e-mail, twierdzą, że nie miał on tak otwarcie seksualnego charakteru jak ujawnione teraz zapisy. Wówczas list do gońca uznano jedynie za "zbyt przyjazny", a Foleyowi nakazano zaprzestanie kontaktów z nastolatkiem.

Jednak opozycyjni Demokraci twierdzą, że republikańscy przywódcy w Kongresie próbowali zatuszować skandal. - Republikanie tak długo ignorowali oskarżenia wobec Foleya tylko dlatego, by nie stracić jego miejsca w Kongresie - mówił w niedzielę przywódca Demokratów w Senacie Harry Reid.

By jak najszybciej zamknąć niewygodną sprawę, Hastert zwrócił się do Departamentu Sprawiedliwości o śledztwo, które wyjaśni nie tylko to, czy Foley popełnił przestępstwo, ale także to, który z członków Kongresu i kiedy wiedział o jego zachowaniu.