Przyspieszenie na rzepaku

Prezydent podpisał w sobotę nową ustawę, która umożliwia na wielką skalę produkcję rzepaku na potrzeby biopaliw. Ale już od kilku miesięcy polski rynek rzepaku przeżywa biopaliwowy boom. W przyszłym roku zabraknie rzepaku dla wszystkich chętnych
Dotychczas z rzepaku w Polsce robiło się olej jadalny - do smażenia, sałatek i do tworzenia mieszanek maślano-olejowych. A resztki pozostałe po wyciśnięciu z nasion oleju służyły jako doskonała pasza dla zwierząt. Dlatego uprawa rzepaku jest jedną z bardziej opłacalnych gałęzi rolnictwa. Od przyszłego roku będzie jeszcze lepiej. Wszystko dzięki ustawie o biopaliwach, która zapewni rolnikom zbyt i dobre ceny nasion.

Ustawa określa warunki produkcji naturalnych dodatków do benzyny i oleju napędowego. Te dodatki to bioetanol i metylowy ester, np. z rzepaku. Najpierw z rzepaku tłoczy się olej, a potem rafinuje z niego ester. Ustawę wymusiła na nas UE, która wprowadza na wielką skalę biopaliwa. W ich produkcji widzi szansę na uniezależnienie się od drogich i szkodliwych paliw kopalnych, ochronę środowiska, a także zapewnienie dochodów rolnikom bez zwiększania produkcji żywności, z której nadmiarem Unia ma już kłopoty.

Do 2010 r. biopaliwa mają stanowić przynajmniej 5,75 proc. sprzedawanych w kraju paliw, a do 2020 - do 20 proc. By produkcja biodiesla u nas ruszyła, rząd musi jeszcze przyjąć rozporządzenie o zgodności polskiej normy jakościowej takiego paliwa z unijną (powinno ukazać się we wrześniu) i powołać firmę, która będzie tej zgodności pilnowała. Wtedy producenci mogliby liczyć na zwolnienie z akcyzy. Rząd określi też, jak długo zwolnienie z akcyzy ma obowiązywać. Według producentów minimum to sześć lat, bo tyle trzeba, by zwróciły się inwestycje w budowę rafinerii.

Jednak ruch zaczął się już w tym roku, zanim jeszcze ustawa o biopaliwach weszła w życie. W sierpniu rolnicy wysiali już rzepak ozimy, który zostanie zebrany w czerwcu 2007 r. Już wiadomo, że zasiewy są o mniej więcej 5 proc. większe niż w tym sezonie. Ale to i tak może być zbyt mało, by obdzielić wszystkich chętnych, którzy chcą produkować dodatek do biodiesla. Prawdopodobnie ten rynek podzieli między siebie trzech-czterech głównych graczy. To Rafineria Trzebinia należąca do Grupy PKN Orlen, Aleksander Gudzowaty, właściciel Bartimpeksu, i Zbigniew Komorowski (były poseł PSL, właściciel Polskich Młynów i twórca Bakomy). Do gry może się też włączyć grupa Bunge, największy na świecie przetwórca roślin oleistych, który ma w Polsce udziały w czterech wielkich olejarniach. Tylko trzy pierwsze firmy zamierzają zużyć na swoje potrzeby w przyszłym roku ok. 900 tys. ton nasion rzepaku. Przy rocznej produkcji w Polsce na poziomie ok. 1,5 mln ton widać, że będziemy mieli albo olej jadalny, albo napędowy.

Rzepak jest bowiem rośliną wymagającą i byle gdzie nie da się go uprawiać. Może rosnąć tylko na glebach bardzo dobrych, tzw. pszenno-buraczanych. Jeśli więc zdecydowanie wzrośnie uprawa rzepaku, to oznacza, że zmniejszy się produkcja pszenicy i buraków.

Tymczasem wyścig już się zaczął. Rozpoczął go Zbigniew Komorowski, który w czerwcu wmurował kamień węgielny pod swoją rafinerię i w marcu 2007 r. zamierza ruszyć z produkcją, ale już w tym roku zaczął gromadzić rzepak na zapas. Skupił 100 tys. ton, tak podbijając cenę, że zakłady tłuszczowe w Brzegu, zanim się zorientowały, zostały bez wystarczającej ilości nasion na swoje potrzeby.

To dopiero przedsmak tego, co będzie się działo na rynku w przyszłym roku. Rafineria w Trzebini, która jako jedyna w kraju produkuje teraz ok. 100 tys. ton dodatku do biodiesla, zamierza zwiększyć produkcję do 120 tys. ton.

Aleksander Gudzowaty chce produkować 150 tys. ton estrów rocznie, Komorowski zamierza wyprodukować w przyszłym roku 120 tys. ton. Każdy z tych trzech graczy potrzebuje po mniej więcej 300 tys. ton nasion rzepaku, by zrealizować swoje cele. Do tego dochodzi kilka mniejszych firm. Lada chwila z produkcją 30 tys. ton ruszy Biopal należący do Wojciecha Mroza (producent wędlin w Wielkopolsce), Elstar Oils chce produkować 50 tys. ton estrów, zaś Dochem z Sopotu 30 tys.

Do tego dołączą się rolnicy, gdyż zgodnie z ustawą mogą na własne potrzeby wytwarzać 100 ton biodiesla na każdy posiadany hektar rzepaku. Dziś biodiesel z Trzebini kosztuje o 10 gr mniej od zwykłego oleju napędowego. Wiadomo, że im więcej estru w paliwie, tym będzie on tańszy i im więcej producentów, tym większa konkurencja i niższe ceny. To dobra wiadomość dla użytkowników aut.

Ale dla rolników jeszcze lepsza. Każdy producent rzepaku dostanie oprócz zwykłych dopłat hektarowych (ok. 120 euro) dodatkowo 45 euro na hektar. Rolnicy mogą też być pewni, że przy takim braku surowca, na jaki się zanosi, cena pójdzie w górę. No i odpadnie najgorsza zmora producentów - przestaną się martwić o zbyt.

- Mamy na rynku potężne ssanie. Możemy być pewni, że w najbliższych latach cena na pewno nie spadnie - mówi Mariusz Olejnik, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku.

Olejnik, który sam jest producentem z Opolszczyzny, chce jednak, by rolnicy zarabiali nie tylko na uprawie, lecz także włączyli się do gry na rynku przetwórczym. Mała rafineria kosztuje jednak ok. 10 mln zł - to zbyt dużo dla pojedynczego rolnika. Dlatego na Opolszczyźnie już powstały trzy grupy producenckie, a do czerwca 2007 r. ma być ich 12. - Chcemy w czerwcu skupić dla własnych wytwórni 100 tys. ton ziarna. Najpierw zbudujemy tłocznie, bo są tańsze, a w drugim etapie estrownie. Z inwestycjami czekamy tylko na rozporządzenie o normach jakościowych i zapis, na ile lat będziemy zwolnieni z akcyzy - mówi Olejnik.