Mieszkam w Polsce

29.08.2006 00:00
Świetny pomysł - zdefiniowanie Polski nie przez portret czy karykaturę Polaka, ale przez to, jak Polak widzi i nazywa to, co jest wokół
Wystawa podsumowująca cykl wystaw poświęconych polskiej sztuce najnowszej, który trwał w CSW od września zeszłego roku, w gruncie rzeczy odchodzi od tematu. Zamek Ujazdowski w swoim cyklu potraktował sztukę jako przedmiot promocji i wystąpił w roli producenta wystaw znanych polskich artystów: od Kozyry, przez Żmijewskiego, Althamera, Kuśmirowskiego, do Sasnala, Ołowskiej, Sosnowskiej, Sawickiej, Libery. Mieliśmy dynamiczny przegląd współczesnej polskiej produkcji artystycznej. To były pokazy encyklopedyczne, dydaktyczne, podsumowujące ostatnią dekadę, uzupełniające wyrywkową wiedzę Polaka o polskiej sztuce. A jaki w tym wszystkim sens? Co polskie, co arcypolskie? Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy?

Na to wszystko nie było odpowiedzi. Na szczęście czasem ktoś się porywa na rzeczy wielkie.

Kuratorka Bożena Czubak tak jak pamiętny Harald Szeemann na stulecie Zachęty w 2000 r. zaczyna od Jacka Malczewskiego. Ale potem już jest inaczej. Wystawa w CSW nie podsuwa nam znanych muzealnych ikon: Wróblewski, Opałka, Abakanowicz. Nie pokazuje podręcznikowych wyżyn polskiej sztuki. Zadaje konkretne pytanie: "jak Polacy przedstawiają przestrzeń?".

W jej tytule zostało odwrócone powiedzonko z "Króla Ubu" Alfreda Jarry'ego: "w Polsce, czyli nigdzie". Zmiana ta jest jednocześnie odejściem od trybu absurdalnego, groteskowego, prześmiewczego mówienia o Polsce, który cytat z Jarry'ego zazwyczaj podsuwa. Tytułowe "gdzie?" przywodzi mi raczej na myśl epizod z książki Dubravki Ugresić "Muzeum bezwarunkowej kapitulacji" - autorka na skrzyżowaniu w centrum Berlina widzi miotającą się Bośniaczkę w szarawarach, która powtarza w kółko: "Boże, gdzie ja jestem?". To pytanie stawia sobie też zresztą sama Ugresić, emigrantka z Chorwacji, w trakcie swej wędrówki po krajach, miastach, hotelach. To pytanie obcego. Tak pyta ten, kto się zgubił.

Ciekawe, że dzisiaj można tak pytać o Polskę.

Niespełna 30 lat temu Marek Rostworowski definiował Polaków poprzez ich portret, pokazując polską twarz i postać na wystawie "Polaków portret własny". Dzisiaj konfrontacja ze stereotypem Polaka zapisanym w sztuce już pewnie nie jest taka owocna. Jego karykatura też już została wielokrotnie narysowana. Jesteśmy w Polsce nie tylko postromantycznej, ale i postgombrowiczowskiej, wraz z twarzą rozpadła się i gęba. Zostali ludzie, którzy próbują jak obudzeni dowiedzieć się, kim są, przez nazywanie tego, co jest dookoła.

Na początku zobaczymy mocny akcent w postaci rejestracji fragmentu przedstawienia Tadeusza Kantora "Wielopole, Wielopole". To już jest jakaś odpowiedź. Nie Polska, tylko rodzinne Wielopole. Dalej też tak można ciągnąć: nie Polska, tylko Łódź i Warszawa. Odpowiedzi na pytanie: "gdzie jestem?" są bardzo różne, a skala, w której się mieszczą, sięga od małego realizmu do wielkiego marzenia. W tym rytmie wahadła poruszamy się po wystawie.

Realizm to np. Józef Robakowski ze swoim fantastycznym wideo "Z mojego okna", filmem zmontowanym z fragmentów kręconych w latach 1978-99. By określić swoje miejsce w przestrzeni społecznej, politycznej, miejskiej, nie trzeba nawet wychodzić z domu. Samo wyglądanie przez okno może być powodem do zdziwień. Film kręcony jest z okna na 16. piętrze łódzkiego wieżowca, a ilekroć kamera oderwie się od ziemi i skieruje się w dalszą perspektywę, można doznać szoku. Szare wstrętne bloki, dom towarowy, gigantyczna arteria i parking bez granic zalany równo betonem, a wszystko w skali mega i nie kojarzy się z tym co przypisywane przeważnie Łodzi czy Polsce. Z grubsza tylko można powiedzieć, że to jest prawdopodobnie Ziemia. By poczuć się obco, nie trzeba emigrować do Berlina.

Kiedy rzeczywistość doskwiera i swoją obcością i monotonią męczy, Polak snuje najpiękniejsze marzenia. Mówię o pełnej nadziei epoce funkcjonalizmu i konstruktywizmu. Katarzyna Kobro, Władysław Strzemiński, Henryk Stażewski projektowali geometryczne, określone czystymi kolorami budynki, mieszkania, meble. Ale marzenie o mieście przyszłości może też występować jako sen grozy.

Warto zwrócić uwagę na niebanalny pomysł przypomnienia artystów zapomnianych jak Konstanty Mackiewicz, który w 1966 r. namalował krytykę awangardowych utopii - potworne "Miasto", gęste, podniebne i całe w smogu, wielki węzeł komunikacyjny zaciska się na jego gardle. Wizje miejskiej grozy mnożą się w Polsce długo po wygaśnięciu historycznej awangardy. Niesamowita jest konstrukcja Katarzyny Józefowicz: blok z kremowych papierków, ażurowa wysoka konstrukcja budowana przez artystkę przez trzy lata (1989-92), dusząca, chociaż lekka jak opłatek. Za to polityczna groza jest w budowlach Zofii Kulik - podświetlanych od środka modelach monumentów, pałaców czy mauzoleów nazwanych "Kurhany sławy czy niesławy" (1993). Polak po demontażu systemu nie może uwierzyć w żadną monumentalną konstrukcję, każdy pomnik wydaje mu się podejrzany i każdy też jest estetyczną porażką.

Czasem do myślenia o budynkach i przestrzeni przebije się poczucie humoru jak u Marioli Przyjemskiej w świetnym cyklu fotografii "Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie". Przyjemska fotografowała wieżowce w centrum Warszawy poprzez ustawione na pierwszym planie luksusowe flakony perfum. Wieżowce widać z tyłu, a z przodu ogromny flakon, który zdaje się tutaj jakąś futurystyczną budowlą wstawioną pomiędzy kloce ze szkła i stali. To karykatura zarówno "Snu o Warszawie" Oskara Hansena (wizja dziwacznego wieżowca z kulą na szpicy, który miał zneutralizować wizualnie Pałac Kultury), jak i snów o globalnym centrum miasta snutych dzisiaj z okazji konkursu na budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej. W tych wizjach najmodniejsi światowi architekci mają odczarować 50 lat urbanistycznego chaosu w stolicy, co artystka zdaje się porównywać ze spryskaniem się Calvinem Kleinem po niemytym dekolcie, czyli z prowincją.

Alicja Karska ułożyła w jeden ciąg fotografie bezlistnych drzew o poucinanych gałęziach na podwórkach blokowisk. Bloki i kikuty to Polska, ale to także pewnie NRD, Słowacja, Rumunia. Polskie doświadczenie przestrzeni nie jest w końcu takie wyjątkowe, choć w każdym pytaniu o polskość jest szczypta mesjanizmu.

W Polsce, czyli gdzie?, CSW Warszawa, kuratorka Bożena Czubak, do 22 października

Skomentuj:
Mieszkam w Polsce
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje