Bój o papamobile JPII

Prokuratura zajmuje się walką o sławne papamobile, którym Jan Paweł II jeździł podczas pierwszej pielgrzymki w Polsce. - Mamy ten oryginalny samochód - twierdzi muzeum w Starachowicach. - Kłamiecie, ja mam! - twierdzi biznesmen z Kielc i zarzuca muzeum wielką mistyfikację.
Biały Star 660, którym Jan Paweł II podróżował po Polsce podczas I pielgrzymki w 1979 roku, to kultowe auto. Właśnie dlatego ówczesne władze kazały go rozebrać. Wiele elementów zniszczono (np. karoserię przetopiono na żyletki), ale zachowało się podwozie z silnikiem - poszło do pegeeru w Koszalińskie, gdzie przerobiono je na ciągnik. Potem ślad po nim zaginął.

Cudownie odnaleziona rama

Pół roku temu podwozie cudownie się odnalazło. Zaprezentowało je dziennikarzom powiatowe Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach: - Odnaleźliśmy je u jednego z chłopów z Wierzchowa koło Szczecinka. Mamy dowody i oświadczenia właścicieli, że to papieski star - ogłosił Dariusz Dąbrowski, członek zarządu powiatu. Po rekonstrukcji papamobile ma stać się

regionalną atrakcją turystyczną i przyciągnąć tysiące ludzi. Mówi się nawet, że muzealnicy planują obwozić nim turystów po okolicy. Na rekonstrukcję starachowickie muzeum dostało już 30 tys. zł dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ale ponieważ - jak mówią - pieniędzy potrzeba dużo więcej, prowadzą też publiczną zbiórkę na rekonstrukcję samochodu, apelując na stronie internetowej muzeum o wpłaty na konto.

Mistyfikacja dla pieniędzy?

Świetlane plany muzeum chce pokrzyżować Marek Adamczak, biznesmen z Kielc: - Podwozie, które mają, wcale nie jest oryginalne, oni robią ludzi w jajo - twierdzi. Uważa, że to on jest właścicielem oryginalnej ramy słynnego stara. Jednym z dowodów ma być to, że jego rama ma podwójne tylne koła - jak papamobile na starych zdjęciach - a rama z muzeum ma z tyłu tylko jedną oś. - Chodzi o grubą kasę. Wymyślili całą historię, by wyłudzać od ludzi pieniądze na remont, a potem zarabiać na eksponacie - mówi Adamczak. Biznesmen własnym sumptem odbudowuje papamobile i chce potem za darmo przekazać muzeum. Najpierw jednak chce dowieść, że muzeum kłamie i złożył doniesienie do prokuratury, by sprawdziła autentyczność ramy. - Powołaliśmy biegłych, którzy badają autentyczność podwozia. W połowie września powinniśmy mieć jasność - informuje Krzysztof Grudniewski, zastępca prokuratora rejonowego w Starachowicach.

Co na to muzealnicy ze Starachowic? Wczoraj dyrektor muzeum nie była dostępna dla dziennikarzy "Metra", a od Krzysztofa Szweda z muzeum usłyszeliśmy tylko: - Jak słyszę nazwisko Adamczyk, to cierpnie mi skóra.