Jakim jesteś plażowiczem?

Inaczej odpoczywa nad morzem śląska rodzina, inaczej królowa beach baru. Dla jednych plaża była miejscem relaksu, dla innych lansu.
Samotny piwosz siedzi sam na piasku z nieodłączną butelką piwa w dłoni. Może tak godzinami, zapatrzony w dal. Plaża w sobotni wieczór jest dla tego zapracowanego, zagonionego, zagubionego nowoczesnego, wykorzystywanego przez korporacje mężczyzny ostatnią oazą wolności i spokoju. Tu może się wyciszyć, zamyślić i, patrząc w bezkres, zadawać sobie fundamentalne metafizyczne pytania: jaki sens ma ludzka egzystencja i dlaczego kadra Janasa tak słabo wypadła na mistrzostwach. Jedyny problem to straż miejska, która pilnuje zakazu picia piwa na plaży. I tak znów ktoś wkur... naszego piwosza, choć spokój opisywany w podręcznikach zen był tak blisko. Obok leży...

skacowany klubowicz (tzw. klubber). Budzi się nad ranem na plaży, nie wiedząc, kim jest ani gdzie jest. Dopiero leżąca przy nim dziewczyna, którą - jak mu się zdaje - pierwszy raz widzi na oczy, przypomina mu, jak upojne było wczorajsze beach party, jak bardzo się potem do siebie zbliżyli (na piasku) i jak razem stwierdzili, że romantycznie poczekają na wschód słońca na plaży, tyle że klubber stracił przytomność około 5 rano. W wersji mniej optymistycznej skacowany klubber budzi się rano w objęciach rozkochanego w nim mężczyzny, który zapewnia go, że był świetny... Na te plażowe amory z wyższością patrzy niedostępna

królowa beach baru . To o niej zespół Papa Dance śpiewał "królowa fal, morskiej piany bal/jej obraz wciąż przed oczami mam". Jej piersi unoszą się w powietrzu jak dwie nadmuchane piłki plażowe. Jako że była opalona już w lutym, może sobie pozwolić na spędzanie czasu w cieniu, siedząc godzinami na barowym stołku w barze Przystań, paląc slimy, popijając Sexem On The Beach i ogólnie roztaczając wokół siebie atmosferę naładowanej erotyzmem tajemniczości. Dopóki nie zadzwoni jej komórka i królowa fal nie odezwie się: "Czego? Nie zawracaj mnie tera głowy, nie? Nie mam tera czasu".

Tradycyjna rodzina ze Śląska - tu wciąż zachowana jest hierarchia. Cała rodzina czeka, aż głowa i żywiciel rodziny pierwszy skosztuje jajeczko, aby i oni mogli się rozkoszować nadmorskim piknikiem. Nie tkną niczego, zanim ojciec nie da znaku, bo porządek musi być. Oczywiście zapobiegliwa żona przyniosła ze sobą na plażę jajka, ogórki, pomidory, kanapki, kabanosy, rzodkiewki, drożdżówkę itp. w czterech wiklinowych koszach. Żona idzie się wykąpać wtedy, kiedy chce tego mąż, i wychodzi z wody wtedy, kiedy chce tego mąż. Tu feminizm się nie przyjmie.

To nie to, co rodzina trójmiejskich liberałów : pokryte tatuażami i kolczykami (w wargach, brwiach, języku i pępku) dzieci rozmawiają z opalającą się topless matką o najlepszych sposobach antykoncepcji przed czekającą je dziś w nocy imprezą. Ojciec - zabiegany karierowicz - stuka nerwowo w laptop, bo przecież nie można wziąć urlopu od wolnego rynku.

Surfer - wie, że całe życie wyszło na ląd z wody, ale zupełnie niepotrzebnie zeszło z plaży i weszło na twardy grunt, tworząc cywilizację. Dla niego cała ewolucja mogłaby się z powodzeniem skończyć na piasku. Surfer mieszka na plaży, gdzie założył swoją szkołę surfingu, windsurfingu, kitesurfingu, aquasurfingu i stu innych jego odmian, które polegają na tym, by ryć po tafli wody z prędkością rajdowego porsche i czuć, jak adrenalina uderza do mózgu. Dla surfera liczą się tylko fale. Surfer jest dobrze zbudowany, opalony i wysmagany słoneczną bryzą. Zupełnym jego przeciwieństwem jest...

Metroseksualny inaczej - ten facet nie załapał się na ostatnie trendy w modzie męskiej, depilację rąk, krem na zmarszczki pod oczy i chodzenie w sukienkach, czy w czym tam teraz chodzą modni faceci. On zachowuje tradycyjne męskie atrybuty - wywalony do przodu bebech wchodzący na uwydatniające jego męskie atrybuty kąpielówki. Pokryty tatuażami przedstawiającymi kotwice i kobiece imiona uważa, że czasy Davida Beckhama skończyły się bezpowrotne (choć dla niego nigdy się nie zaczęły).

Bob Budowniczy - malec, przedszkolak, który jak tylko wejdzie na plażę, zaczyna ryć w piasku, i robi to przez następnych 8 godzin bez ustanku. Potrafi np. budować nadmorskie autostrady na piasku. Ten zapał nieco mu przejdzie, gdy wydorośleje, bo wtedy zrozumie, że w Polsce jedyne autostrady buduje się na wykresach w ministerstwie.

Intelektualista - przychodzi na plażę z książką Zygmunta Baumana "Ponowoczesność jako źródło cierpień" oraz Agnieszki Graff "Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym". Jest jednak zbyt gorąco i w takim upale naprawdę niewiele można z tego zrozumieć. Intelektualista biegnie więc do kiosku po "Niebezpieczny pocałunek" Jackie Collins, na który nakłada okładkę z książki Graff. Tuż obok intelektualisty przechadza się...

polityk - przyjeżdża nad morze jako urzędujący premier. Rybakom obiecuje pieniądze z Unii, plażowiczom dobrą pogodę. Z troską wypowiada się o jakości nadmorskich latryn. Wieczorem popełnia błąd, spotyka się w Sopocie z Donaldem Tuskiem. Na drugi dzień nie jest premierem. Trzeba było spotkać się z Tuskiem incognito, w kąpielówkach, w barze Przystań, pośród innych gołych ciał, to nikt by go nie zauważył, a nie latać wszędzie z rzucającymi cień ochroniarzami. Za karę wraca na komisarza do stolicy.