LPR agitowała pod Jasną Górą

Blisko 200 tys. pielgrzymów przybyło na Jasną Górę na święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. LPR przywiozła transparent z szubienicą i zbierała podpisy za karą śmierci


Na Jasnej Górze modliło się wczoraj ok. 200 tys. ludzi. Homilię wygłosił prymas Polski kardynał Józef Glemp. Apelował o ochronę takich wartości jak praca, małżeństwo, miłość, rodzina, prawda i sprawiedliwość, a zarazem ubolewał nad ich zanikiem. Przywołał relację z tegorocznego Przystanku Woodstock. - Młoda dziewczyna na pytanie dziennikarza, co dla niej znaczy Polska, odpowiedziała: "Nic". A po chwili zastanowienia powtórzyła, już dobitniej: "Nic". Ale to nie wódz Woodstock ponosi winę za taką odpowiedź, on tylko ułatwia jej upublicznienie. I nie chodzi tu tylko o Polskę, bo negacja może dosięgać wielu innych wartości.

Ratunkiem jest - według Prymasa - wewnętrzne odnawianie przymierza z Bogiem i ślubów z Maryją: - W ślubach zawsze chodzi o dwustronną umowę, Maryja przyjmuje i spełnia prośby, a drugiej strony człowiek powinien dotrzymać Jej swoich przyrzeczeń. Podobnej łaski i ja doznałem: stan wojenny zastał mnie 13 grudnia na Jasnej Górze. Modliłem się, co zrobić, ale odjeżdżałem niepocieszony. A jednak wróciwszy do Warszawy, wygłosiłem krótkie przemówienie wzywające do spokoju. To Ona podsunęła taki sposób, który pomógł uniknąć rozlewu krwi.

Prymas przypomniał też historię ślubów jasnogórskich: - Niebawem minie 50 lat od Ślubów Jasnogórskich Narodu Polskiego. Ich podmiotem był naród, wolny przed Bogiem i proszący o wolność społeczną. Śluby doprowadziły do zjednoczenia Polaków, a potem do rzeczy nieoczekiwanych, do wielkiego i niezwykłego daru - wyboru kardynała Karola Wojtyły na Ojca Świętego. A Jan Paweł II właśnie na Jasnej Górze zawierzył Matce Boskiej cały Kościół powszechny w 1979 roku.

Zioła i kwiaty

Wierni nadciągali na błonia od rana: noc spędzili na modlitewnym czuwaniu w klasztorze, obozowiskach na polu namiotowym, a nawet - mimo deszczu i zimna - na ławkach w parku. Święto Wniebowzięcia Matki Bożej jest nazywane popularnie Matką Boską Zielną, stąd wielu pątników przynosiło pod szczyt bukieciki kwiatów, zbóż i ziół. - Co rok przyjeżdżam do Częstochowy z wianuszkiem własnoręcznie uplecionym z kwiatów i rozchodnika do poświęcenia. To taka tradycja, żeby się w przyszłym roku w plonach darzyło - mówiła pani Maria, która przyjechała pociągiem spod Lublina.

Wśród pielgrzymów nie brakowało gości z zagranicy - grupki przyjezdnych miały opaski na rękawach lub trzymały w rękach flagi Słowacji, Węgier, Francji, Włoch.

Na błoniach spotkały się różne światy. Były ledwo ubrane, rozchichotane dziewczyny - dekolty, odkryte brzuchy, minispódniczki - i był starszy, upominający innych pan ze sztandarem Radia Maryja oraz zatkniętym na kiju globusem z wbitą weń polską flagą i posążkiem Maryi na biegunie północnym. I całe spektrum pomiędzy.

Pielgrzymka upartyjniona

Na trybunie honorowej był wiceprezes LPR Wojciech Wierzejski (miał się konsultować z biskupami w sprawie wprowadzenia zakazu aborcji), ale najważniejszym ze świeckich VIP-ów był wicepremier Andrzej Lepper. Prymas pozdrowił "wicepremiera i ministra rolnictwa", nie wymieniając nazwiska Leppera, ale od polityki nie było ucieczki. Pielgrzymów idących na Jasną Górę witały LPR i Samoobrona. Liga niewielką szubienicą z wisielcem na transparencie reklamującym karę śmierci oraz pismem "Racja Polska" z Benedyktem XVI na okładce przedniej i logo LPR na tylnej, zaś Samoobrona - ulotkami z przesłaniem od Andrzeja Leppera.

Im bliżej klasztoru, tym więcej agitacji. Pielgrzymi slalomem mijali działaczy MW, LPR i Samoobrony. - Jest nas około 80. Mamy do rozdania ze 100 tys. "Racji" - usłyszałem od jednego z wszechpolaków. - Ale nie w trakcie mszy, no, chyba że jakaś większa grupa wychodzi.

- Nie agitowaliśmy w czasie mszy, ustawiliśmy się w pewnej odległości od klasztoru - powiedział mi po mszy Tomasz Filak, szef koła MW w Częstochowie. Pochwalił się tysiącem podpisów za karą śmierci zebranych w półtora dnia. - Podpisują głównie młodzi. Reakcje są różne, czasem nas wyzywają, ale wczoraj na przykład podpisała się prawie cała pielgrzymka, łącznie z księżmi i zakonnikami - mówi Filak.

Karolina Justyniak i Kamil Gacki z Dąbrowy Górniczej do Częstochowy szli siedem dni. Politycznymi straganami przed klasztorem byli zdegustowani, a zbieraniem podpisów za karą śmierci na ulicy jeszcze bardziej. - To nie miejsce na politykę. Przychodzimy tu modlić się o pokój, a ktoś chce, żebyśmy ot tak, od niechcenia poparli karę śmierci - mówili.