Korespondent ''GW'' aresztowany przez Hezbollah

Reporter Mariusz Zawadzki w poniedziałek wyruszył na motorze na wyprawę po ogarniętym wojną południowym Libanie, tuż przy granicy z Izraelem. Zbierał materiały do reportażu m.in. w mieście Tyr i w Kanie, gdzie w ostatnią niedzielę w wyniku izraelskiego nalotu zginęło co namniej 60 osób
We wtorek po południu Mariusz wracał z Kany do Bejrutu. Nagle drogę zajechało mu wielkie bmw. Wyskoczyli z niego uzbrojeni członkowie bojówek Hezbollahu.

Korespondent "Gazety" został przez nich aresztowany i przewieziony do opuszczonej chaty. Był przesłuchiwany i przetrzymywany przez kilka godzin.

- Podejrzewali, że jestem szpiegiem - opowiada Mariusz. - Byłem podejrzany, bo nie miałem aparatu fotograficznego, laptopa, przewodnika, samochodu, a więc nie miałem tych wszystkich rzeczy, które ich zdaniem powinien mieć dziennikarz. Miałem też wojskową mapę Libanu, którą skserowałem w Bejrucie.

Bojownik Hezbollahu, który przesłuchiwał Mariusza, twierdził, że w Libanie zatrzymano już kilkudziesięciu szpiegów, którzy wskazywali wojskom Izraela cele naziemne.

Wszystko zakończyło się jednak pomyślnie. Wieczorem bojówkarze Hezbollahu zdecydowali się wypuścić polskiego dziennikarza. Mariusz dotarł już bezpiecznie do Bejrutu.

Mariusz Zawadzki jest reporterem działu zagranicznego "Gazety Wyborczej" od 2003 r. Wielokrotnie podróżował do Iraku. Był też wysłannikiem "Gazety" do Strefy Gazy i Izraela.

W czwartek "Gazeta Wyborcza" opublikuje reportaż o wyprawie Mariusza. Słuchaj też jutro rano radia TOK FM.