Jak powstało państwo faraonów

Nie byłoby wspaniałej cywilizacji doliny Nilu, gdyby nie gigantyczne susze w północnej Afryce. To one sprawiły, że pasterze z Sahary stali się rolnikami
Badania archeologa Rudolpha Kupera i geologa Stefana Kröpelina, których pracę publikuje dziś "Science", jeszcze raz potwierdzają, że klimat odgrywał i nadal odgrywa olbrzymią rolę w dziejach ludzkości. W przypadku państwa faraonów była to rola decydująca.

Teza niemieckich badaczy z uniwersytetu w Kolonii, że zanik opadów deszczu doprowadził do rozkwitu cywilizacji nad Nilem, brzmi o tyle przewrotnie, że susze zwykle sprowadzają głód, biedę i wojny, przyczyniając się do upadku państw, a nawet całych regionów. Tym razem było oczywiście podobnie - podkreślają naukowcy. Wolta klimatu zniszczyła bowiem całkiem nieźle prosperujące społeczności nomadów - wędrownych pasterzy, którzy mieszkali na terenach dzisiejszego Egiptu, Sudanu, Libii i Czadu. Atak suszy zmusił ich do ucieczki, a niektórych do zmiany stylu życia z koczowniczego na osiadły.

- Niektórzy nomadzi przeobrazili się w rolników, inni pozostali wędrownymi pasterzami - mówi prof. Kuper prowadzący od kilkudziesięciu lat badania we wschodniej części Sahary. - Dziś jest to bezludna pustynia, na której jednak zachowało się sporo śladów pobytu ludzi, którzy mieszkali tu dawno temu, zanim wywędrowali na południe i wschód - dodaje Kuper.

Ta wielka migracja miała miejsce ok. 7 tys. lat temu. Badacze postanowili odtworzyć jej przebieg, a także wcześniejsze losy zaginionej cywilizacji pasterskiej, na podstawie licznych znalezisk archeologicznych odkrywanych w ostatnich dekadach. Do szczegółowej analizy wybrali blisko 150 najważniejszych stanowisk, odtwarzając dzięki nim burzliwe dzieje wschodniej Sahary od schyłku ostatniej epoki lodowej 14 tys. lat temu aż do momentu, gdy północna Afryka znów została zasypana przez piasek i gruz skalny, który pokrywa ją do dziś. By ustalić kolejność zdarzeń, badacze wykonali gigantyczną pracę, datując aż kilkaset przedmiotów pozostawionych przez prehistorycznych mieszkańców tych terenów.

- Ta wiedza ułatwi nam znalezienie odpowiedzi na kluczowe pytania, dlaczego i jak doszło do powstania cywilizacji państwa faraonów, która w krótkim czasie osiągnęła tak wysoki poziom rozwoju. Nic nie ujmując ludziom, sądzimy, że klimat odegrał tu pierwszorzędną rolę - mówi Kuper.

Sawanna rusza na północ

Wschodnia Sahara, której historią zajęli się badacze, ma powierzchnię ok. 2 mln km kw. Jej granicę stanowi na wschodzie dolina Nilu, na zachodzie sięga ona po góry Tibesti w Czadzie. Ten obszar wielkością równy Europie Zachodniej jest dziś gigantyczną pustynią, w której centrum opady deszczu nie przekraczają 2 mm na rok (dla porównania w Polsce wynoszą ok. 650 mm).

Od dawna nie mieszka tu prawie nikt, co - jak podkreśla Kuper - ma tę zaletę, że współczesne osadnictwo nie zniszczyło śladów dawnego pobytu ludzi. Kiedy badacze wykopują w piasku jakiś przedmiot, często są pierwszymi od tysięcy lat ludźmi, którzy go oglądają.

- Rozmieszczenie stanowisk archeologicznych oraz datowanie odkrytych tam śladów bytności człowieka niezbicie dowodzą jednego - wschodnia Sahara tylko przez względnie krótki czas była miejscem nadającym się do życia - mówi Kuper.

Kraina ta zaczęła być gościnna dla ludzi ok. 10,5 tys. lat temu, kiedy dzięki obfitym deszczom pokryła się bujną sawanną, z licznymi jeziorami i gęstą siecią strumieni i rzek. Potwierdzają to badania geologiczne, które prowadzi między innymi Kröpelin. - Wcześniej, czyli podczas ostatniej epoki lodowej i zaraz po jej zakończeniu, był tu głównie piasek. Wszystko odmieniło się dość raptownie, kiedy strefa tropikalnych deszczów przesunęła się na północ aż o 800 km - opowiada uczony.

Z ludzkiej perspektywy było to nagłe wydarzenie. W ciągu zaledwie paru pokoleń na Saharze znikła pustynia, a pojawiła się sawanna. - Jeszcze jeden przykład na to, jakie salta potrafi wykonać klimat. To przestroga także dla nas - komentuje Kröpelin.

Trzy tysiące lat prosperity

Na martwej do niedawna ziemi, którą pradziadowie omijali z daleka, ich prawnuki zaczęły wypasać krowy i polować na dziką zwierzynę. Na zieleniącą się Saharę pasterze przybywali głównie z południa. Pozostałości ich tymczasowych osiedli archeolodzy odnajdują na całym terenie. Co ciekawe, jak wynika z badań niemieckich naukowców, brzegi Nilu były w tym czasie prawie niezamieszkałe. Ludzie najwyraźniej woleli zdrowsze powietrze wyżyn i gór niż zabagnioną wówczas i malaryczną dolinę.

Kuper i Kröpelin twierdzą, że tą szczęśliwą odmianę losu przyniósł mieszkańcom północnej Afryki monsun, który dmuchnął wilgotnym powietrzem znad oceanu, tak jak to czyni do dziś w Azji Wschodniej i w Indiach. - Bez deszczów monsunowych regiony te czeka ten sam los, jaki spotkał północną Afrykę, kiedy po 3 tys. lat skończył się okres klimatycznego prosperity - mówi Kuper.

Około 7,3 tys. lat temu monsun odszedł równie nagle, jak się kiedyś pojawił, odbierając ludziom żyzne pastwiska, na których teraz pasły się już nie tylko krowy, ale także owce i kozy. Znikały także tereny łowieckie. Z wyjątkiem kilku dużych oaz, gdzie dało się jeszcze dość dobrze żyć, wszędzie z trawą wygrywał piasek. Ludzie uciekali znów na południe w kierunku Sudanu, porzucając swoje saharyjskie osady, zabierając ze sobą jedynie krowy. W ich hodowli specjalizują się do dzisiaj. - Na Bliskim Wschodzie zbieracze, łowcy i nomadzi stali się farmerami, tu było odwrotnie - zauważa Kuper.

Zmiana klimatu na bardziej suchy sprawiła jednak, że atrakcyjnym miejscem do zamieszkania stała się natomiast dolina Nilu. Mokradła na jej dnie częściowo wyschły, a regularne wylewy rzeki dostarczały żyznego mułu. Około 7 tys. lat temu mieszkali już tam rolnicy uprawiający jęczmień i pszenicę. Wiedza ta przyszła z Bliskiego Wschodu. Ale w wielu stanowiskach archeologicznych - jak zauważają Kuper i Kröpelin - odnaleziono też ślady pobytu naszych znajomych z Sahary.

Najwyraźniej koczownicy mieszkający bliżej doliny wielkiej rzeki uznali, że nie warto wędrować na południe. Zostali więc w Egipcie, a kult byka i odnajdywane pochówki tych zwierząt świadczą o tym, że szybko stali się ważnym składnikiem krajobrazu kulturowego rodzącej się cywilizacji. Ich drogi z tymi, którzy powędrowali do Sudanu i dalej na południe, rozeszły się na dobre, kiedy ok. 5 tys. lat temu klimat stał się tak suchy, że pustynia w północnej Afryce zajęła większą powierzchnię niż dzisiaj, a Saharę zaczęto nazywać "krainą diabła i śmierci".