Tusk: Zmiany PiS w ordynacji to zamach stanu

pi, Dominik Uhlig, PAP
2006-07-20 , aktualizacja: 20.07.2006 00:00
A A A Drukuj
Szef PO Donald Tusk ocenił jako "swoisty zamach stanu na uprawnienia wyborcze" projekt zmian w ordynacji wyborczej do samorządów autorstwa PiS.
Donald Tusk
fot. Damian Kramski / AG
Donald Tusk
ZOBACZ TAKŻE
Projekt zakłada, że komitety wyborcze startujące w wyborach samorządowych mogłyby zawierać umowy o wspólnym podziale mandatów. Powstawałyby zatem tzw. grupy list; wyniki poszczególnych komitetów (list) objętych umową byłyby sumowane, a mandaty dzielone między listy proporcjonalnie.

Tusk przypomniał, że PO chce, by we wszystkich szczeblach wyborów samorządowych wprowadzić okręgi jednomandatowe i popiera w tej sprawie projekt Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej. "Idea okręgów jednomandatowych i ordynacji większościowej nie sprzyja żadnej partii politycznej, natomiast sprzyja ludziom" - powiedział Tusk w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie.

Na czym polega projekt zmian w ordynacji

Kilka komitetów (np. Samoobrona, PiS, LPR) może zawrzeć umowę, że w wyborach wystawią własne listy wyborcze, ale po wyborach zsumują wyniki i na tej podstawie komisja wyborcza przydzieli im łączne mandaty. Aby taki mechanizm zadziałał, grupa list musi zdobyć powyżej 10 proc. Jeśli mniej - to każda lista partyjna dostaje mandaty oddzielnie.

Co to daje? Jeśli np. lista PiS zdobędzie 8 proc. głosów, lista LPR 3 proc. i lista Samoobrony 2 proc. - mają razem 13 proc. głosów. Startując oddzielnie, LPR i Samoobrona znalazłyby się pod wyborczym progiem (5 proc.) - ale dobry wynik PiS wprowadza ich kandydatów do samorządu.

Takie rozwiązanie obowiązywałoby w wyborach samorządowych w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców, w sejmikach wojewódzkich i radach powiatów.

- Taka propozycja to konsekwencja koalicji wyborczej i możliwość przeniesienia do samorządów tego, co jest w kraju. Ale przymusu nie ma. Lokalna Liga, PiS czy Samoobrona wcale nie muszą zawierać takiego bloku - przekonywał "Gazetę" Arkadiusz Czartoryski, poseł komisji samorządu terytorialnego, do niedawna wiceminister spraw wewnętrznych.

Oburzenie opozycji

Opozycja jest oburzona. - To próba ustawowego zmuszenia PO, by poszła do wyborów sama i się osłabiła albo zawarła koalicję z partią, z którą nie chce jej zawiązać [SLD]. To nie mieści się w żadnych normach cywilizacyjnych państw demokratycznych - mówił wzburzony poseł PO Adam Szejnfeld.

W liście otwartym do marszałka Marka Jurka protestuje też SLD. Posłowie tej partii piszą o "skandalicznym przykładzie łamania zasad i trybu prac nad ustawami regulującymi ustrój państwa". Przypominają, że przed rokiem Jarosław Kaczyński, Marek Kotlinowski i Zbigniew Ziobro kategorycznie sprzeciwiali się manipulacji przy ordynacji wyborczej. Wtedy SLD i PSL powstrzymał przed zmianą ordynacji do Sejmu marszałek Cimoszewicz i prezydent Kwaśniewski.

- Marszałek Jurek nie wzoruje się na autorytecie marszałka Cimoszewicza, a prezydent na prezydencie Kwaśniewskim. Dlaczego mieliby robić to, co robili poprzednicy? - mówi nam Czartoryski. I dodaje: - Zmiana reguł jest nie fair, kiedy utrudnia obywatelom korzystanie z demokracji. A my nie podnosimy przecież poprzeczki komitetom ani obywatelom. Można startować jako komitet wyborców, partia, koalicja. My poszerzamy tę paletę o bloki wyborcze. Z koalicji wynikałaby tylko jedna lista. My nie mamy takiej woli, chcemy, żeby były trzy listy - przekonywał "Gazetę".

Koalicja wiedziała, że jej propozycja wywoła w Sejmie burzę i dlatego w środę wieczorem na posiedzeniu Konwentu Seniorów zaproponowała, by ustawę rozpatrzono w nocy ze środy na czwartek. Wycofała się, kiedy PO zagroziła bojkotem exposé premiera Kaczyńskiego. Rozpatrywanie tego punktu odsunięto na dziś.

- Chcieliśmy załatwić tę sprawę szybko, kiedy media były zajęte exposé premiera. Teraz może być nam trudniej - mówił wczoraj "Gazecie" jeden z posłów Samoobrony.

Podziel się