Polscy niewolnicy wyzwoleni

19.07.2006 00:00
Pracowali od 3 rano do 21 pod nadzorem uzbrojonych strażników. Byli szczuci psami, bici, gwałceni. Śledztwo ma wyjaśnić, czy tajemnicze samobójstwa w obozie były zabójstwami
W operacji "Ziemia obiecana" włoscy karabinierzy i polska policja rozbili międzynarodowy gang zmuszający Polaków do niewolniczej pracy na polach Orta Nova w regionie Apulia we Włoszech.

- O 2 nad ranem uwolniono 113 Polaków - poinformowali wczoraj wspólnie komendant główny policji Marek Bieńkowski i kpt. Francesco De Lellis ze Specjalnej Grupy Operacyjnej włoskich karabinierów w Rzymie.

W obu krajach o tej samej godzinie zatrzymanych zostało 25 osób. We Włoszech aresztowani zostali szefowie struktury, właściciele sześciu obozów pracy w pobliżu Orta Nova: trzej Polacy, dwóch Ukraińców i Algierczyk.

Aresztowany został też Pompeo T., jeden z plantatorów. On kontaktował gangsterów z właścicielami ziemskimi. Wobec kilku z nich wszczęto już "postępowania wyjaśniające".

Włoski sędzia śledczy postawił aresztowanym zarzuty: udziału w grupie przestępczej, handlu ludźmi i "wprowadzania w stan niewolnictwa". Grozi za to od czterech do 20 lat więzienia. Kpt. De Lellis: - Następnych aresztowania to kwestia godzin, najwyżej dni.

A potem rozwikłane mają być cztery tajemnicze samobójstwa, a może raczej upozorowane zabójstwa, jak śmierć dwudziestokilkuletniej dziewczyny, która miała zostać zakopana na plaży, czy strażnika, który został znaleziony powieszony w pociągu, ale są podejrzenia, że został zamordowany, bo chciał przejąć jeden z obozów.

- Są też zeznania dotyczące gwałtów, stręczycielstwa, ciągnięcia za samochodem na łańcuchu - mówi prok. Krzysztof Urbaniak.



Pisaliśmy o tym rok temu

- Artykuły "Gazety" otwierają akta tej sprawy - mówi dyr. Paweł Biedziak z KGP. O obozach pisaliśmy rok temu w sierpniu. Włoscy karabinierzy przeprowadzili wtedy pierwszy najazd na Orta Nova, gdzie w zwierzęcych warunkach przebywali polscy pracownicy. Polacy mieszkali w budynkach ogrodzonych drutem kolczastym, bez światła i wody, całą dobę pilnowani przez uzbrojonych strażników.

Przesłuchano wówczas 94 Polaków. Tylko kilkoro z nich przełamało strach i zdecydowało się mówić: o pracy od 3 rano do godz. 21, o zakazie opuszczania obozu, biciu, gwałtach (w zeznaniach jest relacja o gwałcie na kobiecie na oczach jej męża).

Opisaliśmy też, jak działała przestępcza siatka. Polacy rekrutowani byli do pracy w Polsce przez ogłoszenia w gazetach i w internecie, następnie przewożeni do Włoch. Na miejscu w okolicach Foggii rozwożeni do miejsc zakwaterowania skoncentrowanych na terytorium pomiędzy Orta Nova, Cerignola, Ascoli Satriano w regionie Apuli aż po Lavello w Basilicacie. Na obozy zamienione zostały opuszczone gospodarstwa bez ogrzewania, sanitariatów, światła i wody.

Za podróż do Włoch i pracę Polacy płacili pośrednikom ok. 150-200 euro. Na miejscu obiecywano im pięć euro za godzinę. Wypłaty były nieregularne, często na koniec sezonu. Nie przekraczały jednego euro za godzinę, bo od zarobionych pieniędzy odejmowane były koszty zakwaterowania, żywności, papierosów.

Gangsterzy zarobili - według wstępnych szacunków kpt. De Lellisa - co najmniej kilkaset tysięcy euro. Pieniądze inwestowali w handel narkotykami i prostytucję. Włoski wymiar sprawiedliwości zajął kilka kont bankowych.



Dlaczego efekty śledztwa widać dopiero po roku?

- Pierwsze dwie osoby zatrzymaliśmy we wrześniu 2005 r. na przejściu w Cieszynie, kolejne pięć w styczniu 2006 r. w Katowicach, ale sprawa prowadzona była najpierw pod kątem oszustw przy organizowaniu wyjazdów do pracy - wyjaśnia zastępca prokuratora okręgowego w Krakowie Krzysztof Urbaniak. - Teraz stawiać będziemy zarzuty udziału w grupie przestępczej i handlu ludźmi.

We Włoszech sprawę niewolniczego wykorzystywania Polaków przenoszono od karabinierów do Guardia di Finanza, z Foggii do Bari. Dopiero w lutym rozpoczęło się śledztwo prowadzone w ścisłej tajemnicy przez komórkę antymafijną z Bari. Karabinierzy kontrolowali rozmowy telefoniczne osób zamieszanych w handel ludźmi, wskazywanych między innymi podczas przesłuchań tych, którym udało się uciec. Obserwowali też obozy i ich właścicieli.

Najgroźniejsi z nich byli dwaj Ukraińcy mieszkający w tym kraju od siedmiu-ośmiu lat. Spośród Polaków - Andrzej W., właściciel jednego z obozów, i Mariusz P., jeden z najbrutalniejszych strażników (bił metalową rurą, groził bronią). - Mamy zeznania 300 pokrzywdzonych i 700 kolejnych wytypowanych do przesłuchania - informuje Bieńkowski. Policja prosi jednak o zgłaszanie się ludzi, którzy byli w tych obozach.

Są więc dwa śledztwa - włoskie i krakowskie. W wymianie informacji pomaga Europol.

W rozpracowaniu szajki pomogło zaangażowanie polskiej ambasady w Rzymie, do której docierały sygnały o Polakach, którzy wyjechali "z ogłoszenia" i przepadali. Ambasador Michał Redlicki wielokrotnie sam jeździł do Apulii, by sprawdzać doniesienia i próbował skłonić policję do działania.

Likwidacja po roku kolejnych obozów tej samej szajki i w tej samej okolicy, o której przed rokiem pisaliśmy, może wskazywać, że proceder odbywał się za przyzwoleniem mieszkańców. - Prawdopodobnie wiedzieli o tym przynajmniej właściciele tamtejszych gospodarstw, którzy zarabiali na pracy Polaków - mówi rzecznik polskiej ambasady w Rzymie Wojciech Unolt.

Pomoc poszkodowanym zaoferował polski konsulat w Rzymie. Konsul Anna Bednarek: - 24 Polaków przewieziono autobusem do Bari, skąd będą mogli wrócić do Polski. Pozostali prawdopodobnie zdecydowali się zostać we Włoszech.

Rodziny, które podejrzewają, że ich zaginieni bliscy mogą znajdować się wśród uwolnionych wczoraj osób, powinny kontaktować się z polskim konsulatem honorowym w Bari pod numerem +39 80 49 54 125.

Zobacz najnowsze wideo

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje