Archeolodzy z PAN odkryli na zamku w Malborku polską mennicę produkującą królewskie dukaty. Przy okazji badaczom trafił się skarb, browar, a także... średniowieczna piekarnia
Fot. Marzena Hmielewicz / AG
Zamek krzyżacki
Trudno w to uwierzyć, ale w stolicy Zakonu Krzyżackiego bito polską monetę. Tak naprawdę to najpierw ją podrabiano. Na Zamku Wysokim, tuż obok apartamentów wielkiego mistrza, funkcjonowały dwie mennice. Ich zadaniem była nie tylko produkcja krzyżackich środków płatniczych. Powstawały tu także fałszywki, które eksportowano do Polski, podkopując tym samym nasz system monetarny. Polski pieniądz, tym razem już nieoszukany, bito tu także po pokoju toruńskim w 1466 roku. Wtedy Malbork wraz z dużą częścią Pomorza stał się częścią Korony Polskiej.
W latach 1584-85 i 1592-1601 funkcjonowały na malborskim przedzamczu dwie królewskie fabryki pieniędzy. Bito w nich nawet złote dukaty. Do naszych czasów dotrwał zapis przeglądu zamku przez starostę Jakuba Szczepańskiego, w którym znajdziemy opis mennicy funkcjonującej do początków XVII wieku. Z dokumentu dowiadujemy się, że wcześniej trzymano tu woły i że prasa do wyciskania monet przypominała podobny wynalazek Leonarda da Vinci.
- Dokładne informacje zawarte w dokumencie sprawiły, że pokusiliśmy się o odszukanie dawnej królewskiej fabryki pieniędzy - mówi dr Maria Dąbrowska z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie. - Dla naukowców to prawdziwa gratka, ponieważ dotąd polskie mennice królewskie znamy jedynie z opisów. Tu zaś liczyliśmy na konkretne zabytki.
Na początku zamiast oczekiwanych sprzętów do topienia i kucia metalu, oczom badaczy ukazały się pozostałości starościńskiego browaru z XVII wieku. Dopiero pod nim natrafiono na stopioną od bardzo wysokiej temperatury ziemię i cegły oraz konkret w postaci resztek tygli do topienia metali. Ze znalezionych kawałków udało się odtworzyć jeden. Można było w nim wytopić od 15 do 20 kg kruszcu.
- Nie udało nam się niestety znaleźć nic z tutejszej produkcji. Na pociechę trafił nam się skarb złożony z 32 monet polskich i szwedzkich z drugiej połowy XVII wieku, które ktoś dziwnym zrządzeniem losu tutaj akurat zakopał - mówi dr Dąbrowska.
Spalona ziemia i cegły oraz pozostałości tygli, choć jednoznacznie świadczące o dawnym przeznaczeniu tego miejsca, nie usatysfakcjonowały archeologów. Mając nadzieję na coś więcej, kopano dalej - po drugiej stronie murów dawnego browaru. Nieoczekiwanie spod ziemi wyłoniły się tu komin i piec, tyle że służyły one najprawdopodobniej jeszcze Krzyżakom do wypieku chleba. Prace archeologiczne na malborskim podzamczu zakończą się 15 sierpnia.