W ten sposób łodzianie protestowali przeciwko niemiłej przygodzie, jaka spotkała Stacey Tormę, 22-letnią studentkę fotografii z Youngstown University. Amerykanką przyjechała do Łodzi wraz z dwojgiem profesorów, którzy przygotowują warsztaty studenckie dotyczące konserwacji i rewitalizacji zabytków oraz ochrony konserwatorskiej. Zadaniem Stacey było dokumentowanie wizyty, a zwłaszcza uwiecznienie łódzkiej architektury przemysłowej. W ubiegły wtorek miała sfotografować kilkanaście miejsc, m.in. budynek przy ul. Wodnej 11/13, gdzie od kilku lat mieści się fabryka amerykańskiego koncernu Gillette. Jej profesor Helene Sinnreich z YU tłumaczyła: - Mamy informacje o przedwojennej historii fabryki istniejącej pod tym adresem i dokument z czasów wojny, kiedy tam funkcjonowała firma niemiecka.
Na ul. Wodnej Stacey stanęła po drugiej strony ulicy i sfotografowała budynek z perspektywy. Wtedy pojawił się ochroniarz. Zaprowadził ją do pokoju i zamknął drzwi na klucz. Wkrótce przyszedł przedstawiciel firmy, mówiący po angielsku. Wypuścił Amerykankę dopiero wtedy, gdy z aparatu usunęła zdjęcia fabryki.
Prawnicy nie mają wątpliwości, że obaj nie mieli prawa tak postępować: - Nie można nikogo pozbawić wolności i w ten sposób zmuszać do czegokolwiek - mówił adwokat Szymon Byczko.
Przygoda Stacey opisana w sobotniej "Gazecie" zbulwersowała naszych forumowiczów. Postanowili zaprotestować. Wczoraj kwadrans po godz. 18 na Wodnej pojawiło się ponad dwadzieścia osób uzbrojonych w aparaty fotograficzne. - Jeżeli ktoś ma telefon z aparatem, to też zapraszamy - zachęcali gapiów.
Przez ponad piętnaście minut sfotografowali fabrykę ze wszystkich perspektyw. - Igor, nie podchodź za blisko do ogrodzenia, bo cię złapią! - żartował jeden z forumowiczów. Ochroniarze obserwowali ich z portierni, ale nie interweniowali. Nie zareagowali też policjanci, którzy przejeżdżali ul. Wodną.
Forumowicze solidaryzujący się ze Stacey rozdawali ulotki. "Chcemy, aby takie sytuacje nigdy więcej się nie powtórzyły. (...) Inwestorzy kupujący zabytkowe łódzkiego budynki, nie kupują ich historii i nie mają prawa zabraniać fotografowania ogólnie dostępnych miejsc. Przez działania ochroniarzy, takie jak w fabryce Gillette, nieliczni w Łodzi turyści zamiast wspaniałych wspomnień, mają traumatyczne przeżycia".
- Mam kilka tysięcy zdjęć łódzkich budynków - mówił Wiesław Kaczmarek z Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. - Wiele razy ochroniarze próbowali mi przeszkodzić, ale nigdy nie doszło do tak drastycznej sytuacji, jaka spotkała amerykańską studentkę.
Małgorzata Mejer z firmy Procter and Gamble, do której należy Gillette, zapewniała nas, że sprawa zostanie wyjaśniona. - Nie chcemy, aby ktokolwiek czul się źle potraktowany przez nasza firmę.
Tymczasem z budynku fabryki przy Wodnej zniknął zakaz fotografowania, który widniał tam jeszcze w piątek.