Rząd stara się stonować reakcje po artykule ''Tageszeitung''

Stosunków polsko-niemieckich nie zepsuje żaden prasowy artykuł - mówił wczoraj minister Andrzej Krawczyk. Rząd stara się tonować polskie reakcje wywołane obraźliwym wobec prezydenta artykułem ?tageszeitung?
Andrzej Krawczyk, który w Kancelarii Prezydenta odpowiada za sprawy międzynarodowe, powiedział nam wczoraj, że Polsce nie zależy na eskalacji dyskusji w sprawie artykułu w "tageszeitung".

Niemiecki satyryk porównał wnim polskiego prezydenta do kartofla, szydził z jego matki. Przypomnijmy - we wtorek polski premier Kazimierz Marcinkiewicz nazwał tekst "draństwem". Szefowa polskiego MSZ Anna Fotyga porównała stylistykę zawartą w tym artykule z niemieckim "Stürmerem".

- Już wcześniej mówiłem, że nie zależy nam na politycznej reakcji na ten oburzający tekst, ale raczej na wyrażeniu niezgody na sposób prezentowania w nim głowy zaprzyjaźnionego państwa przez niemieckie elity - powiedział "Gazecie" min. Krawczyk. Minister powiedział nam rano, że nawet jeśli przeprosin nie będzie, to ta sytuacja nie wpłynie na stosunki polsko-niemieckie, które są i pozostają bardzo dobre.

Wczoraj w południe było już jasne, że oficjalnych przeprosin nie będzie. Rzecznik rządu federalnego Ulrich Wilhelm powiedział, że rząd RFN z zasady nie wypowiada się o publikacjach prasowych dotyczących innych krajów. "Zarówno jeśli chodzi o treść, jak i o formę, artykuł odzwierciedla opinię jego autora, a nie rządu federalnego" - dodał.

Krawczyk stwierdził, że rozumiemy stanowisko niemieckie. Nie przeprasza też dziennik "tageszeitung", na którego ostatniej stronie 26 czerwca ukazał się wspomniany tekst: "Nowy polski kartofel. Złodziejaszki, co chcą opanować świat". To znaczy przeprosił - ale kartofla za to, że porównał go do prezydenta: "Drogi kartoflu, niniejszym serdecznie przepraszamy, że porównaliśmy ciebie z polskim prezydentem. Nie chcieliśmy ciebie tym obrazić. By nasz grzech odkupić, obiecujemy niniejszym, klnąc się na wszystkie świętości, że ciebie, drogi kartoflu, nigdy więcej nie podsuniemy w pobliże jakiegoś polityka".

Na pierwszej stronie dziennik umieścił artykuł w poważniejszym tonie autorstwa warszawskiej korespondentki dziennika Gabrieli Lesser opatrzony zdjęciem Kaczyńskiego. Tytuł brzmi: "taz-Satire wird Staatsaffäre" (satyra "taz" powodem afery międzynarodowej). Lesser pisze, że wPolsce nikt z dziennikarzy i polityków nie zauważył, że tekst jest publikowany na satyrycznych stronach gazety.

Dziennik stwierdza, że korespondentka może pakować walizki, bo "nowy rzecznik polskiego MSZ oświadczył, że jego resort nigdy nie będzie już rozmawiał zwysłannikiem tej gazety". Lesser dodaje, że z "Polakami nie ma żartów" i że otrzymuje anonimowe telefony z wyzwiskami i pogróżkami.

Wczoraj nie udało nam się skontaktować z korespondentką "taz". Rzecznik MSZ Andrzej Sadoś był zdumiony: - Pani Lesser zatelefonowała do mnie, w momencie gdy uczestniczyłem w obchodach rocznicy pogromu kieleckiego. Tłumaczyłem, że nie mogę w takiej chwili z nią rozmawiać - powiedział nam wczoraj.

-W Polsce z powodów historycznych bardzo cenimy wartość wolności słowa i będziemy odpowiadać na pytania wszystkich dziennikarzy, bez względu na tytuł, jaki reprezentują - dodał.