Inca Kola to jest to

Kochają ją miliony ludzi na całym świecie. Ma nieprzenikniony kolor, zdecydowany smak i opinię najlepszego napoju pod słońcem. Już od 120 lat nieprzerwanie króluje na ziemskim globie. Zawsze smaczna, zawsze orzeźwiająca. Zawsze Coca-Cola! Ale jest kraj, który jako jedyny, zdołał oprzeć się pokusie zawartej w szklanej butelce o smukłej talii i zamiast niej wybrał słodką Inca Kolę w kolorze blond. Tym krajem jest Peru.
Był rok 1939, kiedy imperium Coca-Coli, które zdołało już zawojować wszystkie kontynenty, ruszyło na podbój dawnego królestwa Inków. Heroldzi światowego koncernu, uzbrojeni w butelki z czerwono-białym logo, przybyli do Peru, by uświadomić jego mieszkańców, że Coca-Cola to jest to. Nie było łatwo. Peruwiańczycy mieli już własną kolę i nie zamierzali z niej tak łatwo rezygnować. Rozpoczęła się trwająca 60 lat batalia o podniebienia mieszkańców Andów. Początkowo szala zwycięstwa przechylała się na korzyść amerykańskiej "superprodukcji". Coca-Cola była świetnym dodatkiem do hollywoodzkich filmów, w których gwiazdy, jak Greta Garbo czy Johnny Weissmuller, popijały napój na bazie syropu karmelowego. A że każdy chciał być bliżej gwiazd, sale kinowe wypełniały się widzami, a żołądki widzów - brunatnym płynem. Jednak wraz z nadejściem ery szklanego ekranu i reklam telewizyjnych popularność Coca-Coli zaczęła spadać, aż w końcu smak Ameryki musiał ustąpić miejsca trunkowi lepiej trafiającemu w lokalne gusta. Trzeba było sięgnąć po inny oręż. Szef Coca-Coli Douglas Ivester dobył więc 200. mln dolarów i wykupił połowę akcji przedsiębiorstwa Lindleyów, producentów Inca Koli. Interes przypieczętował toastem wzniesionym peruwiańskim napojem, poznając przy tym słodko-gorzki smak porażki.

Złoto Peru

"Złota kola", jak określają swoją ulubienicę Peruwiańczycy, ma słodki, nieco mdły smak, który zawdzięcza werbenie cytrynowej, rosnącej w Peru. A może nie werbenie, lecz bananowi? - tego nikt nie jest pewien, bo receptura narodowego trunku Peru jest okryta tajemnicą. Jedno nie pozostawia wątpliwości - jak głoszą reklamy: "Inca Kola con todo combina", czyli pasuje do wszystkiego. Dlatego można ją znaleźć nie tylko w towarzystwie potraw narodowej kuchni, ale i chińszczyzny, czy nawet (o ironio!) - hamburgera. - W Peru istnieje sieć restauracji pod nazwą "Bembos", w których do posiłków serwuje się tylko Inca Kolę - mówi Slayla Musiałowska, Peruwianka mieszkająca w Polsce. - Żółty napój święci też triumfy w chifach, czyli chińskich jadłodajniach, bo jego słodki smak doskonale współgra z ostrymi potrawami Chińczyków - dodaje. Nic więc dziwnego, że i McDonald's nie pozostał obojętny na walory peruwiańskiego trunku i w latach 90. skojarzył BigMaca z Inca Kolą.

Inca Kolę piją w Peru wszyscy, a ten, kto jej nie pije jest coca-cola, czyli szalony. - Inca Kola kosztuje tyle samo co Coca Cola - 5 soli (około 5 zł) za litr - mówi Slayla. - Nie wszystkich na nią stać, a już szczególnie ubogą ludność z gór. Ale istnieją też tańsze podróbki Inca Koli o nazwie "Sol de Oro" i "Don Isac " - dodaje. Namiętności Peruwiańczyków do żółtego napoju nie podziela reszta świata. Dla wielu obcokrajowców peruwiański wynalazek wygląda jak siki i smakuje jak guma do żucia. Dlatego nie powiodło się przeszczepienie Inca Koli na obcy grunt, z wyjątkiem części Chile i Ekwadoru. - Inca Kolę można kupić poza granicami Peru, ale tylko w tych krajach, gdzie znajdują się duże skupiska peruwiańskich imigrantów: w USA, Hiszpanii, Japonii. W Polsce jej, niestety, nie ma - mówi z żalem Slayla.

Napój z peruwiańską duszą

"Inca Kola jest jedyna i niepowtarzalna. Towarzyszy nam w najważniejszych momentach naszego życia. Jednoczy nas i sprawia, ze czujemy się dumni z tego, że jesteśmy Peruwiańczykami, i że możemy dzielić się tym, co mamy najlepsze z resztą świata." Te górnolotne zwroty, przypominające hasła propagandowe, to opis produktu, jaki można znaleźć na stronie Inca Koli. Wystarczy je przeczytać, by nie mieć wątpliwości: Inca Kola to nie jakiś tam, pierwszy lepszy napój, lecz gwiazda największego formatu, będąca jedną z wizytówek Peru. Taki wizerunek napoju kreuje kampania reklamowa. "Inca Kola. Smak Peru" - głoszą slogany reklamowe, albo: "Inca Kola jest tylko jedna. Peru wie dlaczego". Jej lokalny smak wyraźnie stoi w opozycji do "globalnego" smaku Coca-Coli. Coca-Cola, jak podkreślają jej producenci, to "najpopularniejszy i najchętniej kupowany napój gazowany na świecie." Ale to nie wszystko. Coca-cola to również symbol Ameryki i amerykańskiego stylu życia, z popcornem i rock'n'rollem w tle. W przeciwieństwie do niej, Inca Kola najlepiej czuje się na rodzimym gruncie, w towarzystwie lomo saltado (jagnięcina), cebiche (surowa ryba lub owoce morza) czy arroz con pollo (ryż z kurczakiem) i skocznych rytmów. Inca Kola to napój peruwiański i dla Peruwiańczyków. Dlatego w spotach reklamowych widać twarz Peru w kilku odsłonach: seksowna brunetka, ksiądz, robotnicy na budowie, gospodyni domowa, młoda para. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, pełni życia. Łączy ich jedno - pragnienie, by napić się Inca Koli. To pragnienie jest dobrze znane wielu Peruwiańczykom. - Tęsknię za smakiem Inca Koli - wyznaje Slayla. - Za każdym razem, kiedy przyjeżdża do mnie rodzina z Peru proszę ich, żeby przywieźli mi Inca Kolę. Takich, jak Slayla są tysiące, porozrzucanych po całym świecie. Dla nich łyk Inca Koli to łyk narodowej tożsamości.