Prawie druga wojna krymska

Na Krymie trwa podsycana przez Rosjan wojna przeciw ukraińsko-amerykańskim manewrom oraz bunty samorządów domagających się nadania językowi rosyjskiemu oficjalnego statusu
Ale te konflikty mogą wyjść Ukrainie na dobre, bo wściekle kłócące się ze sobą o podział stołków w nowym rządzie ugrupowania pomarańczowych zaczynają rozumieć, że czas najwyższy znowu działać razem.

Wczoraj rano w krymskim porcie Feodozja ukraińska milicja zatrzymała trzech Rosjan, którzy próbowali wywiesić flagę Rosji na budynku sanatorium ministerstwa obrony. Mieszkają tam amerykańscy żołnierze przygotowujący ukraińsko-amerykańskie manewry "Sea Breeze".

Reporter gazety "Komsomolska Prawda" oraz dwaj działacze putinowskiej młodzieżówki Nasi protestowali w ten sposób przeciw - jak to nazwali - "NATO-wskiej okupacji Ukrainy". Milicja po kilku godzinach wypuściła zatrzymanych, a dziennikarzowi kazały opuścić kraj.

Obraz dzisiejszej Ukrainy w europejskich mediach jest fatalny. Wydaje się, że kraj lada moment rozpadnie się na dwie części.

Na wschodzie i na południu lokalne samorządy jeden po drugim podejmują decyzje o nadaniu językowi rosyjskiemu statusu "języka regionalnego". Takie uchwały przyjęli już radni miejscy Doniecka, Charkowa, Ługańska, Dniepropietrowska i Sewastopola. "Regionalnym" rosyjski został już też w guberniach donieckiej, ługańskiej i charkowskiej.

Jeśli uchwały rad miejskich i obwodowych wejdą w życie, język ukraiński zostanie wyrugowany z większej części wschodniej Ukrainy. Samorządy zdominowane przez partie prorosyjskie żądają już, by centralne władze w Kijowie prowadziły korespondencję z nimi po rosyjsku.

Najgoręcej w Feodozji

Najgorętszym punktem zapalnym jest dziś na Ukrainie krymski port Feodozja. Tam 27 maja zawinął amerykański okręt "Advantage", na pokładzie którego były 84 buldożery i ciężarówki oraz 74 kontenery ze sprzętem. Na Krymie wylądowało też 225 żołnierzy wojsk inżynieryjnych piechoty morskiej USA. Ich zadaniem było przygotowanie do planowanych na 12 czerwca wspólnych manewrów z armią ukraińską.

Te ćwiczenia odbywały się co roku już o dziewięciu lat i nigdy nie wywoływały protestów. Dziś pod bramą portu w Feodozji, gdzie na nadbrzeżu leżą nierozpakowane kontenery, stanęło miasteczko namiotowe. Przeciwnicy NATO dzień i noc pilnują, by wraży ładunek nie przedostał się na teren Ukrainy.

Szczególnie agresywne są starsze panie zwiezione tu z całej wschodniej Ukrainy przez prorosyjską Partię Postępowych Socjalistów. - Bronimy niepodległości Ukrainy przed agresją NATO! - wykrzykują, machając flagami Rosji w takt dudniących z głośników radzieckich pieśni "Wstawaj, ogromny kraju!" i hymnu ZSRR. Z dziennikarzem z Polski rozmawiać nie chcą. Każą się wynosić, bo jak nie, to poproszą zaprzyjaźnionych Kozaków, żeby mu "skopali tłustą imperialistyczną d...".

Na pomoc demonstrantom przyjechał z Moskwy Konstantin Zatulin, poseł Dumy marzący o odbudowie rosyjskiego imperium. Oliwy do ognia próbowali dolać jego koledzy z Dumy, protestując przeciw obecności wojsk NATO na Ukrainie. Dziś większość flag powiewających nad miasteczkiem namiotowym przy bramie portu w Feodozji to już biało-błękitne flagi Partii Regionów Wiktora Janukowycza, którego Juszczenko pokonał w wyborach prezydenckich w 2004 r.

Kto chce "osiodłać" protest

Jeden z 25 posłów Partii Regionów, którzy przyjechali do demonstrantów w Feodozji, przyznał w rozmowie z "Gazetą", że jego ugrupowanie chce "osiodłać ten protest": - Im więcej ludzi tu będzie, im szerzej rozleją się demonstracje, tym prędzej Ukraińcy i cały świat zobaczą, że pomarańczowi nie panują nad sytuacją, do niczego nie są zdolni.

- Ale wam nie bardzo wypada "siodłać protest" przeciwko NATO. Przecież za waszych czasów co roku odbywały się te manewry, wy opracowaliście wieloletnie plany współpracy z Sojuszem...

- I my wysłaliśmy ukraińskich żołnierzy do Iraku, a Juszczenko ich stamtąd zabrał. Już chyba widzicie, ze wasz ulubiony Juszczenko i jego pomarańczowi nie nadają się do niczego - zapewnia mnie poseł Wiktora Janukowycza, który do końca 2004 roku stał na czele ukraińskiego rządu.

A jego partyjny kolega Anatolij Kisielow mówi wprost: - Bunty językowe, protesty przeciwko NATO dowodzą, że Ukrainą nikt nie rządzi. Władza u nas leży na ulicy. I my ją weźmiemy. Stworzymy koalicję i rząd, po pomarańczowych nawet śladu nie zostanie.

Strefa wolna od NATO

Manewry "Sea Breeze" zapewne się nie odbędą. Parlament Krymu ogłosił półwysep"strefą wolną od NATO". Świat zachodni zaczyna wątpić, czy Ukraina naprawdę chce i potrafi integrować się z Sojuszem i UE. Pomarańczowe władze okazują się bezradne wobec buntu. I same są sobie winne.

Ci, którzy organizują manifestacje w Feodozji, mają po swojej stronie ważny argument. Poprzedni parlament zostawił prezydentowi Wiktorowi Juszczence nieprzyjemny pożegnalny prezent. Pierwszy raz w historii Rada Najwyższa nie wydała bowiem zgody na udział obcych wojsk w manewrach na terenie Ukrainy. Prezydent, wpuszczając "Advantage" do Feodosji, rzeczywiście naruszył prawo.

Nie doszłoby do tego, gdyby wybrany 26 marca nowy parlament rozpoczął pracę i przegłosował zgodę na wspólne manewry. Ale Rada nie pracuje, bo pomarańczowi od dwóch i pół miesiąca kłócą się między sobą o stanowiska w rządzie.

Rada zbierała się już dwa razy tylko po to, by na wniosek pomarańczowych zarządzić przerwy - najpierw na dwa tygodnie, a potem jeszcze na tydzień. Teraz wydarzenia na Krymie mogą jednak przyspieszyć powstanie rządu.

- Awantury o NATO i język pomogły pomarańczowym zrozumieć, że siły antypomarańczowego rewanżu są dla nich groźniejsze od konkurentów w walce o stołki we własnym obozie - mówi "Gazecie" znany kijowski komentator Wasyl Zorya. - Dochodzą do mnie sygnały, że porozumienie w sprawie koalicji jest już w zasadzie gotowe. Juszczenko zgodził się na to, że premierem zostanie Julia Tymoszenko.

Zdaniem Zoryi już w środę parlament może zacząć wreszcie normalnie pracować. A wtedy - mówi socjolog - od razu skończą się awantury o język rosyjski i o NATO.

Skomentuj:
Prawie druga wojna krymska
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX