Dziewięcioletni Adam (imię zmienione) ze Szkoły Podstawowej nr 41 w Łodzi zaczepia, kłuje szpilką, pluje, szarpie, bije. Uderzył pięścią w twarz katechetkę, skopał dyrektorkę, zaatakował konserwatora. W poniedziałek rodzice trzecioklasistów zbuntowali się. Nie puścili dzieci do szkoły. Miały wrócić, gdy odejdzie z niej Adam.
We wtorek do akcji wkroczyło kuratorium. - Adam będzie miał zajęcia w oddzielnej sali. Z innym nauczycielem, bez kontaktu z innymi uczniami - poinformowała wizytator Bożenna Krajewska-Bicz. Podkreśliła, że to nie to samo co indywidualne nauczanie, na które wcześniej nie zgadzali się rodzice Adama. - Indywidualne nauczanie przebiega zazwyczaj w domu ucznia, a w naszej ofercie uczeń ma przychodzić do szkoły. Tam, pod opieką nauczyciela, będzie realizować program. A jeśli rodzice chłopca zgłoszą pretensje, że ograniczamy mu kontakty z rówieśnikami, odpowiemy: bezpieczeństwo dzieci jest ważniejsze.
Kuratorium przyznaje, że to rozwiązanie "nierutynowe", ale zgodne z prawem. Dyrektor szkoły wyznaczył nauczycielom "dodatkowe zadania", za które nie dostaną jednak dodatkowych pieniędzy. A ponieważ z taką jednoosobową klasą nie wiążą się wydatki, na jej utworzenie nie musi się zgadzać gmina finansująca szkoły.
- Przygotowaliśmy już system - informuje Marzanna Topolska, dyrektorka szkoły. - Adamem zajmie się trzech nauczycieli: pedagog, polonista i matematyk. Pedagog nie odstąpi go na krok. Będzie przy chłopcu na przerwach, w szatni, w bibliotece.
Według opinii psychologa Adam "w bardzo dobrym stopniu opanował zasady i normy współżycia społecznego, ma jednak duży problem z przestrzeganiem tychże. Przejawia zaburzenia emocjonalne, ma skłonność do reakcji wybuchowych". Zalecenia: terapia psychologiczna i ścisła współpraca rodziców ze szkołą.
A tej współpracy nie było. Szkoła proponowała pomoc, w tym terapię, którą rodzice Adama odrzucali. Mało tego: właśnie szkołę obwiniali za złe zachowanie syna. - Trafił do klasy łobuzów, od nich nauczył się bić i wyzywać - twierdził ojciec.
Rodzice innych dzieci poskarżyli się do kuratorium, ale usłyszeli: "za bezpieczeństwo uczniów odpowiada dyrektor szkoły".
Dlaczego kuratorium zaczęło działać dopiero po naszych publikacjach?
- To reakcja na bunt rodziców, a nie na zachowanie dziecka - odpowiada wizytator Krajewska-Bicz.
Wszyscy mają nadzieję, że jednoosobowa klasa to rozwiązanie tymczasowe. - Na razie ugasiliśmy pożar - cieszą się urzędnicy, którzy liczą, że rodzice zakończą protest i dzieci wrócą do szkoły. Rodzice mają podjąć decyzję dziś.
- Izolacja chłopca jest dobra dla wszystkich, tylko nie dla Adama - uważa prof. Bogusław Śliwerski, pedagog z Uniwersytetu Łódzkiego. - Z pewnością nie pomoże mu się uspołecznić, wywoła natomiast poczucie krzywdy i wzmocni agresję.
Szkoła już przygotowała pismo do kuratora z prośbą o przeniesienie Adama do innej podstawówki. Do której? - Nie wiem, ale nie wyobrażam sobie takiej nauki na dłuższą metę - mówi dyrektor Topolska.