Prokuratura na tropie Żabki

Byli ajenci sklepów Żabka donoszą na samych siebie do prokuratur. Chcąc uniknąć licytacji majątku, gotowi są zeznawać przeciw korporacji. Prokuratura sprawdza, czy nie byli wyzyskiwani i oszukiwani
W Polsce działa ok. 1676 żółto-zielonych sklepów Żabka. Zatrudniają ok. 7 tys. osób. Sklepy sieci otwarte są 365 dni w roku po 17 godzin, mają kilka lub kilkunastotysięczne obroty dziennie. Mimo to wielu ajentów dorobiło się na nich długów. Centrala Żabki domaga się od ponad 300 byłych ajentów spłaty po 30-40 tys. zł - razem blisko 10 mln zł! To więcej niż ubiegłoroczny zysk sieci - 6 mln zł.

Zasądzone kwoty egzekwuje komornik.

Podpisałeś, to płać

Rok temu w "Dużym Formacie" opisaliśmy, jak ajeni sklepów wpędzani są w długi. Centrala zmuszała ich m.in. do zakupu drogich, niechodliwych towarów (bez możliwości zwrotu) czy sprzedaży artykułów poniżej cen zakupu. Ówczesny prezes Żabka Polska SA Krystian Czarnota zaprzeczał, by dochodziło do nieprawidłowości.

Sieć Żabka Polska SA została stworzona na wzór amerykańskiej sieci 7/11 (seven/eleven). Działa w branży niewielkich sklepów tzw. tuż za rogiem konkurujących przede wszystkim z rodzinnymi sklepami spożywczymi. W Polsce specyficzną formułę działania sklepów Żabka opartą na bezwzględnym przymusie wypełniania przez ajenta coraz to nowych "Instrukcji" i "Wytycznych" (nieznanych mu w chwili podpisania umowy współpracy) opracował Mariusz Świtalski, twórca Elektromisu i sieci Biedronka. Do niego należy 55 proc. udziałów Żabki, reszta - do amerykańskiego funduszu AIG.

Żabka wygrywa wszystkie procesy z byłymi ajentami, bo są one rozpoznawane w uproszczonym trybie nakazu zapłaty z weksla. Centrala przedstawia w sądzie podpisywane przed laty weksle in blanco, wpisując dziś kwotę roszczeń.

Podpisanie weksla było warunkiem przekazania ajentowi sklepu. Miał on gwarantować spłatę należności za towar dostarczony przez Centralę oraz należność za ewentualne zniszczenie wyposażenia sklepu. Ajenci i ich bliscy (jako żyranci) musieli je podpisać. Działo się to po zakończeniu szkolenia dla ajentów, w czasie którego zdaniem prokuratury mogło dochodzić do psychomanipulacji. - Byliśmy świadkami orgii, bicia kijami bejsbolowymi i biernego zachowania funkcjonariuszy policji. Wszystko to było w bardzo realny sposób inscenizowane, a chodziło o to, by nas zastraszyć. W czasie szkolenia wymagali od nas bezwzględnego posłuszeństwa - opowiadają byli ajenci.

Rzecznik Żabki Konrad Napierała nie chce tego komentować. Uważa, że są to wymysły byłych ajentów.

Krakowska prokuratura okręgowa podejrzewa, że to była psychomanipulacja. Sprawdza też, czy w Żabce nie dochodziło do wyzysku i oszustw. Osobnym wątkiem śledztwa są weksle. Do prokuratury zgłaszają się byli ajenci, donosząc na samych siebie.

Podpisz, bo cię wywalą

Krzysztof Owczarek, który prowadził sklep w Ostrowie Wlkp., opowiada, że 25 kwietnia 2000 r. przyjechał do niego z wekslami przedstawiciel centrali Żabki Jacek Szydłowski. - Kiedy ja się podpisałem, to powiedział, że potrzebny jest jeszcze podpis żony. Ponieważ jej nie było, powiedział, żebym się za nią podpisał, bo on nie ma czasu i musi jechać dalej. Kiedy odmówiłem, powiedział: "Weź to szybko podpisz, bo inaczej cię wywalą!". Kiedy podrobiłem podpis, powiedział: "No i dobrze. Większość tak robi, a ty wielkie opory stawiasz". Słyszała to moja siostra, która gotowa jest to poświadczyć w sądzie - opowiada Owczarek.

Jacek Szydłowski, dziś specjalista ds. funduszy europejskich w Starostwie Powiatowym w Ostrowie Wlkp. zaprzecza. - To nieprawda. Nie zajmowałem się ajentami - mówi.

Owczarek po rocznym prowadzeniu sklepu miał 39 tys. zł długu. - Do dzisiaj mam w domu bardzo drogie niechodliwe alkohole. Do tego drogie makarony, dżemy itd. - opowiada. - Dostawałem co jakiś czas obowiązkową "Wytyczną" usunięcia z półek towarów, które jeszcze się nie sprzedały. Centrali nie interesowało, co z nim mam zrobić. Zapełniali mi półkę nowymi towarami, ale zapłacić za ten niesprzedany musiałem! - denerwuje się.

Teraz Owczarek zgłosił się do krakowskiej prokuratury, by przyznać się do przestępstwa fałszerstwa weksla. Chce zeznawać przeciw centrali.

Do Krakowa spłynęło już kilka podobnych zgłoszeń. Między innymi Małgorzata Spalona z Dolnego Śląska przyznała się do podrobienia podpisu męża, bo ten nie chciał weksla podpisać. - Taki samą sytuację w domu miała moja koleżanka. Kiedy przyjechaliśmy do centrali w Poznaniu złożyć weksle, powiedziałyśmy pani Jolancie Błaszczyk, że podpisów mężów nie będzie. Wskazując na weksel, fuknęła: "To nie wiecie, jak to zrobić? Co wy dziećmi jesteście?!". Kiedy podrobiłyśmy podpisy, wzięła weksle, a my dostałyśmy pracę - opowiada Małgorzata Spalona. Jolanta Błaszczyk zdecydowanie zaprzecza: - To kłamstwo i wierutna bzdura. Nigdy nikogo nie namawiałam do takich rzeczy!

Sąd wydał już wyrok w sprawie Małgorzaty Spalona. Mimo że za fałszerstwo weksli grozi od 5 do 25 lat więzienia (art. 310 kodeksu karnego), dostała rok i osiem miesięcy w zawieszeniu. Bo sąd, na wniosek prokuratury, zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. Prokuratura wzięła pod uwagę to, że kobieta sama zawiadomiła o przestępstwie. Teraz sprawdza, na czyje polecenie doszło do fałszerstwa.

Zadłużeni i zdesperowani ajenci widzą w donosie na siebie ostatnią deskę ratunku. Dowiedzieli się, że sfałszowany weksel to podstawa do wstrzymania egzekucji z majątku. - Zarówno podrabianie weksli, jak i nakłanianie do tego, z punktu widzenia kodeksu karnego jest zbrodnią. Sprawę Żabki badamy bardzo dokładnie więc zlecamy grafologowi sprawdzenie każdego weksla, który do nas trafia. Zamierzamy ujawnić każde fałszerstwo - zapowiada prok. Krzysztof Urbaniak nadzorujący śledztwo. - Te osoby, które same zgłoszą się do prokuratury i przyznają się do fałszerstwa, mogą liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary.

Żabka zaprzecza

Centrala Żabki zaprzecza, by nakłaniała kogokolwiek do fałszerstw. - Weksle stanowią istotne zabezpieczenie interesów naszej firmy, więc byłoby nie tylko sprzeczne z prawem, ale także zdrowym rozsądkiem, gdybyśmy akceptowali, czy wręcz inspirowali, zachowania, które godzą w ich wartość - wyjaśnia Konrad Napierała, rzecznik prasowy Żabka Polska SA. - W przeszłości zdarzyły się przypadki sfałszowania przez kandydatów na ajentów podpisów swoich bliskich. Firma zaufała kandydatom, jednakże doświadczenie pokazało, że niektórzy z nich okazali się nieuczciwi. O zaistnieniu dwóch takich faktów nasza firma niezwłocznie powiadomiła prokuraturę. Po ujawnieniu przypadków fałszerstw w 2002 r. Żabka Polska SA wprowadziła obowiązek notarialnego potwierdzenia wszystkich podpisów na wekslach.

Napierała twierdzi, że nic nie wie o działalności Jacka Szydłowskiego ani Jolanty Błaszczyk (do dziś pracuje w centrali). - Nic nam nie wiadomo, aby namawiali kogokolwiek do fałszowania podpisów na wekslach. Nikt nigdy tego faktu dotąd nie zgłaszał. Jest to nieprawda - mówi.

Skomentuj:
Prokuratura na tropie Żabki
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX