Rosjanie odwracają się na wschód i marzą o imperium

Większość Rosjan marzy o Krymie, Białorusi i coraz bardziej obawia się Zachodu. - Na takich nastrojach opiera swą politykę Kreml - komentuje socjolog Jurij Lewada
Blisko 15 lat po upadku ZSRR w Rosji mówi się coraz częściej o syndromie niemieckiej Republiki Weimarskiej - upokorzonej przegraniem I wojny światowej, uciekającej w nacjonalizm oraz rosnącą tęsknotę za utraconą wielkością. Duża część Rosjan powiela tamten upiorny niemiecki schemat myślenia i w poczuciu osierocenia przez upadłe imperium (które przegrało zimną wojnę) popada w coraz silniejszą ksenofobię, marząc o powrocie do dawnych mocarstwowych granic. Nie rozumie, dlaczego Ukraina i Białoruś "wymyśliły sobie niepodległość".

Według najnowszych sondaży moskiewskiego Centrum Lewady zaledwie 29 proc. Rosjan godzi się z obecnymi granicami Rosji. Wprawdzie niewielu z nich uznaje za realne ponowne wchłonięcie przez Moskwę państw nadbałtyckich, ale już poszerzenie rosyjskiego terytorium o Białoruś oraz Ukrainę jest pożądane przez ponad połowę ankietowanych. Ok. 40 proc. akceptuje wspieranie przez Kreml separatystycznych republik Naddniestrza (w Mołdawii) oraz Abchazji i Osetii Płd. (w Gruzji), które - ich zdaniem - powinny być niebawem włączone do Rosji.

- Dla Rosjan najboleśniejszym cierniem jest Krym w granicach Ukrainy. Rosjanie tego nie pojmują i również dlatego tęsknią za Związkiem Radzieckim - wyjaśnia nam jeden z najbardziej znanych rosyjskich socjologów Jurij Lewada. Czy te imperialne tęsknoty mogą się kiedyś przerodzić w ekspansję terytorialną Moskwy?

Prof. Dmitrij Trenin z moskiewskiego Centrum Carnegie przekonuje, że ambicje prezydenta Władimira Putina są skromniejsze niż oczekiwania wielu Rosjan. - Czekają nas długie rosyjsko-amerykańskie batalie o wpływy w Kijowie, ale plany ekspansji obejmują wyłącznie Białoruś. Jej jak najgłębsze zintegrowanie z Rosją, przywrócenie trwałej politycznej i gospodarczej dominacji Moskwy nad Mińskiem ma być spuścizną prezydentury Putina - mówi nam Dmitrij Trenin.

Moskwa już teraz grozi Białorusinom podwyżkami cen ropy i gazu oraz zniesieniem ulg handlowych i celnych, co dla wielu Rosjan oznacza początek boju o Mińsk. Surowce energetyczne, które Putin uczynił podstawą pozycji międzynarodowej Kremla, są w Rosji powodem coraz większej dumy oraz poczucia siły także wobec Zachodu. Niedawne groźby Gazpromu, że przekieruje dostawy rosyjskiego gazu do Azji i ograniczy sprzedaż na Zachód, opisywano w wielu rosyjskich mediach w niemal wojennej retoryce. - Mamy gaz. Jesteś mocni - mówili wtedy także młodzi i wykształceni Rosjanie.

Rosyjski odwrót od Zachodu, który coraz częściej przeradza się we wrogość, przyspieszył w czasach prezydentury Władimira Putina. Jeszcze przed trzema laty współpraca Moskwy i NATO oznaczała dla blisko połowy Rosjan "szansę na lepszą realizację interesów Rosji". Dziś podobnego zdania jest zaledwie 26 proc. ankietowanych, a 46 proc. ocenia zbliżenie z NATO jako "szkodzenie rosyjskiej racji stanu". Rosjanie coraz częściej opowiadają się natomiast za sojuszem Moskwy z Chinami.

Wizerunkowi Zachodu w Rosji zaszkodziły "kolorowe rewolucje" w Tbilisi i Kijowie - wedle propagandy Kremla demokratyczne zrywy Gruzinów i Ukraińców były wyłącznie rezultatem geopolitycznej zagrywki Zachodu, który zmierza do uszczuplenia poradzieckiej strefy wpływów Rosji. - Nasze władze są coraz bardziej antyzachodnie. Odwołują się do wielkomocarstwowych haseł, co rozbudza w Rosjanach wielkoruskie nastroje. Na szczęście to na razie jest głównie "nacjonalizm kanapowy". Przeciętny Rosjanin nie chce bić się na żadnej wojnie - mówi Jurij Lewada.









Skomentuj:
Rosjanie odwracają się na wschód i marzą o imperium
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX