Wiadomości >  Archiwum

Bronisław Wildstein: człowiek z listą

Wojciech Czuchnowski
12.05.2006
A A A Drukuj
?Czyn Bronisława Wildsteina jest świadectwem moralnego wzmożenia? - mówił zimą 2005 r. z trybuny sejmowej Jarosław Kaczyński. Na początku stycznia Wildstein - wówczas publicysta ?Rzeczpospolitej? - skopiował z komputerów IPN listę 160 tys. nazwisk funkcjonariuszy peerelowskich służb specjalnych, tajnych współpracowników oraz kandydatów na agentów bezpieki.
Gdy "Gazeta" napisała o tym wielkim wycieku danych, Wildstein ogłosił, że to on wyniósł listę. Od tego momentu stał się symbolem powszechnej lustracji. Zainteresowani sprawą podzielili się na jego zwolenników i przeciwników. Wyniesienie listy przyniosło Wildsteinowi rozgłos, chociaż stracił pracę w "Rzeczpospolitej".

W latach 70. jako student Uniwersytetu Jagiellońskiego Wildstein działał w opozycji. Punktem zwrotnym w jego życiu stało się zamordowanie w 1977 r. przez bezpiekę jego przyjaciela i współpracownika KOR-u Stanisława Pyjasa. Po śmierci Pyjasa Wildstein z przyjaciółmi stworzyli ruch Studenckich Komitetów Solidarności.

W roku 1980 Wildstein pracował w "Solidarności". Stan wojenny zastał go we Francji, gdzie dostał azyl polityczny. Był naczelnym emigracyjnego pisma "Kontakt" i korespondentem Wolnej Europy.

Odkąd po upadku komunizmu wrócił do kraju, razem z przyjaciółmi z dawnej opozycji starał się rozwikłać sprawę Pyjasa i znaleźć winnych jego śmierci. Oskarżył publicznie profesora medycyny Zdzisława Marka o to, że fałszował wyniki sekcji zwłok studenta. Marek podał Wildsteina do sądu i wygrał. Wildstein przyjął wyrok z goryczą. "Staszek był dla mnie niezwykle ważną osobą w chwili, gdy został zabity. Znaleźć winnych jego śmierci to mój psi obowiązek" - mówił rok temu w wywiadzie dla "Życia Warszawy".

Na poglądy Wildsteina wielki wpływ miało odkrycie w 2001 r. dowodów na to, że Lesław Maleszka, jeden z jego najbliższych przyjaciół z opozycji, był przez wiele lat aktywnym agentem SB. Maleszka, redaktor "Gazety", wezwany przez dawnych kolegów, przyznał się do winy. Trzy lata później Wildstein z kolegami na podstawie dokumentów z IPN oskarżyli innego dawnego przyjaciela z opozycji Henryka Karkoszę o to, że również on był agentem.

Po powrocie z emigracji w 1990 r., z rekomendacji ROAD (poprzednika Unii Wolności), kierował Radiem Kraków. Potem pracował w "Życiu Warszawy" Tomasza Wołka. Stamtąd razem z Wołkiem i zbuntowanym zespołem przeszedł do "Życia". Opuścił je po konflikcie z Wołkiem w 1998 r. Wydał trzy powieści i literacką biografię Jerzego Grotowskiego.

Jest publicystą „Wprost”, gdzie za ulubiony obiekt ataków obrał „Gazetę Wyborczą” i III RP: „wielki bal przebierańców, na którym szubrawcy pasowani są na autorytety, cynizm przedstawiany jest jako moralność, a histeria jako roztropność”. W wywiadzie dla „Gazety Polskiej” pytany: „Czy mamy w Polsce jakiegoś szczególnego cenzora?”, odpowiada: „W wymiarze ideowym » Gazetę Wyborczą «”.

Nazwisko Wildsteina często pojawiało się w spekulacjach na temat obsady stanowisk w mediach publicznych. Choć jego pisana i mówiona publicystyka jest ostro proPiS-owska, to TVP pod jego rządami nie musi się stać propagandową tubą PiS. Osoby znające nowego prezesa wskazują, że Wildstein nie znosi nacisków i potrafi się zbuntować.

Niedawno w wywiadzie dla "Kuriera Porannego" Wildsteina zapytano, czy podziela zdanie Jarosława Kaczyńskiego, że media w Polsce nie są wolne: - To była niefortunna wypowiedź. Oczywiście, że mamy wolne media. Nie ma sił, które by nimi sterowały - stwierdził Wildstein. Ale zaraz potem dodał: - To nie jest tak, że PiS-u nie można krytykować, ale to, co się w tej chwili dzieje, to nie jest krytyka, tylko potępieńczy atak (...) Niezależne media stały się tubą establishmentu, który każdą próbę reformy uznaje za zamach na demokrację".

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX