Rosja wstrzymuje żeglugę na Zalewie Wiślanym

Rosyjska straż graniczna wstrzymała ruch statków na Zalewie Wiślanym. Rosja żąda podpisania umowy międzyrządowej, która uregulowałaby na stałe problem żeglugi przez Cieśninę Pilawską
Ruch został wstrzymany bez żadnego ostrzeżenia w niedzielę. Rosjanie utrzymują, że umowa, na podstawie której polskie statki mogły korzystać z ich wód terytorialnych w rejonie Kaliningradu, jest już nieważna. To dlatego, że podpisywali ją jeszcze za Stalina w 1946 r. z bratnim krajem socjalistycznym. Tymczasem teraz Polska jest już w Unii Europejskiej i braterstwo nie wchodzi w grę.

Zaskoczone decyzją Rosjan było nasze MSZ. Do rozmów oddelegowano Jarosława Czubińskiego, konsula generalnego RP. W pertraktacjach w sprawie żeglugi przez Cieśninę Pilawską Czubiński zdążył już zebrać doświadczenie.

Po raz pierwszy Rosjanie zabronili pływać polskim jednostkom przez cieśninę w 2003 r. Upierali się, że pasażerowie udający się na kilkugodzinną wycieczkę do Kaliningradu, nawet jeśli nie schodzą na ląd, powinni mieć wizy. Polski MSZ stanął na stanowisku, że to absurd. Negocjacje z Rosjanami trwały trzy tygodnie, ale ruch został przywrócony. Sytuacja powtórzyła się w czerwcu 2004 r. Wtedy Rosjanie po raz pierwszy stwierdzili, że umowa z 1946 r. wygasła, ale - jak stwierdzili - pójdą na ustępstwa. Identyczna sytuacja miała też miejsce pod koniec ubiegłego roku.

MSZ zapyta ambasadę rosyjską o dokładne przyczyny ograniczeń w ruchu statków na Zalewie Wiślanym - powiedział wczoraj rzecznik prasowy resortu spraw zagranicznych Paweł Dobrowolski. - Będziemy prosić rosyjskiego charge d`affaires w ambasadzie w Warszawie, żeby nam opowiedział, na czym polega ten problem, który wydaje się nam nieco biurokratyczny.

- MSZ zrobiło wszystko, aby zaspokoić oczekiwania strony rosyjskiej - mówi konsul Czubiński. - Chcieli projektu nowej umowy i mają. Już półtora roku temu przedłożyliśmy w Moskwie projekt umowy międzypaństwowej dotyczącej żeglugi przez cieśninę. Leży pewnie na dnie jakiejś szuflady w rosyjskim MSZ w Moskwie. To nie nasza wina, że umowy do dziś nie ma.

Tym razem Czubiński sytuację ocenia jednak jako poważną. To dlatego, że zakazem objęto również małe jednostki, w tym rosyjskie, czego wcześniej nie praktykowano. Na dobrą sprawę negocjacje jeszcze się nawet nie rozpoczęły. Gubernator obwodu kaliningradzkiego Georgij Boss przewodzi obchodom Dnia Zwycięstwa i - jak mówią jego urzędnicy - nie wiadomo, kiedy znajdzie czas dla Polaka. Bo to bardzo ważne święto...

- Pojawię się na obchodach i może tam uda mi się nawiązać do sprawy odblokowania cieśniny - nie zraża się konsul.

Czubiński na pewno pomocy nie znajdzie u nowego ministra gospodarki morskiej i rybołówstwa z nadania LPR. - By wznowić żeglugę z naszej strony wszystkie sprawy techniczne, wszystkie dokumenty zostały załatwione - mówi Rafał Wiechecki. - Jakie dokumenty? Te, które przygotowali mi urzędnicy. Nie przeczytałem ich jeszcze, bo zostawiłem na biurku. Zresztą to sprawa dla MSZ.

Dlaczego Cieśnina Pilawska jest dla nas tak ważna? To jedyna droga z Zalewu Wiślanego na Bałtyk. Co prawda zalew w większości jest nasz, ale końcówka odcinającej go od morza Mierzei Wiślanej należy do Rosji. Ten "skrawek niemieckiej ziemi" - tak nazwał go Stalin - został wywalczony osobiście przez niego. Ze względu na bazę marynarki ZSRR znajdującą się w Kaliningradzie i Bałtijsku Rosjanie na dobrą sprawę w ogóle przez cały okres powojenny blokowali nam dostęp do Bałtyku. Pierwszy polski rejs przez cieśninę odbył się dopiero w 1990 r. Potem przez całe lata 90. bez większych problemów z cieśniny korzystali już nasi armatorzy. Obecnie po Zalewie Wiślanym do Rosji pływa ich dwóch - Żegluga Gdańska i Elport. Popularne stały się też wycieczki po Zalewie Wiślanym, których portem docelowym jest Kaliningrad.

Dużym powodzeniem cieszą się też sklepy wolnocłowe na statkach.

- Nawet nie przysłali faksu, tylko powiedzieli naszemu agentowi w Kaliningradzie, że z pływaniem przez Cieśninę Pilawską koniec - mówi Jerzy Latała, prezes Żeglugi Gdańskiej. - Każdego dnia przestoju nasza firma traci ok. 20 tys. zł. Mam nadzieję, że MSZ szybko rozwiąże ten problem.