Cola zakazana w amerykańskich szkołach

Coca-Cola, PepsiCo. i inne koncerny nie będą mogły sprzedawać słodkich napojów gazowanych w szkołach w USA. To wielkie zwycięstwo organizacji walczących z epidemią otyłości wśród amerykańskich dzieci
Zamiast wszelkiego rodzaju coli i innych bardzo słodkich napojów gazowanych w szkołach podstawowych będą teraz sprzedawane jedynie woda, stuprocentowe soki (niedosładzane), niesłodzone herbaty (ice tea) oraz niskotłuszczowe mleko.

W szkołach średnich będzie można sprzedawać napoje typu "diet". We wszystkich szkołach producenci zobowiązali się sprzedawać swoje napoje w mniejszych opakowaniach.

Dzieci są za grube

Słodkie napoje, bardzo tanie i uwielbiane przez dzieci, są od lat wrogiem numer 1 organizacji walczących z plagą otyłości. Według najnowszych badań na otyłość rozumianą jako choroba cierpi 17 proc. dzieci w wieku do dziewięciu lat, a drugie tyle ma nadwagę i może stać się otyłymi w najbliższych latach.

Badania pokazują też, że dzieci z nadwagą lub otyłością w prawie 90 proc. przypadków będą cierpiały na te dolegliwości także w wieku dorosłym.

Epidemia otyłości jest dziś uważana przez ekspertów za jedno z największych zagrożeń dla zdrowia w USA, niesie ze sobą miliony przypadków cukrzycy, raka, chorób serca i innych.

W środę rano Fundacja Billa Clintona - organizacja charytatywna prowadzona przez byłego prezydenta, która pośredniczyła w negocjacjach pomiędzy koncernami a stowarzyszeniami promującymi zdrowy tryb życia - ogłosiła zawarcie porozumienia. Negocjacje trwały ponad rok, a koncerny ustąpiły, dopiero gdy zarówno w poszczególnych stanach, jak i w Kongresie USA pojawiało się coraz więcej projektów ustaw zakazujących sprzedaży "junk food", czyli "śmieciowego jedzenia" w szkołach.

Do "junk food" oprócz wysokosłodzonych napojów zaliczane są także sprzedawane również w automatach chipsy, chrupki, ciasteczka, lizaki itp.

Automaty z napojami i "junk food" stoją w prawie każdej amerykańskiej szkole. Wieloletnie próby wywarcia presji na władze szkół, by zrezygnowały z automatów "dla dobra dzieci", nie dawały rezultatów, bo wiele liczących każdy grosz szkół publicznych otrzymywało od koncernów sowite opłaty za możliwość postawienia na korytarzach automatów.

Przyjdzie kryska też na chipsy

Zmiany będą wprowadzane stopniowo, pełny zakaz będzie obowiązywał od 2008 r. Koncerny wolały zawrzeć ugodę na wynegocjowanych zasadach, niż czekać na narzucone przez Kongres przepisy.

W kilku stanach do wyrzucenia coli ze szkół doszło już wcześniej, jednak w wielu miejscach - np. w szkołach Nowego Jorku - zastąpiono ją niewiele mniej słodkimi napojami owocowymi czy np. mlekiem czekoladowym.

W kilku stanach rozważane są też projekty nałożenia na sprzedaż wysokosłodzonych napojów gazowanych dodatkowych podatków, które byłyby przeznaczane na rosnące lawinowo koszty medyczne walki z konsekwencjami otyłości.

Niektórzy działacze organizacji promujących zdrowe żywienie postulują nawet obowiązkowe opatrzenie puszek i butelek z wszelkiego rodzaju colami wielkimi napisami ostrzegawczymi - takimi, jakie są dziś na paczkach od papierosów.

Kolejnym etapem walki o zdrowe żywienie dzieci - po zwycięstwie z colą - są chipsy, chrupki, ciasteczka. Kongres USA pracuje też nad nowymi wymaganiami stawianymi szkolnym stołówkom. Obecnie nagminnie serwują one takie potrawy jak hot dogi, pizza, hamburgery i frytki, a według państwowych norm pomidorowy keczup jest kwalifikowany jako "warzywo".

Już od najbliższego roku szkolnego wiele szkół zobowiązało się do zastępowania tłustych, smażonych, wysokokalorycznych i pozbawionych wartości odżywczych potraw sałatkami i owocami. Okazało się, że liczba dzieci, które na lunch w szkolnej stołówce wybierają sałatkę, podwaja się, gdy w szkole przeprowadzono wcześniej zajęcia edukacyjne tłumaczące zasady zdrowego żywienia.

W Polsce też mamy problem

Podobna akcję jak w Stanach przeprowadzono w ubiegłym roku we Francji. Od 1 września 2005 r. obowiązuje w tamtejszych szkołach zakaz sprzedaży w automatach - usunięto z nich ponad 30 tys. takich urządzeń.

W Polsce niektóre szkoły - m.in. w Gdańsku, Warszawie oraz Opolu - zaczęły na własną rękę wyrzucać chipsy, batoniki oraz słodzone napoje. Pomagały im w tym kuratoria oraz urzędy miast, rekomendując dyrektorom anulowanie umów na automaty.

Na wyjście z krajowych szkół zdecydowała się też Coca-Cola, która wycofała od 1 września ub.r. z podstawówek automaty ze słodzonymi napojami. W odróżnieniu od USA na producenta nikt nie wywierał nacisków.

- Mamy świadomość, że dzieci mogą nie wiedzieć, co jest dla nich najlepsze. W szkole bez kontroli rodziców mogły pić tych napojów za dużo - tłumaczyła przedstawicielka Coca-Coli.

Krajowe firmy bronią się przed oskarżeniami o tuczenie dzieci. - Dzieci szukają niezdrowego jedzenia. Jeśli nie znajdą go w automatach, dostaną słodycze czy tłustą zapiekankę na przykład w szkolnym sklepiku. Nie należy z tego powodu zakazywać stawiania automatów, tylko informować ludzi, co jest zdrowe, a co nie - argumentują właściciele urządzeń.